Facebook Google+ Twitter

Jakub Bednaruk: Nie będę trenerem, który rozkazuje [Wywiad]

O tym, jak najmłodszy trener w lidze układa sobie relacje z drużyną, czy Fabian Drzyzga zasługuje na powołanie do reprezentacji i jak wygląda polityka transferowa w ciasnej finansowej rzeczywistości Politechniki opowiada Jakub Bednaruk.

 / Fot. Sylwia Dąbrowa/PolskapresseRazem z asystentem Przemysławem Michalczykiem do ciemnego garnituru zakłada białe adidasy. Gdy jego siatkarze wychodzą na rozgrzewkę, zamiast discopolowych przebojów z głośników pobrzmiewają ostre riffy gitarzystów AC/DC i Guns'n'Roses. Zdarzało się, że po wygranych meczach zabierał drużynę na grzyby. Na konferencjach nie odgrywa roli dyplomaty - widać, kiedy jest wniebowzięty, widać, kiedy wściekły, choć sam podobno stara się to ukryć. Mówi tak barwnie, że nie trzeba go dopytywać. Jak rezerwowy Maksymilian Szuleka atakował z nadzwyczajną 70. proc. skutecznością, powiedział, że "może sobie te statystyki powiesić na lodówce".

W Polsce zaliczył 8 klubów, w supermocnym włoskim Trentino grał u boku legendarnego Nikoli Grbicia i pod okiem Radostina Stojczewa. Przez dwa lata był asystentem Radosława Panasa w Politechnice, przed tym sezonem to jemu powierzono pieczę nad drużyną, która mimo ledwie dwumilionowego budżetu i mglistych perspektyw na lepsze jutro dzielnie opierała się mocniejszym i bardziej stabilnym budżetowo firmom. Zaprowadził ją na szóste miejsce w tabeli. Oto Jakub Bednaruk, jedna z najciekawszych osobowości PlusLigi.

Jak zdefiniował pan siebie w roli trenera? Z połową zespołu grał pan po tej samej lub przeciwnej stronie siatki. Niecodziennie zdarza się sytuacja, że trener jest młodszy od jednego ze swoich zawodników.
Na początku wyjaśniliśmy sobie pewne sprawy, wytyczyliśmy granice, których nie możemy przekroczyć i w których przyjdzie nam pracować. W trakcie sezonu nie miałem problemów z tą częścią drużyny, z którą spotkałem się na boisku, chodziłem na balety i niejedno przeżyłem. Obowiązywała reguła, że to ja jestem szefem. Nikt się z niej nie wyłamał. To duży plus dla chłopaków, że nie próbowali naginać naszej przyjaźni.

Obawiał się pan o swój autorytet? Że ta granica zatrze się do tego stopnia, że nie będzie miał pan wpływu na drużynę?
Oczywiście, że tak. Trzeba pilnować takich spraw, bo potem ciężko wrócić do zdrowych relacji. Nam się to udało.

Uważa pan wzorem sir Alexa Fergusona, że trener jest od tego, żeby rządzić szatnią i mieć absolutnie wszystko pod kontrolą?
Jak będę przez dwadzieścia lat pracował w jednym klubie i wygram dziesięć razy mistrzostwo Polski, to może będę tak robił. Drużyna miała świadomość, że to trener musi być numerem jeden od podejmowania decyzji, ale nie tworzyłem jakiś sztucznych zależności. To są na tyle mądrzy zawodnicy, mądrzy ludzie, że zdawali sobie sprawę - bez wsparcia i wzajemnej pomocy nic nie osiągniemy. W konsekwencji to dzięki nim udało się tak przejść przez ligę, że dziś możemy usiąść i podać sobie ręce. Jeszcze z nikim nie pobiłem się w szatni.

Jest coś w tym, że byłemu rozgrywającemu łatwiej zostać trenerem?
Podobno tak, ale nie wiem, na czym ma to polegać. Słyszałem to od kolegów, którzy grali na innych pozycjach. Może więcej się dostrzega na boisku? Ale chyba nie ma reguły.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.