Facebook Google+ Twitter

Jaki piękny jest ten świat...

O wszystkim można pisać w sposób zaskakujący, nawet o kalectwie i o tym, że co pewien czas, nieproszona śmierć ładuje swoje buty do ludzkiego życia. Dowodzi tego powieść „W twoich rękach. Dziennik matki” Glenys Carl.

Glenys Carl "W twoich rękach. Dziennik matki" / Fot. www.niebieskastudnia.plPewnej śnieżnej nocy w Niemczech, kobieta dowiaduje się telefonicznie, że jej najmłodszy z trzech synów uległ wypadkowi. Natychmiast podejmuje decyzję o wylocie do Australii. Już tutaj zmaga się z pierwszymi przeciwnościami – z systemem i regułami, które utrudniały jej dotarcie do umierającego syna. Odtąd atmosfera walki już nie ustępuje. Wspomnienia przeplatają się z teraźniejszością – oczekiwaniem na cudowne przebudzenie. Scott, po uszkodzeniu mózgu i tkanki nerwowej, przez kilka miesięcy trwał w głębokiej śpiączce. Gdy otworzył oczy, lekarze mówili o cudzie, matka natomiast duchowo przygotowywała się do nowej walki.

Determinacja kobiety pozwoliła jej przetrwać takie niedogodności, jak brak pełnej opieki medycznej, czy posępne twarze lekarzy, mówiących, by była przygotowana na najgorsze. Glenys Carl, zamiast załamywać ręce, po odebraniu syna ze szpitala, dokonała czegoś niewyobrażalnego. Wokół Scotta zebrała kilkuset wolontariuszy, rehabilitantów. Byli to zarówno ludzie starsi, jak i młodzi. Pomagali przy prostych czynnościach codziennych, takich jak kąpiel, spacery. Uczestniczyli również w rehabilitacji chłopaka.
Zdawać by się mogło, że matka lepiej od lekarzy wiedziała, co dla syna lepsze. I w rzeczywistości tak było. W przeciwieństwie do lekarzy, matka wciąż wierzyła, że jej syn będzie sprawniejszy, kierowała terapią, zabiegała o choć kilka tygodni dla syna w szpitalu rehabilitacyjnym, nie opuszczała jej nadzieja.

Książka, wpisująca się w nurt literatury faktu, mimo że dotyczy tragedii, jaka spotkała Glenys Carl i jej syna Scotta, nie jest wyciskaczem łez. Podnosi na duchu, sprawia, że wiara w ludzi i ich bezinteresowność powracają. Ponadto ton wypowiedzi, a także różne humorystyczne sytuacje tak zaciekawiają czytelnika, że opowieść tę można pochłonąć jednego dnia.
Postawa matki i niepełnosprawnego chłopaka zdumiewają, zwłaszcza poczucie humoru Scotta. Zabawne jest to, co mówi, nawet kiedy nie ma go już przy matce: „... przyglądam się, jak sobie radzisz. Tymczasem na jakieś dwa z plusem, ale masz mnóstwo czasu na poprawę”.
Na twarzy czytelnika niejednokrotnie pojawia się uśmiech. I słusznie. To dowód na sens pisania o ludziach przebywających w śpiączce oraz walczących o powrót do normalności po wyjściu z niej.

Pozycję wzbogaca posłowie Ewy Błaszczyk, a także Anny Dymnej. Powieść jest szczególnie bliska Ewie Błaszczyk: „W tej książce jak w lustrze odbija się moja historia. Moja walka o Olę. Ciągłe przypływy i odpływy, rozstania i powroty”. Swoje doświadczenia wspomina także Anna Dymna, pisząc o ludziach, zadających sobie pytanie, dlaczego ich to spotkało. „Nikt im nigdy na to pytanie nie odpowiedział, ale szybko przestali je sobie zadawać. Żyją, cierpią, walczą o każdy oddech, krok i odnajdują w tej walce głęboki sens”, a później dodaje: „Nie wiedziałam, że człowiek może być tak niezwykły, tak silny, tak wytrzymały i wspaniały. Cierpienie musi mieć jakiś głęboki sens skoro towarzyszy człowiekowi od zawsze i jest tak dotkliwe”.

Powieść Glenys Carl pokazuje, że są ludzie, w których można jeszcze pokładać nadzieję, dla których bezinteresowność i nadzieja to nie są puste słowa. Książkę stanowczo polecam. Jest warta poświęcenia jej każdej wolnej chwili. Na domiar tego, część przychodów ze sprzedaży każdego egzemplarza przeznaczana jest na Fundację „Akogo?” i Fundację „Mimo Wszystko”.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 25.02.2009 20:02

(+) Kupie i przeczytam...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.