Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

171185 miejsce

Jak żyć godnie. Do samego końca...

17 marca ruszyła akcja społeczna „Gazety Wyborczej” i Fundacji Hospicyjnej „Hospicjum to też życie”. Tak się składa, że inicjatywa zbiegła się w czasie ze Świętami Zmartwychwstania Pańskiego…

Mysłowice 2006.08.16. Od 12 lat w Mysłowicach działa stacjonarne hospicjum dla osób cierpiących na chorobę nowotworową Było to pierwsze stacjonarne hospicjum w południowej Polsce nadal udziela pomocy także w domach osób chorych / Fot. PAP Andrzej GrybielŚwięta Wielkanocne to czas rozmyślań nad istotą życia, śmierci i tego, co czeka nas po przejściu na drugą stronę. To dni wielkiej powagi, skupienia się, wyciągnięcia pewnych wniosków. Tego samego wymaga dyskusja związana z akcją „Umierać po ludzku”.

Wszelkie informacje o akcji zamieszczone zostały na stronie: www.umieracpoludzku.pl. Odnajdziemy tam raporty, ankiety, opinie ludzi, których problem ten dotyczy bezpośrednio oraz rozmowy z inicjatorami akcji (m.in. z krajowym duszpasterzem hospicyjnym ks. Piotrem Krakowiakiem, a także z pierwszą wolontariuszką „Umierać po ludzku” Iloną Miler, która zmarła 26 lutego w gdańskim Hospicjum im. ks. Dutkiewicza).

Akcja od samego początku wzbudza pewne kontrowersje. Boimy się rozmawiać o śmierci i uciekamy od tego tematu. Jest dla nas swoistym tabu. Pojawiają się głosy, że nie należy narzucać społeczeństwu rozmowy o śmierci. Jednocześnie powstaje coraz większy problem po stronie ludzi bezpośrednio dotkniętych tą kwestią. W ten sposób nagromadziło się wiele pytań, z których naczelne stanowi: jak sobie poradzić z umieraniem? Dalej: jak rozmawiać z bliskimi, jak zwalczać ból, aż wreszcie, jak oswoić się ze świadomością zbliżającego się końca?

Tkwimy w przekonaniu, że chory nie chce znać prawdy. Boimy się również zadania bólu, wyrządzenia krzywdy, spowodowania szoku. Zastanawiamy się i dochodzimy do wniosku, że bliska nam osoba znając prawdę o swojej chorobie straci chęć do życia, do podjęcia walki o swoje zdrowie. Boimy się również odrzucenia przez chorego. Nie wiemy bowiem, jak zareaguje. Ważne jest, aby nie oszukiwać chorego, nie dawać mu fałszywej nadziei, jednocześnie pamiętać o unikaniu rozwiązania w postaci brutalnej, bezmyślnej otwartości.

Wśród skojarzeń związanych z hospicjami, naczelnym wydaje się być „umieralnia”. Tymczasem szalenie ważne jest uświadomienie społeczeństwu, że jest to miejsce, gdzie bardzo chory pacjent, z niekorzystnymi prognozami na wyzdrowienie, oraz jego bliscy, odnajdują pomoc.

– Akcja ma sens, bo o śmierci trzeba rozmawiać, choć jest to temat niesłychanie trudny, zwłaszcza gdy dotyczy nas samych lub naszych najbliższych. Przede wszystkim powinna być jednak skierowana do władz, NFZ itp. Przy takim niedofinansowaniu hospicja upadną. Nakłady w województwie dolnośląskim są jednymi z najniższych. Ministerstwo powinno wreszcie przyjąć leżące tam już
4 lata standardy opieki paliatywnej, a NFZ odpowiednio wycenić działalność hospicjów. - mówi dr Anna Orońska, kierownik medyczny wrocławskiego hospicjum domowego przy Dolnośląskim Centrum Onkologii oraz konsultant wojewódzki do spraw medycyny paliatywne

Na forach internetowych często pojawiają się negatywne opinie na temat lekarzy i pielęgniarek pracujących w hospicjach. Najczęściej powtarzającym się słowem jest „obojętność”. - Olbrzymim problemem jest też "wypalenie zawodowe" lekarzy, pielęgniarek i reszty personelu, spowodowane ciągłym kontaktem ze śmiercią, oraz po prostu przepracowaniem… - zwraca uwagę dr Orońska. Na uwagę zasługuje fakt, iż lekarze hospicyjni stanowią grupę, która (jak dotąd) nie strajkowała.

Akcja skierowana jest do instytucji służby zdrowia oraz szkół ponadgimnazjalnych. Jak stwierdza dr Orońska, brak wolontariatu nie jest problemem. Chętnych nie brakuje. Sprawdzają się jednak osoby starsze, bardziej odpowiedzialne.

- Minusem akcji jest to, że jej głównym adresatem są hospicja. Umieranie "nie po ludzku" ma najczęściej miejsce na innych oddziałach – podkreśla pani doktor – tam lekarze sami mówią, że nie wiedzą jak opiekować się umierającymi, jak z nimi rozmawiać. Rozwiązaniem mogłoby być wprowadzenie obowiązkowych kursów z opieki paliatywnej przy każdej specjalizacji lekarskiej - tłumaczy pani doktor.

