Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

19847 miejsce

Jan Kowalski w Irlandii. Część 2

Poruszony nieodpartą chęcią zdobycia pieniędzy, zmotywowany opowiadaniami kolegów o łatwym, bogatym życiu w Irlandii, Janek zdecydował się na wyjazd za granicę.

Janek szczęśliwie wylądował w Shannon. Pomyślał, że teraz przydałaby się jakaś praca...

Metody działania


Osiedle bloków w Shannon. / Fot. Piotr SmółkaGeneralnie, Janków przybywających do Irlandii można podzielić na chcących i chcących inaczej. Ci pierwsi już od początku ambitnie atakują obcy kraj - szybciutko, w pobliskim, ślicznym miasteczku Ennis zdobywają PPS, (taki irlandzki NIP, bez którego ani rusz), po czym już następnego dnia, (z plecakiem i CV) wyruszają na poszukiwania pracy. Najczęstszym zdaniem, jakie słyszy się w początkowych dniach pobytu jest: przepraszam, ale w chwili obecnej nic nie mamy, chce Pan zostawić CV? Dużo zależy tu od szczęścia, ale jestem zdania, że upór, wytrwałość i pewność siebie na pewno się opłacają - wcześniej czy później, w tym czy innym miejscu praca się znajdzie. Cierpliwość i konsekwencja przy pozytywnym myśleniu i odrobinie wiary, to gwarantowany sukces! (teraz już tylko mi scenariusze do amerykańskich filmów pisać pozostało…).

Chcący inaczej natomiast, to ciekawy rodzaj ludzi. Trochę czasu upłynie, zanim rozpoczną myśleć, że w sumie to jakaś praca by się przydała; muszą najpierw poznać teren, oswoić się z językiem, popytać, wśród znajomych (praktycznie każdy ma tu już kogoś znajomego), co i jak. Dowiadują się, że z pracą ciężko, w zasadzie to nikt nic nie słyszał, ale że mogą iść "na fabryki", a nuż coś znajdą. No, więc drukują sobie te swoje CV i wyruszają. Po pierwszym dniu i kilku niepowodzeniach rezygnują, tłumacząc: co tam będę łaził, skoro pracy i tak nie ma…. I czekają później takie bidusie całymi dniami w domu aż praca sama się znajdzie (co niektórzy opuszczają Zieloną Wyspę, złorzecząc na czym świat stoi) albo może jakiś kolega coś załatwi…

Strefa ekonomiczna Industrial Est. w Shannon. / Fot. Piotr SmółkaSzukając pracy, warto spróbować szczęścia w specjalnych agencjach pracy, jak, np. Cregg czy E-Flexes. W tej pierwszej, wstępnie przeprowadzane są testy językowe - tylko pozytywnie zaliczając egzamin (na szczęście niezbyt trudny, ale jakieś tam pojęcie o języku trzeba mieć) możemy liczyć na wsparcie. Nie gwarantuje to oczywiście uzyskania posady od razu, jednak warto mieć kogoś, kto dodatkowo będzie nam szukał pracy. Koniecznie należy korzystać z internetu. Janki bywają różne - jedni się na tym znają, inni nie, ale nikogo to nie minie. Olbrzymia ilość ofert pracy umieszczana jest w sieci, z której można korzystać w bibliotece publicznej, jeśli akurat ktoś nie ma innej możliwości. Wiadomo, na początku bida aż piszczy, nikogo nie stać na laptopa.

Industrial Est. Shannon. / Fot. Piotr SmółkaW końcu jakoś statystyczni Polacy znajdują sobie zajęcie, za które ktoś zdecydował się im płacić, i ciężko pracują od rana do wieczora - jeśli tylko taka możliwość się pojawi. We wczesnym etapie pobytu wszyscy (chyba), chcą jak najszybciej dorobić się gotówki, podejmując wszelkie możliwe nadgodziny lub nierzadko, (ale to raczej wśród tych chcących) drugą pracę. Dzięki temu mogą pospłacać zaciągnięte długi, czy zmienić lokum na wygodniejsze niż poprzednie, w którym spało się na sofie w living roomie. W Shannon domków, apartamentów i mieszkań - do wyboru, do koloru - każdy za odpowiednią kwotę jest w stanie znaleźć coś dla siebie. Jasne, że należy uwzględnić wszelakie czynniki zewnętrzne, jak np. napływ studentów do pracy w okresie letnim, którzy to skutecznie zapychają wolne miejsca. Jednak, jak mówi mądre przysłowie – dla chcącego nic trudnego – coś tam zawsze się znajdzie.

