Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

95683 miejsce

Jakub Kościuszko o muzycznych spotkaniach z drugim człowiekiem

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2013-03-07 12:25

Jakub Kościuszko, jeden z najbardziej wszechstronnych polskich gitarzystów klasycznych, promuje swoją drugą płytę "Guitar Recital". Jest to jedno z lepszych wydawnictw klasycznych ubiegłego roku. 9 marca gitarzysta wystąpi we Wrocławiu.

W najbliższą sobotę wystąpisz we Wrocławiu w ramach inauguracji nowej edycji cyklu koncertów „Podróże Po Strunach im. Marka Długosza”. Wydaje się, że jest to jedno z niewielu tego typu wydarzeń organizowanych w naszym kraju, poza festiwalami. Jak oceniasz możliwości koncertowe gitarzystów klasycznych w Polsce i za granicą?

Wrocławski cykl jest faktycznie jednym z nielicznych w Polsce – dobrze pamiętam, że jako bardzo młody gitarzysta nie mogłem się doczekać regularnych koncertów z serii „Mistrzowie Gitary”, które były organizowane w całym kraju. To było kilkanaście lat temu, obecnie głównymi imprezami gitarowymi są festiwale odbywające się raz na rok (lub raz na dwa lata). Na całym świecie jest z resztą podobnie – gitarzystów klasycznych jest wciąż za mało w filharmoniach i dużych salach koncertowych przy okazji „normalnych” imprez, skupiających wykonawców grających na różnych instrumentach (przeważnie są to pianiści i skrzypkowie, czasem jakiś wiolonczelista). Dawna przeszkoda – czyli akustyka dużych pomieszczeń kontra cichy instrument – nie jest już przecież żadnym problemem biorąc pod uwagę dzisiejszą technikę nagłośnieniową. Jednak dyrektorzy i dyrygenci ciągle boją się, że cichy instrument nie poradzi sobie z orkiestrą symfoniczną „za plecami”. To dziwne, zważywszy dodatkowo, że praktycznie każdy koncert gitarowy w filharmonii gromadzi zawsze sporą publiczność. Z muzycznych względów na minus instrumentu działa repertuar gitarowy, ograniczony do stosunkowo niewielkiej liczby wybitnych utworów, ale obecnie pisanych jest mnóstwo kompozycji nowych, świetnie wykorzystujących gitarę jako medium dla głębokich emocji. Istnieje również wiele znakomicie napisanych aranżacji na gitarę. Myślę jednak, że w porównaniu z ubiegłym stuleciem, znacząco wzrosła rola gitary w świecie muzyki klasycznej, bo oczywiście w świecie muzyki jazzowej, rozrywkowej gitara zawsze była i będzie niesamowicie popularna.

Najbliższy koncert we Wrocławiu będzie również promował twoją najnowszą płytę „Guitar Recital”, która jest dość kontrowersyjna. Z jednej strony zawiera utwory kompozytorów z naprawdę najwyższej światowej półki, z drugiej strony ma dość niepozorny wygląd i bardzo zwykły tytuł. Czy jest to celowy zabieg minimalizujący formę na rzecz treści?

No tak, użyłbym raczej słowa „minimalistyczny” zamiast „niepozorny”. Dla osób spragnionych ciekawego wyglądu jest wydanie de luxe, wykonane ze szlachetnego drewna – padouk i klonu falistego (czyli gatunków używanych przy budowie gitar), w etui z białej skóry. Gwarantuję, że zdecydowanie nie jest „niepozorne”, choć wciąż powściągliwie eleganckie. Co do wydania standardowego, osobiście bardzo lubię minimalizm w grafice, szczególnie jeśli chodzi o taki repertuar, który nie potrzebuje się promować gołą panią ani fajerwerkami na okładce (choć, być może, marketingowo byłoby to bardziej skuteczne). Znam dobrze moich odbiorców i są to ludzie, którym wystarczy te kilka nazwisk na okładce – Bach, Tansman, Piazzolla, Metheny, Jarrett. Poza tym, po prostu projekt okładki Kasi Pawlikowskiej bardzo nam się spodobał i dlatego zdecydowaliśmy się na niego. Kasia projektowała wszystkie okładki wydawnictwa QBK poza pierwszą płytą i jestem pod wrażeniem jej wyczucia smaku i elegancji, połączonego z nowoczesnością. Co do tytułu, to żeby nie wprowadzać niepotrzebnej dezorientacji – nie jest to w końcu płyta autorska, tylko kompilacja bardzo różnych stylów i gatunków – wszystko mieści się idealnie w słowie „recital”.

