Facebook Google+ Twitter

Jam session do rana – czyli jak przetrwać sesję ?

Zimowa sesja egzaminacyjna dla jednych studentów jest już wspomnieniem, dla innych jeszcze zmorą, która spędza sen z powiek. Jaką taktykę przyjmują studenci?

Każdy szanujący się student ostro zakuwa(ł) do egzaminów i zaliczeń, albo chociaż udaje(wał), że się uczy(ł), by przy kolejnym terminie egzaminu ponownie liczyć na łut szczęścia. Podobno co drugi głupi zawsze ma szczęście, ale czy warto tylko na tym polegać w czasie krwawej rzezi niewiniątek?

Każda uczelnia ma wewnętrzny regulamin, według którego odbywają się wszelkie „czynności dokonywane na studentach”. A każdy student, ma opracowany własny system, dzięki któremu wciąż jeszcze jest studentem. Wszyscy mają sprawdzoną lub nie, receptę na sesję egzaminacyjną…

- Co najmniej dzień przed egzaminem, najlepiej dwa,  pouczyć się w miarę intensywnie, nie na pamięć tylko ze zrozumieniem - twierdzi Sylwia Kopyto z Uniwersytetu Śląskiego. - Oczywiście wszystkiego i tak nie zdąży się człowiek nauczyć, a o jakimś powtórzeniu, utrwaleniu czy poukładaniu myśli to w ogóle nie ma mowy. Najlepszy jest uśmiech i mówienie czegokolwiek, byle tylko nie powiedzieć "nie wiem" - dodaje.

Fot. M. Skierkowska

Jak wiadomo, od zarania dziejów, sesja sesji nierówna. Istnieje ogólna interpretacja tego słowa. Dla wtajemniczonych Sesja to System Eliminacji Studentów Jest Aktywny.

- Polega on na sukcesywnym degradowaniu osobowości studenta, aż do całkowitego zaniku swobody myślenia podczas egzaminów - twierdzi Ania, studentka II roku.


W kręgach studentów uczelni prywatnych, sesja przebiega odrębnym torem. Studenci odbierają indeksy, następnie uczelnia odbiera im pieniądze za czesne, a na koniec odbiera też indeksy. To w ramach innego  systemu, zwanego "kasa na remont uczelni i następny proszę".

Każdy student ma jakiś powód, dla którego podjął studia. Dla jednych to szansa na lepsze życie, dla innych wyrwanie się z szarej codzienności, ktoś jeszcze chce uciec od obowiązku służby wojskowej. Wszystkim przyświeca wspólny cel - pragną skończyć naukę, obronić pracę czy to licencjacką, magisterską czy doktorancką. By tego dokonać trzeba przeć do przodu pokonując kolejne schody jakimi są wspomniane sesje zaliczeniowe.


- Zmierzam się teraz wziąć za siebie, bo powoli zaczynają kończyć mi się terminy - wyznaje Klaudiusz Loskot,  student Politechniki Śląskiej, na kierunku elektronika i telekomunikacja.

W starciu z wykładowcą sprawdza się, tak zwane „koło fortuny. Po egzaminie profesor kładzie na podłodze hula hop, podrzuca prace studentów i co spadnie do koła, to zdane, a co poza - oblane.

Większość żaków stosuje się od dawna do zasady trzech „Z”, czyli zakuć, zdać, zapomnieć. Najbardziej znana i najczęściej stosowana zasada.

- Wspaniałym relaksem po morderczej walce z profesorami jest możliwość oglądania okrągłych piąteczek w indeksie - podsumowuje Ania.Fot. M. Skierkowska

Jedni satysfakcjonują się piąteczkami, a inni wolą pójść się zabawić i odstresować. A kiedy w indeksach zagości już ostatni wpis, trzeba wybrać się gdzieś, gdzie można odbić sobie ów sesyjny stres.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Świetny tytuł :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 27.02.2007 13:27

Ja czekam na dobry tekst o autoplagiatach, zresztą popełnianych masowo na naszych uczelniach. Jak nikt o tym nie napisze, to sam to zrobię, choć już studentem nie jestem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.