Facebook Google+ Twitter

James Bond na wesoło

Niedawno ukazał się antykryminał "Tajny agent Jaime Bunda" angolskiego pisarza Pepeteli. Tytułowy bohater jest parodią agenta 007. Przekonajcie się sami, co to za agent...

Okładka / Fot. Wydawnictwo ClaroscuroKim jest Jaime Bunda? Należy pokreślić, że to nie jego prawdziwe nazwisko (którego nikt nie używa, bo jest za długie). Po portugalsku bunda oznacza "pupa, dupa". Przezwisko to pochodzi od charakterystycznej budowy jego ciała: Rzeczywiście jego siedzenie było wyjątkowo wielkie. W ogóle cały był okrągły, nawet jego oczy przypominały kształt spodków, gdy namiętnie ćwiczył przed lustrem groźne miny. Przez swoją słabość do jedzenia porusza się niezwykle wolno, czym budzi powszechne zdziwienie: Maria patrzyła jak zahipnotyzowana. Nigdy nie widziała, aby młody człowiek poruszał się z takim trudem. Robił to wolnej od osiemdziesięcioletniego Pascoala, którego ciało wskutek wilgotnego klimatu Wyspy powykręcał reumatyzm.

Jaime jest wiecznym stażystą tajnej policji Luandy, miasta w Angoli. Pracę w Biurze Kryminalnym (nazywanym Bunkrem) załatwił mu wysoko postawiony kuzyn, który namówił go do zostania detektywem. Nie bez przyczyny Bunkier budzi strach wśród obywateli oraz urzędników państwowych. Jednak Jaime jest tam tylko chłopcem na posyłki bez perspektyw na awans oraz pośmiewiskiem całego wydziału. Od prawie dwóch lat siedzi w sali detektywów, obserwuje innych i czeka na polecenia...

Pewnego dnia Jaime dostaje pierwsze poważne i samodzielne zadanie do wykonania. Ma wyśledzić zabójcę 14-letniej dziewczyny. Nastolatka została zgwałcona, uduszona i prawdopodobnie wyrzucona z samochodu. Detektyw od razu zabiera się do pracy z niezwykłym zaangażowaniem. Jego zapał potęguje to, że wreszcie czuje się ważny, dostaje do dyspozycji samochód i komórkę. Ma jednak dość niekonwencjonalne metody śledztwa oraz dar do zadawania niewygodnych i niespodziewanych pytań, które wywołują konsternację. Na przykład: ile razy dziewczyna została zgwałcona? Swoją wiedzę detektywistyczną czerpie z powieści kryminalnych Doyle'a, Spilana, Chandlera, Gardnera i Highsmitha, w których zaczytuje się od dzieciństwa. Należy dodać, że jego idolem jest James Bond. Nie trzeba chyba mówić, że wszystko to prowadzi do zabawnych sytuacji.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Ta akurat się udała. :) Choć też nie lubię parodii, po tę sięgnęłam z ciekawości...
Pepetela napisał też kontynuację tej książki "Jaime Bunda e a morte do americano", jednak nie doczekała się jeszcze polskiego wydania.
Znalazłam wywiad z autorem: http://zbrodniawbibliotece.pl/pogawedki/1467,wmlodoscibylemwielkimfanemkryminalow-wywiadzpepetela/

Komentarz został ukrytyrozwiń

Złap za książkę zamiast trzymać się deprechy! Taką książkę.!
Bo wesołość dobra na wszystko. Książka taka poprawi nasz nastrój w jesienne ponure dni, które tak sprzyjają depresjom. Ciekawe czy ktoś kiedyś zrobi scenariusz i nakręci film. Tak mało dobrych komedii.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie tylko dzięki okładce pojawia się uśmiech. Podczas czytania jest jeszcze większy. ;) To taki zabawny detektyw-fajtłapka. ;p

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czyli nie tylko dzięki okładce książki pojawia się "banan" na twarzy :)))) Choć troszkę dawki humoru nikomu nie zaszkodzi. Postać detektywa-fajtłapki potrafi zaintrygować :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję, też byłam ciekawa, czy i jak sobie poradzi... Książka bardzo wciągająca. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czytając do tej pory kryminały czemu by nie sięgnąć po antykryminał ;) Przekonałaś mnie swoją świetną recenzją. Wzbudziłaś również ciekawość, w jaki sposób Bunda poradzi sobie ze śledztwem ;) Chętnie sięgnę po tę pozycję. 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.