Facebook Google+ Twitter

Jaki był "Wybór Marty" - dobry czy zły?

Podobno najlepsze scenariusze, najbardziej zaskakujące, pisze życie. "Wybór Marty" Lidii Witek jest tego najlepszym przykładem.

okładka / Fot. wydawnictwo PromicLidia Witek podczas pisana tej książki inspirowała się prawdziwymi wydarzeniami. Historia tytułowej Marty oparta jest na faktach. Możemy nawet wysnuć przypuszczenie, że znała swoją bohaterkę osobiście. Dzięki temu książka nabiera większej wartości.

Główną bohaterką jest 31-letnia Marta Karwowska, zdolna i ambitna pani architekt. Dziewczyna ma dobra pracę i można powiedzieć, że jest szczęśliwa. Kręci się wokół niej Robert, kierownik z jej zakładu. Tak naprawdę ślub to tylko kwestia czasu. Wydaje się, że Marta ma zaplanowaną przyszłość. Nieoczekiwanie, w ciągu jednego dnia, wszystko się zmienia za sprawą jej lekkomyślnej decyzji. Marta postanawia pomóc córce swojego dalekiego kuzyna i adoptować jej niechciane dziecko. Tym samym przewraca swój uporządkowany świat do góry nogami. Czy ta decyzja zaważy na dalszym jej życiu? A może sprawi, że bohaterka spojrzy na świat innymi oczami?

Myślę, że mało kto podjąłby się takiej odpowiedzialności. Adoptował noworodka, nawet kogoś z dalekiej rodziny, postawił na szali swoją karierę i przyszłość. Jest to duże poświęcenie, zważywszy, że akcja dzieje się w latach 60. Nie były to łatwe czasy dla samotnych rodziców. Marta postrzegana jest jako dziwaczka. Jest przecież młoda, choć pewnie w tamtych czasach stara panna, całe życie przed nią. A mimo to decyduje się na taki heroiczny czyn.

W jej życiu ważną rolę odegrała Adela, przyszywana ciotka, sąsiadka z kamienicy na Pradze. Wiele razem przeżyły. Gdy wybuchła II wojna światowa, Marta miała zaledwie 9 lat. Ale wiele pamięta z tego okresu, szczególnie poświęcenie Adeli, gdy wzięła do domu małego chłopca, który został zabrany przez Niemców od rodziny. Ta dzielna kobieta robiła wszystko, łącznie z wyprzedawaniem swoich najcenniejszych rzeczy, by malcowi niczego nie zabrakło. Stała się ona wzorem dla Marty, która postanowiła postąpić podobnie, tyle że w innych czasach. Jak tłumaczy jednej z danych koleżanek: Gdybym przez kilka lat nie patrzyła na to wszystko, co zrobiła dla Stefka Adela, czego się dla niego wyrzekła, pewnie nigdy nie zaproponowałabym dziewczynie, że adoptuję jej dziecko. Odpowiedź Hanki bardzo ją zaskakuje: to co zrobiła kiedyś Adela, było uważane za czyn patriotyczny, a Twoja decyzja może być oceniona jako swego rodzaju dziwactwo.

W latach 60. były inne czasy. Ludzie patrzyli inaczej na pewne sprawy. Dziś nikogo by to nie dziwiło. Chce adoptować dziecko, jej sprawa, o ile jest w stanie zapewnić mu byt. Oczywiście samotne kobiety mają trudniej, ale nie są wytykane palcami. A jak było wtedy? Dozorczyni stanęła przy wózku, popatrzyła: Że też nie bała się pani brać? Wiadomo, co z tego wyrośnie? Cudze to zawsze cudze. Anita w biurze skwitowała sprawę krótko: Ty i dziecko?! Co ci znowu odbiło?! A personalna, kiedy Marta starała się o kilka dni urlopu, pozwoliła sobie na głośną uwagę: nikt nie kazał pani adoptować dziecka. Jeśli ktoś decyduje się na to, musi wiedzieć, że naraża się na różne kłopoty. Nawet matka, która była duchową podporą Marty odpisała: "Starałam nigdy nie narzucać Ci swojej woli. Postąpiłaś tak, jak uważałaś za słuszne. Nie dziw się jednak, że wolałabym, aby to było Twoje własne dziecko, a mój własny wnuk".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.