Dr n. med. Małgorzata Krajnik, konsultant krajowy w dziedzinie medycyny paliatywnej i ks. dr. Piotr Krakowiak opracowali Prawa Człowieka Umierającego. Jednocześnie wyrażona została prośba aby wszyscy, którzy podzielają te zasady, przyczyniali się do ich rozpowszechniania.
Dr Orońska zwraca jednak uwagę, że kuriozalnym pomysłem jest wywieszenie na oddziałach szpitali dekalogu. Porównuje ten pomysł do zjawiska usytuowania przy szpitalach czy hospicjach zakładów oferujących usługi pogrzebowe. - Na pewno należy te zasady propagować wśród fachowych pracowników służby zdrowia. Robimy to na wszystkich kursach i szkoleniach.

Kontrowersje wzbudzać może punkt IX dekalogu, mówiący, że człowiek ma prawo do niezgody na uporczywą terapię przedłużającą umieranie. Pojawiają się opinie o poczynieniu przez ks. Krakowiaka pewnego kroku w nauce Kościoła. Doktor Anna Orońska nie podziela tych głosów, rzetelnie argumentując:- Z tym stwierdzeniem się nie zgadzam. Odmowa uporczywej terapii nie jest równoznaczna z eutanazją, i Kościół to bardzo mocno podkreśla. Również Katechizm Kościoła Katolickiego pkt. 2278, JPII Evangelium Vitae, jak też wiele wypowiedzi Watykanu i etyków katolickich. To właśnie przez stosowanie uporczywej terapii, a więc w tzw. etyce środków nieproporcjonalnych, nie pozwala się na godną śmierć. Punkt IX uważam za jak najbardziej słuszny.

Lekarze niejednokrotnie traktują śmierć pacjenta jako porażkę. Starają się tym samym ratować go za wszelką cenę. - Też za cenę niewspółmiernych jego cierpień, gdy na wyzdrowienie nie ma już szans. - dodaje dr Orońska.


Czy umieszczać umierającego w hospicjum, domu opieki, czy zaopiekować się nim w domu przy współpracy z hospicjum domowym, pielęgniarką, czy innymi opiekunami? To pytania, które bardzo często się powtarzają. Dr Orońska mocno podkreśla:- Nie jest prawdą, ze rodziny chcą "pozbywać" się umierających oddając ich do szpitali czy hospicjów stacjonarnych. To co obserwuję – a lekarzem hospicyjnym jestem od ponad 15 lat – to na ogół olbrzymia, granicząca z heroizmem troska, by osoba najbliższa była w domu. Konieczne jest jednak wsparcie dla rodziny. Nie zawsze można zrezygnować z pracy. Umieranie może trwać pół roku, rok - mówię o czasie, gdy chory wymaga 24-godzinnej opieki. Jest to też obciążenie finansowe - leki, materiały opatrunkowe, czasem konieczność wynajęcia prywatnej opiekunki. Do hospicjów stacjonarnych trafiają również osoby samotne, których dzieci czy rodzina, odeszły już z tego świata.

Co oznacza w takim razie hasło „umierać po ludzku”? - Umierać po ludzku to znaczy do końca żyć godnie w wymiarze fizycznym, psychicznym, socjalnym i duchowym – mocno akcentuje dr Orońska i dodaje - My w opiece paliatywnej wiemy jak ma być, ale nie mamy wystarczających środków by tym wymaganiom sprostać, mimo iż zdobywamy fundusze różnymi drogami, poprzez akcje charytatywne, koncerty, zbiórki pieniędzy.

Dr Orońska przytoczyła słowa Jana Pawła II: "Cierpienie o tyle ma sens, o ile wyzwala miłość". Sama mówi, że widzi tej miłości bardzo dużo, jej samej pozwala zmierzyć się z problemem cierpienia. Dzięki temu cięgle trwa w tej pracy…

Mówiąc o umieraniu powinny przypomnieć nam się ostatnie lata, miesiące, w końcu dni papieża Jana Pawła II. Ojciec Święty nie zniknął za murami Watykanu. Dopóki mógł, upubliczniał swoje cierpienie, ból i własną śmierć. Miał odwagę pokazać, że mają ogromną wartość, nie należy wstydzić się ich, bowiem stanowią naturalny element ludzkiej egzystencji. Tym samym Jan Paweł II łączył się z wszystkimi cierpiącymi, pokazywał, że to czego naucza, jest prawdą. Dał innym chorym możliwość porównania własnego cierpienia z cierpieniem innych. Co ważniejsze – uświadomił, że cierpienie i proces umierania stanowią tylko etap w naszym życiu.

„Nie lękajcie się!” (Jan Paweł II)


***
Serdecznie dziękuję dr Annie za przekazanie tych, jakże ważnych słów i poświęcenie swojego cennego czasu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

"Dopóki mógł, upubliczniał swoje cierpienie, ból i własną smierć" - na pewnym etapie umierania chory nie jest w stanie zdecydować o upublicznianiu swojego cierpienia.
Poniewaz dwukrotnie asystowałam po kilkanaście miesiecy chorym terminalnym, moge zaświadczyc, że ostatnia rzeczą, jaką mozna o umierajacych powiedzieć, to że "nie wiedzą" iz umieraja - bo wiedza o tym doskonale, oraz, że pragną jakiegokolwiek "upublicznienia" swego cierpienia.
Na pewnym etapie najwazniejsza staje sie opieka zmniejszajaca fizyczne cierpienie, a przede wszystkim zaniechanie uporczywej kuracji medycznej, ktora prowadzi do nieobliczalnych skutków zwiekszajacych to cierpienie i przedłużających męczarnie.
Z pewnych względów tematu rozwijac nie będę. Ci, co wiedzą - wiedzą. Ci co nie wiedzą - oby nie musieli się przekonywać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

trudny temat, sam czasami się zastanawiam jaki będzie mój koniec...

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+)... ważne

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+)..mocne

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.