Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

31521 miejsce

"Jakobi i Leidental" Levina od 6 czerwca w Teatrze Powszechnym. Marcin Hycnar: To dramat samotnych serc

- Levin nie opowiada o wielkich wydarzeniach i wielkich ludziach, ale o problemach codziennych, międzyludzkich, niespełnieniu - o dramacie samotnych serc. To pozwala zrobić spektakl o ludziach takich jak my - mówi Marcin Hycnar, który w Teatrze Powszechnym reżyseruje sztukę Hanocha Levina "Jakobi i Leidental". Premiera 6 czerwca.

 / Fot. Magda Hueckel, Teatr PowszechnyRosnąca w Polsce popularność sztuk Hanocha Levina nie może dziwić. Późno, ale jednak zadomowił się na scenach polskiego teatru z opowieściami o życiu mieszkańców niewielkich miast, życiu sprowadzonym do istnienia, prostych zdarzeń, małych radości, codziennych problemów rodzinnych i zawodowych. Dramaty Levina to refleksja nad przemijaniem i wręcz heroiczna walka, by nadać życiu sens mimo wszystko.

- Publiczność potrzebuje oddechu, tęskni za spektaklami, w których nie ma polityki, nie ma tego, co w gazetach, nie ma też „kociołka środowiskowego”, w którym artyści zajmują się sami sobą. Może stąd bierze się popularność Levina, bo nie ma zbyt wielu autorów, którzy piszą o prozie życia i tęsknocie za poezją – mówi Marcin Hycnar, który w Teatrze Powszechnym wyreżyserował spektakl „Jakobi i Leidental” na podstawie dramatu Levina. Premiera 6 czerwca o godzinie 19.

"Krum", "Sprzedawcy gumek", "Szyc", "Zimowe ceremonie" - to te sztuki pojawiały się na polskich scenach ostatnio. "Jakobi i Leidental" należy do mniej popularnych tekstów, ale jak mówi reżyser spektaklu, wybór padł na niego. - Zaważyły moje osobiste gusta. Kiedy przeczytałem antologię sztuk Levina, poczułem sympatię do tego właśnie dramatu. Bo Levin nie opowiada o wielkich wydarzeniach i wielkich ludziach, ale o problemach codziennych, międzyludzkich, niespełnieniu - o dramacie „samotnych serc”. To pozwala zrobić spektakl o ludziach takich jak my. Jego bohaterowie są bliscy naszej polskiej mentalności, małomiasteczkowym frustracjom, ale i marzeniom.

Do Teatru Powszechnego Hycnar trafił już wcześniej, zaproszony do udziału w projekcie „Teatr w klasie”. - Zrobiłem tam monodram „Kolorowa, czyli biało-czerwona”, a potem zgłosiła się do mnie prywatna producentka, Joanna Ochnik, z propozycją wyreżyserowania spektaklu. Propozycję chętnie przyjąłem, zaproponowałem Levina i pojawił się też pomysł, by spektakl zrobić właśnie w koprodukcji z Powszechnym.

Jakobi i Liedental, dwaj przyjaciele, od lat spędzają czas na piciu herbaty i grze w domino. To ich jedyna rozrywka i spoiwo przyjaźni, która zostanie wystawiona na próbę, gdy jeden z mężczyzn postanowi zacząć życie od nowa. W miejsce przyjaciela, pojawi się kobieta, która, jakże by inaczej, skusi go swoją cielesnością.

Marcin Hycnar zwraca uwagę, że sztukę warto traktować w kategoriach przypowieści. - Często zwracałem na to uwagę na próbach. Możemy sobie wyobrazić, że zostały na świecie tylko trzy osoby skazane na siebie. Poza nimi nie ma nic i muszą się odnaleźć w tym specyficznym mikrokosmosie. Levin pokazuje takie wypreparowane sytuacje i fundamentalny konflikt - o kobietę, by wyolbrzymić sytuację, przerysować i zmusić do refleksji. Hycnar dodaje, że kondycja współczesnego człowieka wg tej sztuki nie jest wesoła. - Końcowa sekwencja sugeruje, że łatwo zamknąć się w żalu i pretensjach do świata, bo ludzie nie mają odwagi żyć, nie potrafią ryzykować. A gdy już ktoś zaryzykuje, to zaraz zaczyna kalkulować, widząc tylko swój interes.

