Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

109951 miejsce

Jak żyć po Holocauście? "Walizka" w Teatrze Żydowskim

Teatr Żydowski podjął wyzwanie. Przemówił głosem współczesnej autorki, Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk, a wybór padł na „Walizkę” - tekst, w którym o Zagładzie mówi się w bardzo nieszablonowy sposób. Niestety, czegoś w spektaklu zabrakło...

 / Fot. plakatA zapowiadało się ciekawie, bo tekst „Walizki” to bardzo oryginalna materia: poetycki, rytmiczny, lekki, jednocześnie pełen dręczących pytań o relacje z przeszłością i zupełnie niepatetycznie mówi o Holocauście.

Punktem wyjścia była autentyczna historia pewnego Francuza, który na wystawie w Muzeum Zagłady rozpoznał walizkę swego ojca, wypożyczoną z Muzeum w Auschwitz. Niesamowite wydarzenie zainspirowało Sikorską-Miszczuk do pójścia tym tropem. Bohater jej sztuki, Fransua Żako (Andrzej Blumenfeld), dzięki przypadkowemu odkryciu kim był jego ojciec i jak zginął, przestaje być człowiekiem bez tożsamości, jakim czuł się do tej pory. Zyskał korzenie. To pierwszy ważny krok i przesłanie, że bez tożsamości nie jesteśmy w pełni sobą.

Jest jednak i drugi problem, na który zwraca uwagę autorka sztuki. Z zawartości „walizki” trzeba umieć skorzystać. Co zrobić z historią, z przytłaczającą spuścizną guzików, butów, walizek, fotografii tych wszystkich, którzy z Zagłady nie wyszli? Jak kolejne pokolenia mają sobie z tym poradzić, jak pamiętać, a jednocześnie nie oszaleć i dostrzec, że mimo wszystko życie jest piękne. Gdy Szymon Szurmiej, jako Pantofelnik – ojciec Żako, wypowiada swoją kwestię, złożoną z trzech słów: „Oddychaj, synu, oddychaj”, jest wzruszający, przekonujący, prawdziwy. Głos człowieka „stamtąd”, z Auchwitz, jest najważniejszy. To zresztą chyba najbardziej przejmujący moment spektaklu, trwający zaledwie kilkadziesiąt sekund, ale będący widocznym znakiem przejścia od śmierci do życia i jego apoteozy.

Obcowanie z Zagładą, dzień w dzień, miesiąc po miesiącu, jest - jak mówi Przewodniczka (Ernestyna Winnicka) - nie do wytrzymania. „Nie wiem, po co to wszystko tu jest, w tym muzeum. Chyba po to, żebym ja oszalała, żeby został ze mnie wrak człowieka. Chyba po to, to wszystko tu jest”.

Niestety spektakl nie radzi sobie z tekstem Sikorskiej-Miszczuk. Szymon Szurmiej jest jeden i to nie na nim tym razem spoczywa ciężar przedstawienia, a młodsi aktorzy sobie z nim nie poradzili. Zamiast lekkości, francuskiej świeżości, jest nieznośna nadekspresja, męcząca szczególnie w wykonaniu Narratora (Piotr Sierecki). Rezygnacja z rampy, zamiast dostarczyć nowe rozwiązania, raczej utrudniła odbiór sztuki, bo usadzeni w 3 nieznośnie długich rzędach widzowie, po prostu niewiele widzą. Wyznaczony aktorom biały trakt, który przemierzają tam i z powrotem, umiejętnie ograł chyba tylko Andrzej Blumenfeld, stawiając wyraźną cezurę pomiędzy przeszłością a teraźniejszością.

Szkoda, że ta próba Żydowskiego, by zmierzyć się z współczesnym repertuarem, nie przyniosła pożądanych efektów. Teatrowi Żydowskiemu potrzeba nowego repertuaru, potrzeba nowych wyzwań, ale też zespołu, który im podoła.

"Walizka", Małgorzata Sikorska-Miszczuk
Reżyseria – Dorota Ignatjew
Scenografia Rafał Sisicki

Fransua Żako Andrzej Blumenfeld /Marek Węglarski
Żaklin – Joanna Rzączyńska
Przewodniczka z muzeum zagłady - Ernestyna Winnicka
Narrator - Piotr Sierecki
Poeta Bruno – Jerzy Walczak
Premiera 4 listopada 2011
Teatr Żydowski w Warszawie

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.