Czym się kierowałeś dobierając utwory na tą płytę?

Oficjalna wersja mówi o tym, że chciałem pokazać jak największą wszechstronność instrumentu. Nieoficjalna – po prostu cholernie uwielbiam te utwory! A to, że są tak różnorodne, zupełnie różne od siebie – w ogóle mi nie przeszkadza, i sądzę, że jest to wielka zaleta tego albumu, bo został oparty na programie, który zazwyczaj gram na koncertach. Jest to sprawdzony w boju zestaw muzycznych wrażeń. Impuls do nagrania płyty wyszedł od Piotra Klimka, prorektora Akademii Sztuki w Szczecinie. Pewnego dnia zadzwoniłem do niego, a on stwierdził, że może dobrze by było, żebym nagrał kolejny album, który wydalibyśmy wspólnie, przy okazji promując młodą Akademię. Zapytał mnie kiedy byłbym gotów z programem, a ja na to, że w zasadzie w każdej chwili, wchodzę i nagrywamy mój program recitalowy. No i faktycznie, po pierwszych recenzjach rozwiały się wszelkie obawy co do pozornie „niepasującego” do siebie repertuaru (barok, jazz, muzyka polska) – wszystko to scala gitara z jej brzmieniem i barwami, a w końcu, tak jak mówiłem, to wszechstronność jest jej najmocniejszą stroną ;).

Twoja poprzednia płyta „Here Comes The SilentDusk” jest poświęcona twórczości Marka Pasiecznego. Dlaczego akurat jego kompozycje wybrałeś jako utwory na swoją pierwszą solową płytę?


Bo zachwyciłem się jego kompozycjami, jego talentem, dość długo już miałem te utwory w repertuarze. Marka poznałem jeszcze w Akademii we Wrocławiu, ja zaczynałem, on studia kończył. Bardzo długo szukałem pomysłu na pierwszy album, który jest dla każdego muzyka bardzo ważny, ta pierwsza płyta wiąże się zawsze z wielkimi nadziejami, z wielkim stresem, z odkrywaniem nowych rzeczy w studiu, przy pracy, której jeszcze nie do końca znamy. Stwierdziłem, że nagranie krążka z wyłącznie światowymi premierami fonograficznymi takich utworów jak Marka (świetnie napisanych na gitarę, ale jednocześnie mających swój ciężar gatunkowy) będzie łatwo zauważalnym debiutem. Pięciogwiazdkowe recenzje to później potwierdziły. Bardzo chciałem również nagrać utwór napisany przez Marka dla mnie – czyli Tren Ofiarom Bełżca, potężne, dwudziestominutowe wariacje operujące współczesnym językiem muzycznym, dotykające spraw ostatecznych, bardzo dalekie od błahostek z tradycyjnego repertuaru gitarowego. Wokół tego utworu materiał płyty się skoncentrował, chociaż inne nagrane utwory Marka nie stronią od pogodnej harmonii i „uśmiechniętego” grania, jak chociażby bardzo filmowo-brzmiące „The Fields in Polanówka”.

Czy myślisz o nagraniu płyty z własnymi kompozycjami?

