Facebook Google+ Twitter

Jan Kowalski w Irlandii cz. 3

Poruszony nieodpartą chęcią zdobycia pieniędzy, zmotywowany opowiadaniami kolegów o łatwym, bogatym życiu w Irlandii, Janek zdecydował się na wyjazd za granicę...

Jedna z wielu uliczek z pubami / Limerick / Fot. Piotr Smółka Janek szczęśliwie wylądował w Shannon. Udało mu się znaleźć pracę, nieco się oswoił, wydał trochę pieniędzy.

I tak powoli, powoli, rozmaite Janki aklimatyzują się. Z cichych, niepewnych przybyszy, przestraszonych obcym krajem, stopniowo przeistaczają się w spokojnych mieszkańców. Więcej rozumieją, wiedzą już, w którym miejscu miasteczka się aktualnie znajdują, znają kilka nowych słów, z powodzeniem robią zakupy... Trzeba w końcu odreagować początkowe stresy i udać się na imprezkę! Chcący inaczej często mylą sobie kolejność, i zaczynają od tego punktu, ale dlatego właśnie posiadają przydomek „inaczej”. I tutaj następuje… nic nie następuje.

Shannon jest małą miejscowością, i poza kilkoma, typowo irlandzkimi pubami i marniutką dyskoteką, nazwaną, nie wiedzieć czemu, „Shannońscy Rycerze” (być może od częstych pojedynków, niemających jednakże obecnie z rycerskością wiele wspólnego) nic więcej nie ma. Można wyjść na piwko, można, od biedy, potańczyć, jednakże, dla żądnych czegoś więcej fanów dyskotek - Shannon to nora. Wybierają oni zazwyczaj sąsiadujące Ennis, ale przede wszystkim pobliski Limerick, jedno z większych miast Irlandii. W tym molochu na brak wrażeń narzekać nie można - olbrzymia ilość dyskotek, pubów, lokali i klubów gwarantuje udany wieczór - jest gdzie się udać i co robić.

Janki z reguły wybierają się tam w grupach - w końcu Limerick nosi miano najniebezpieczniejszego miasta w Irlandii. Mimo, iż statystyki te, wysoce zawyżone są przez nieustanne wojny gangów, które non stop maja jakieś tam swoje porachunki, lepiej uważać. Więc Janki uważają.

Popularny Guiness - nie mogłem się powstrzymać / Fot. Piotr SmółkaWystrój irlandzkich pubów może nieco odbiegać od tego, co znamy. Irlandzkie knajpki posiadają niekiedy sporo odniesień do narodowej tradycji i kultury, co czyni je miejscami tajemniczymi i, dla przybyszów z obcych landów, ciekawymi. Dyskoteki i imprezy natomiast, bywają podobne do naszym rodzimych – wiadomo, są lepsze i gorsze, popularne i te mniej znane. Wszędzie jednak parkiet, muzyka, pełno dymu i zlepek najprzeróżniejszych zapachów, motywy bywalców również są identyczne... może jedynie piwo mają inne.

Jednak tym, co naprawdę różni je od tych, które znamy, jest przede wszystkim... czas trwania. Olbrzymim zaskoczeniem dla nieuświadomionych Janków jest chwila, gdy w środku zabawy, w dosłownie najlepszym momencie, zapalają się światła! Ludzie błyskawicznie opuszczają parkiet, smętnym wzrokiem odprowadzając jeszcze sprzątane w pośpiechu szklanki, didżeje skręcają sprzęt – koniec imprezy! To może być szok dla każdego, kto przywykł do polskich realiów – czyli zabawy do samego rana! Taka już tu kultura – odpowiednio wsparta regulacjami prawnymi: po północy alkoholu kupić w pubie już nie można, a większość imprez, dyskotek, zaczynając się około godziny 23, ma kończyć się o 1.30 – 2.30!

I nie ma zmiłuj się! Janki ratują się więc często imprezami w domu, wyjście na dyskotekę traktując jedynie jako swego rodzaju miły przerywnik, urozmaicenie, po którym wracają z powrotem na salony (Irlandczycy też praktykują podobne rozwiązania, z tym, że raczej piją mniej w domu, więcej wydając na alkohol w lokalach) Trzeba sobie jakoś radzić.

Kultura pubowania i dyskotek jest nieco inna w Irlandii, niż w Polsce. Irlandczycy są przyzwyczajeni, a nam, Jankom pozostaje się po prostu dostosować…

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

  • H S
  • 16.08.2008 21:06

Janki lubią sporty ekstremalne..? ;)
Piotr, przyjemnie się czytało. Coś jak "Wuj Mat z podróży" :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Aaa, dym dyskotekowy to co innego :)

A co do miasta, to napisz, czy w Twoim odbiorze faktycznie jest takie nietypowe.

Jak już Ci pisałam - z powszechnych opinii, wspieranych przez przewodniki wyłania się obraz "Omijaj miasto szerokim łukiem, jest biedne, szare, smutne i ziejące beznadzieją, z kolosalnym bezrobociem, przerażającą przestępczością i nic tam ciekawego nie ma. Jedyna zaleta, że przy tych wszystkich wadach łatwo tam o tani nocleg".
Też tak to odbierasz? A inni ludzie mieszkający w Limeryku?

Bo nam się akurat podobało, mamy tam nawet ulubiony B&B w pięknym, starym domu. A atrakcji wokół widzimy mnóstwo...

A te gangi mają jakiś realny wpływ na Wasze życie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marta, jak zwykle można liczyć na Twoje ciepłe słowo otuchy:) Dym miałem na myśli, owszem, ale taki, co to puszczają pod nogi na parkiecie, dla efektu;) Mają kategoryczny zakaz palenia tytoniu w miejscach publicznych, ale za to gromadzą się nader licznie przed dyskotekami, a częściej gdzieś przy specjalnych "bocznych" wyjściach - nie idzie się niekiedy przecisnąć!
Też nie jestem jakimś specjalnym fanm dyskotek, ale dla potrzeb tekstu się poświęciłem...
A o Limerick cały czas jakoś zaczepiam - nie do końca rozumiem, co chciałabyś się dowiedzieć więcej - miasto jak miasto, tylko się strzelają gdzieniegdzie

Komentarz został ukrytyrozwiń

A i plus należny jak najbardziej.
Napisz coś więcej o tym życiu w Limeryku, jak to naprawdę wygląda.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Też ciekawe.
To w irlandzkich dyskotekach jest dym papierosowy? Czyli tylko puby przed tym uchroniono? W zasadzie to pewna niekonsekwencja. A że dyskoteki nas w Irlandii z zasady nie interesowały, to i nie mieliśmy okazji sprawdzić... Za to byliśmy w paru pubach z irlandzką muzyką na żywo w Ennis, a w Limeryku dotarliśmy do całkiem fajnego pubu w dokach :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.