Wskoczyć w butelkę łatwo, a wydostać się z niej trudniej niż z więzienia.
Wytrzymać nie mogłem godziny bez gorzały, teraz kupuję wodę mineralną i półka z wódką nie nęci, mimo to odwracam od niej wzrok. Terapia trwa piąty miesiąc. Ośrodkiem terapeutycznym jest ogród moich marzeń oraz Saba i Ben, rozmawiam z nimi jak z przyjaciółmi o swoim nałogu. Na pomoc żony nie liczę. Mąż: mąż to nie rodzina daje ulgę, rozjaśnia sprawy, jest moją miłością. Widzę tam również swoją matkę i doceniam ją teraz bardziej, gdy mój świat zaczął się walić. A dziewczęce miłości czas, jak wiatr polne kwiaty, pozrywał i pognał w zapomnienie. Wiele potopiło się w alkoholu. Co nas łączy - pytam się w myślach żony? Przebaczać nie umie, zapomnieć nie potrafi, każdy dzień rozpoczyna litanią moich grzechów. A nic przecież dwa razy się nie zdarza, do tanga trzeba dwojga zgodnych ciał i gorących serc. Mam skomleć o przebaczenie jak pies o jedzenie? Wyrywam się z alkoholizmu mozolnie, nie awanturuję się. To, co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr. Bez tolerancji i przebaczenia nienawiść zniszczy resztki naszego życia! Osamotniona, starzejąca się i chora szuka otuchy w modlitwach, w rozmowach telefonicznych z zakonnicami. Połyka pastylki od siedmiu boleści, chociaż ma ich więcej...
Za drugą stroną ściany siedzę, też samotny. Tylko brzózka zagląda do okna... A wódka - kochanka? Nachodzi mnie jeszcze w nocy i kusi „wypij mnie, weź w usta” Ta zwodnicza kochanka wyrugowała wszystkie kobiety, które mnie kochały. Została tylko podróżniczka Ania. Z nią wycieczki kino, teatr, tańce, daje czego żona nie dawała. Kobiecość, ciepło rąk i uśmiech. Rozgrzewa lepiej niż gorzała. Dzięki niej przestałem kajać się na klęczkach za grzech pierworodny. Monologi prowadzę przed snem o trzeźwym życiu w łóżku. Szukałem szczęścia, ale chyba nie tam, gdzie nie trzeba. Szczęście to radość indywidualna, inna dla każdego? Moim szczęściem trzeźwość? Czy walka o nią?