Być może kiedyś to zrobię, ale na razie tyle jest pięknej muzyki, którą ktoś inny napisał... Na razie czuję potrzebę prezentowania słuchaczom tego, co uważam za niesamowicie wartościowe lub po prostu przyczyniające się do rekreacji ducha. Nie sądzę, żebym w najbliższej przyszłości był w stanie stworzyć muzykę tak doskonałą, jak te tysiące arcydzieł, które już istnieją. Musiałbym mieć albo przeświadczenie o tym, że mogę napisać coś lepszego, albo mieć jakąś potrzebę, żeby coś własnego z siebie muzycznie „wyrzucić”. Na razie takiej potrzeby nie mam, a twórczo spełniam się od czasu do czasu współtworząc teksty w zespole Musicofeelya. I nie jest to piosenka poetycka, raczej mam spory dystans do tego pisania, sprawia mi to jednak radość ;-). Wydaliśmy z resztą EPkę, która jest legalnie i bezpłatnie do ściągnięcia ze strony qbkrecords.com. Bardzo polecam wszystkim fanom pop/funk/soulu! Natomiast moja następna płyta solo będzie zawierać tylko i wyłącznie utwory gitarowe inspirowane jazzem lub stricte jazzowe. Zagram ten repertuar 30 kwietnia na festiwalu Jazz Art w Katowicach, później 2 maja w Krakowie, zapraszam serdecznie na te koncerty.

„Guitar Recital” jest twoją drugą solową płytą, ale nie jesteś tylko solistą, występujesz również jako kameralista m.in. w duetach z flecistkami i skrzypkiem. Czy jest to tylko działalność dodatkowa do twojej solowej kariery czy może wolisz występować w składach kameralnych, grywać z innymi muzykami, orkiestrami?

Każde muzyczne spotkanie z drugim człowiekiem jest fantastyczne. Z resztą, nie-muzyczne również! Nie traktuję tego jako „dodatku” czy „przystawek” do kariery solo. Wszystko rozwija muzycznie, wydaje mi się, że mimo, iż ról jest sporo, to jestem wciąż jednym i tym samym muzykiem, dość mocno zintegrowanym. To nie jest tak, że inny Kościuszko gra kameralnie, a inny solo, inny też gra funk na gitarze elektrycznej. Każde działanie ma wpływ na to, jaki jestem jako muzyk. To, że gram lepiej na gitarze elektrycznej niż kiedyś, sprawia, że lepszy groove trzymam na gitarze klasycznej w szybkich częściach Bacha - na przykład. Lubię wszystko, co wiąże się z dobrą muzyką. Cechą, która mi bardzo ułatwia muzyczne życie, jest duża otwartość. Granie solo – super, mogę robić wszystko c o mi się podoba, granie kameralne lub z orkiestrą – też świetnie, tracę trochę wolności, ale za to zyskuję nowy repertuar, nowe kolory, inne brzmienia.

Prowadzisz również wytwórnię płytową QBK records. Co mógłbyś powiedzieć o tym projekcie, jaką muzykę wydajecie?


