Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

8759 miejsce

Jaka jest twoja religijność, gdy stajesz się pacjentem?

Odwiedziłam ostatnio warszawski szpital na Banacha w Warszawie. Na temat wiary pacjentów szpitalnych, rozmawiałam z tamtejszym kapelanem.

Ksiądz / Fot. http://www.sxc.hu/photo/600455Bywają dni, że nie masz czasu na nic, nawet na zjedzenie na szybko paru kęsów ciepłego obiadu. W ferworze zajęć zapominasz o swoich potrzebach, bo przecież inni są ważniejsi. I nawet kiedy zaczynasz czuć się naprawdę źle, to i tak nie zwracasz na to uwagi. A potem nagle pojawia się znak STOP, który każe Ci przestać, zatrzymać się i zastanowić się nad swoim życiem.

Ten znak to choroba. Ta najgorsza i najmniej spodziewana, która zmusza do pobytu na oddziale szpitalnym pośród białych kitli i przemykających korytarzami odwiedzających. I kiedy myślisz, że już nie jesteś w stanie wytrzymać tworzącej się wkoło atmosfery bezczynności, nagle przychodzą oni. Mowa o kapelanach szpitalnych. Choć część chorych nie chce rozmawiać, to jednak obecność księży w szpitalu podnosi ich na duchu i pozwala przetrwać te najgorsze chwile bez bliskich.

Udało mi się porozmawiać z ojcem Jackiem Wardęskim, który jest kapelanem w szpitalu na ulicy Banacha w Warszawie. Opowiadał mi o różnych sytuacjach, z którymi zetknął się w szpitalu. - Pacjenci, którzy leżą w szpitalu bardzo się od siebie różnią, tak samo jak ich duchowość i religijność - mówi o. Jacek.

Ojciec Jacek opowiada, że rzadko zdarza się pacjent, który nie chce wcale rozmawiać.
- Pacjenci zwykle dziękują, albo nie odzywają się w ogóle. Często spotykam także takich, którzy od razu deklarują się jako niewierzący, lub wierzący inaczej, ale pomimo tego, chętnie rozmawiają. Ksiądz Jacek wie, że pacjenci potrzebują tej rozmowy, bo samotność, oddalenie od bliskich, potęguje strach. - Do nich przychodzą wolontariusze, wcale niekoniecznie przeszkoleni pod względem psychologicznym, czy pedagogicznym, ale przygotowani na rozmowy z takimi chorymi - wyjaśnia ksiądz.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Anno - "...przeciez Bóg nie jest w stanie ukarać nas chorobą..." - ani - skoro już w tych kategoriach mowa - nagrodzić wyzdrowieniem.:) Więc chodzi o kontakt z człowiekiem, ktory cierpliwie wysłucha. Może to być również ksiądz.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ewo! Są ludzie różni i różnego wyznania, ale większość pacjętów potrzebuje GO. Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Patrząc na sprawę generalnie, chora jest cała ludzkość.
Wszyscy rodzimy się z wyrokiem śmierci, który zostanie wykonany wcześniej czy później, ale nieubłaganie.
Dla tych, dla których autorytetem jest Biblia, jasna jest przyczyna tego stanu: jest nią grzech pierworodny, odziedziczony po Adamie (por. Rzymian 5:12 > http://www.biblia-internetowa.pl/Rzym/5/12.html).
Jasne jest też, że przyczyna ta zostanie usunięta, jak też zrozumiałe są powody, dla których jeszcze się to nie stało.
A że dla człowieka, który choruje, istotna jest odpowiedź na pytania fundamentalne, a nie tylko: "-Dlaczego ja?!", łatwiej jest chorować, mając wiarę.
Łatwiej też, gdy zachowuje się nadzieję na przyszłość, opartą na czymś więcej, niż ulotnych obietnicach, jakie niekiedy "dla spokoju" słyszy się z ust zakłopotanego personelu medycznego.
W znoszeniu wszystkiego, co wiąże się z poważną chorobą, pomaga także zdrowy dystans do własnej osoby oraz poczucie humoru.
Bardzo wiele zdziałać mogą bliscy; pod warunkiem wszakże, że wiedzą, jak się zachowywać i co mówić - jak również, jak się NIE zachowywać i czego NIE mówić...
O roli modlitwy wspomniała moja przedmówczyni. Nie chodzi tu oczywiście o jakąś auto-psychoterapię; raczej o rozmowę z bliską Osobą, która wszystko rozumie i wysłuchuje naszych obaw, nadziei, rozpaczy, buntu, błagań...
A odpowiedzią na modlitwę wcale nie musi być "cudowne uzdrowienie" - jest nią raczej siła do wytrwania w trudnej sytuacji, bez tracenia optymizmu.
Pouczająca może okazać się historia biblijnego Hioba, Ezechiasza i innych, co byli niegdyś chorzy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przy naszej służbie zdrowia gdy zostaje się pacjentem, to pozostaje tylko http://pacierz.pl

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jaka jest nasza religijność w różnych okresach życia?A szczególnie gdy zachorujemy i stajemy się pacjentem?
Choroba powoduje,ze mamy żal i pretensje do wszystkich-do Boga,do losu ,do ludzi ,do lekarzy.
Nie chcemy rozmawiać z Bogu,jest to rodzaj naszego buntu.
Ale zal i bunt przeradzają się zawsze w wiarę i wyciągamy wnioski.Przecież Bóg nie jest w stanie ukarać nas chorobą?
Zaczynamy żarliwie modlić się ,prosząc Boga o uzdrowienie,obiecujemy poprawę.......A gdy stanie się cud i pokonamy chorobę....nasze modlitwy stają się mniej żarliwe.....aż do następnego razu,do następnej porażki.....i znowu szukamy Boga....;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.