Levin w swoich gorzkich komediach, nazywanych niekiedy "komediami męczarni" korzystał z Becketta, Brechta, Artauda... Także twórcy spektaklu sięgają do ich dorobku. - Nazwiska Becketta, Brechta pojawiały się na próbach często - przyznaje reżyser. - Beckettowska rodem jest formuła czekania. Czekania aż coś się zdarzy, coś się odmieni. A czas mija. Bohaterowie dyskutują i o sprawach prozaicznych i podniosłych, ale wszystko kończy się na ideach. Do becketowskich postaci odwołujemy się też w naszym spektaklu poprzez kostiumy – wyjaśnia Hycnar. Z kolei Brechtowskie są w sztuce songi, które, jak zauważa Marcin Hycnar, Levin napisał nie bez powodu. - Są ważną częścią fabuły, ale też osobnymi występami, innym rodzajem narracji, kiedy bohaterowie zrzucają maski i są najbardziej szczerzy, prawdziwi – podkreśla reżyser.

Język sztuk Hanocha Levina to osobny rozdział. Dla wielu odbiorców trudny do przełknięcia ze względu na epatującą wulgaryzmami formę. - Levin miesza język pełen wulgaryzmów z liryzmem – przypomina Marcin Hycnar. - Tworzy to fasadę groteski, ale spod niej przenika niezbyt radosna konstatacja na temat losu jednostki we współczesnym świecie. Wulgaryzmy u Levina to nie jest język ulicy, tylko poetycka forma, stylizowana często np. na biblijną przypowieść. Widz śmieje się z wulgaryzmów w tej pierwszej warstwie znaczeniowej, ale potem śmiech zastyga na ustach i trzeba się zastanowić nad sensem tych wypowiedzi. Sacrum miesza się z profanum. Takie jest ludzkie życie.

Do współpracy przy spektaklu Hycnar zaprosił aktorów Teatru Powszechnego: Edytę Olszówkę, Jacka Braciaka, Michała Sitarskiego, bo jak mówi o nich, to fantastyczni aktorzy i niezwykle utalentowani. Edyta Olszówka o swojej roli mówi: - Ludzie boją się siebie, swojej samotności, braku miłości, przyjaźni - chcą wypełnić pustkę drugą osobą, nie znajdując zarazem odwagi, żeby wyrwać się z koła schematów i wzorców, które zabijają w nas odwagę bycia tu i teraz.

Jej bohaterka desperacko próbuje zbudować dom, widząc jak wszystko wokół przemija - karmi się nadzieją, że rodzina zapewni szczęście, wypełni samotność bliskością… - Ale nienasycenie jest wciąż obecne - od przestraszonego, zamkniętego w swoim świecie mężczyzny nie można wymagać siły i odpowiedzialności, a brak uczucia, poczucie osamotnienia i niezrozumienia tworzy tylko dodatkowe kłopoty, które dwójkę tych rozbitków życiowych rozdzielą na zawsze - podkreśla Olszówka. - Ludzie bardzo potrzebują ludzi, ale zbliżyć się do drugiego człowieka wymaga też trochę zapomnienia o sobie, zamiany egotyzmu w empatię. Zajęcie sobą i instrumentalne używanie drugiego człowieka doprowadza do jeszcze większego oddalenia i samotności.

O swojej pracy reżysera Marcin Hycnar mówi, że zajął się nią, żeby się nie znudzić sobą-aktorem i żeby nie odcinać tylko kuponów od dotychczasowych osiągnięć. - A że różnorodność jest twórcza, nie zakładam, że czegoś nie zrobię, gdzieś się nie pojawię, że jakiś temat mnie nie zainteresuje. Ważne, by doskonałe były literatura i osobowości aktorskie. I takie spotkania mi się jak dotąd udają - podsumowuje Marcin Hycnar.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Zobaczyć Jacka Braciaka na scenie - bezcenne!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.