Wytwórnia powstała dlatego, że system wydawania płyt z muzyką klasyczną w Polsce jest bardzo dziwny – firmy obecne na rynku wydadzą prawie wszystko, słabe czy dobre, pod warunkiem, że zapłaci się im za nagranie, wydanie swojej własnej płyty, a na deser zrzeknie się prawie kompletnie praw do własnego nagrania. Byłem w lekkim szoku, bo to tak jak ktoś by przyszedł do piekarni z własnym chlebem, a sprzedawca mu mówi – „Ok, będziemy sprzedawać Pański chleb, pod warunkiem, że zapłaci nam Pan 10 złotych, my za to opatrzymy go metką, wstawimy za szybę i w przypadku sukcesu – gwarantujemy 5 groszy od bochenka. Jeżeli chlebek będzie nam smakował, to weźmiemy od Pana przepis i będziemy go wypiekać do końca świata pod naszą marką. A teraz najlepsze, bo chlebek będzie nosił Pana nazwisko, ale no wie Pan, mamy swoje doświadczenie i sprawdzony system pakowania i będziemy go pakować w worki w kolorze fioletowo-różowym w zielone ciapki, na co musi się Pan zgodzić. Czyż to nie wspaniałe?”
W QBK artysta może liczyć na nasz gust (nie podejmujemy się nigdy robienia czegoś, co uważamy za niedoskonałe pod jakimkolwiek względem – dźwiękowym lub muzycznym), może mieć wgląd w każdy etap produkcji (ale jeśli nie chce – nie musi) może robić z materiałem co mu się podoba. Dlatego właśnie coraz więcej osób i
zespołów chce z nami pracować. Również ze względu na wysoką jakość wydawania. To jest prawdziwy kapitał każdej firmy – jakość i etyczne podejście fair play. Jestem przekonany, że te wartości kształtują markę na wiele lat, mam nadzieję, że za 30 lat QBK będzie w branży muzycznej prawdziwą instytucją. Poza tym, QBK daje mi osobiście dużą wolność, mogę zrobić artystycznie wszystko bez jakichś ludzi mamroczących pod nosem o tym, że coś się sprzeda lub nie sprzeda. Wkrótce dystrybucyjnie nie będzie różnic między małymi, a dużymi firmami – wszystko jest już powszechnie dostępne w Internecie, w prawie wszystkich serwisach (z iTunes na czele).
Głównie skupiamy się na muzyce klasycznej, natomiast zdecydowanie chcemy wejść w jazz i okolice, również chcemy silnie rozwinąć edycję dla kolekcjonerów – tylko najlepsze, audiofilskie formaty, takie jak chociażby Super Audio CD (moja ostatnia płyta jest wytłoczona w technologii hybrydowej, pozwalającej na odtworzenie zarówno z jakością normalnego CD, jak i dużo wyższą jakością w czytnikach Blu Ray i Super Audio) czy technologia plików bezstratnych flac i produkcyjnych wav gotowych do ściągnięcia. Do tego piękne okładki – drewno, skóra, coś, co przyjemnie jest wziąć do ręki, powąchać, dotknąć, poczuć fakturę, nacieszyć oko. Nawet w dobie kryzysu i ograniczonych możliwości mamy fantazję, aby działać z rozmachem.


Poza prowadzeniem wytwórni i rozwijaniem swojej kariery muzycznej pracujesz jeszcze jako nauczyciel? Jak udaje ci się połączyć wszystkie te funkcje? Czy w ogóle da się działać na tylu płaszczyznach i odnosić sukcesy?

Kluczem do sukcesu jest oczywiście odpowiednie delegowanie obowiązków. Niektórych nie mogę zlecić komuś innemu – takich jak granie i uczenie, ale oczywiście na innych polach spokojnie mogę polegać na współpracownikach – jak choćby w wydawnictwie. Bardzo dużo zawdzięczam żonie, bo wstaję codziennie z nią wcześnie i jak już wstanę, to nie bardzo opłaca się wracać do snu. Może dlatego mam czas zająć się wieloma rzeczami na raz. Z resztą – od zawsze chodziłem do dwóch szkół (muzycznej i ogólnokształcącej), dla mnie dużo zajęć to norma. Nawet studiowałem w dwóch miejscach jednocześnie, i to miejscach dość odległych od siebie, jak Wrocław-Szczecin lub Wrocław-Haga. Co do uczenia to jest to fenomenalne, bardzo szlachetne zajęcie, mam mnóstwo satysfakcji z tego i cieszę się z talentu i pracy moich uczniów. Staram się znaleźć w sobie wystarczająco dużo siły, żeby nie wpaść w jakąś obłędną liczbę godzin dydaktycznych, żeby mieć czas na dobre przygotowanie do prowadzonych zajęć i rozwój własny, tym bardziej teraz, kiedy mam dużo energii i chęci do pracy. Na pytanie o sukcesy i przepisy na życie najlepiej odpowiem pewnie za kilkadziesiąt lat, mam nadzieję. Na razie wydaje mi się, że póki są dookoła mnie dobrzy ludzie, moja rodzina i przyjaciele – wszystko, co najważniejsze już mam.

Dziękuję za rozmowę.
(Maciej Kozłowski)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.