Pogoda, pomimo swojej uciążliwości w ogóle nie przeszkadza - świeżo upieczeni pracownicy gotowi są w deszczu, przy porywistych wiatrach podążać kilka kilometrów piechotą do pracy - warunki nieciekawe, to fakt, ale kto by na to zwracał uwagę - przynajmniej wiedzą, za co pracują!

Hulaj dusza, na zakupy?


Pierwsze pieniądze, pierwsze zakupy… Janki bywają śmieszne. Sklepy są wszędzie takie same, (różnią się może cenami i produktami) teoretycznie każdy wie, jak zakupy robić. Jednak widok świeżego Janka zawsze budzi w mej duszy dziwne uczucia – przewaga radości, gdyż widok taki jest niekiedy naprawdę przezabawny, miesza się z odrobinką zakłopotania – ja naprawdę też tak kiedyś wyglądałem?! Niepewność i jakiś taki dziwny wyraz twarzy - to wybitnie cechuje Janków. Chodzą powoli, nieśmiało po sklepie, błądząc wzrokiem po półkach. Czasami kilka razy przechadzają się w tę i z powrotem, z błogim uśmieszkiem, niekiedy z wyraźnym przestrachem, niby to w poszukiwaniu odpowiednich, potrzebnych im produktów – jednak ich mózgi pracują intensywnie. Kalkulują. Liczą. Szacują. Rachują. Główkują. Jak to, na Boga, mały kurczak 24 złote kosztuje? w naszym kochanym kraju – (co też mnie skłoniło do opuszczenia rodzinnego domu) – za takiego samego zapłacę najwyżej 6–8 zł! I jak to, chleb po prawie 7 zł? I kto to widział puszka piwa po 6 zł? Jak tu żyć?

Druga strefa ekonomiczna - Smithstown Est. / Shannon. / Fot. Piotr SmółkaPrzeliczanie – tego się nie da uniknąć. Wszyscy naokoło, którzy mają już jakiś staż w Irlandii, tłumaczą – nie przeliczaj, Janek, nie ma sensu. Tu takie ceny są, ale za to zarabiasz więcej. Nie przeliczaj, bo nic sobie nie kupisz. Jakoś tak jest, że ciężko z początku się przestawić, i pomimo upomnień znajomych, kiedy Janki są w sklepie sami, odłożą szynkę, a wezmą dżem. Mija to z czasem, ale w pierwszych miesiącach jeszcze wielokrotnie da o sobie znać nabyty w Polsce szacunek dla pieniędzy: kurde, wiem, że mam nie przeliczać i kupię to i tak, ale żeby butelka wódki 60 zł mnie kosztowała? Tak to Janki, mając pracę, chodząc na zakupy, zaczynają jako takie normalne życie…

P.S. Proszę szybko czytać, bo z uwagi na sytuację na światowych rynkach i umacniający się kurs złotego tekst powyższy szybko może się zdewaluować.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

"widok świeżego Janka zawsze budzi w mej duszy dziwne uczucia – przewaga radości, gdyż widok taki jest niekiedy naprawdę przezabawny, miesza się z odrobinką zakłopotania – ja naprawdę też tak kiedyś wyglądałem?! " tak napisałem. Nie ma w tekście ani krzty drwiny, bo to przecie normalne, że człowiek niepewny swego na obczyźnie.
"pewność" pojawi się w którymś z następnych odcinków...

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ drugi odcinek, jak zwykle napisany lekkim, wakacyjnym językiem. Jednak wyczuwam w nim nieco pogardliwy ton wobec bohaterów tej opowieści, W końcu Ty, Piotrze, też byłeś (a może jesteś nadal) takim Jankiem na obcej ziemi. Jeszcze się taki nie urodził, który w obcym mu terenie poruszałby się od razu swobodnie, jak po swoim. To nie powód do drwin. Natomiast sam temat bardzo ciekawy i pouczający dla wielu potencjalnych "turystów zarobkowych". Czekam z niecierpliwością na kolejny odcinek.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A z Gwiezdnych Wojen mistrz Yoda też odwrotnie mówił... ;)
Przepraszam wszystkich prawdziwych Janków Kowalskich za nadużycia...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szybko i fajnie się to czyta :)

Niektóre fragmenty zabawne - szczególnie końcówka. Ciekawe kiedy jakiś Janek pojawi się zdefasonować Ci nos za wykorzystywanie jego imienia? :)

Co jakiś czas pojawiają się tylko drobne niezręczności. Np. lepiej by brzmiało "Teraz już mi tylko scenariusze... pisać pozostało" niż "Teraz już tylko mi scenariusze... pisać pozostało" . Tak samo jak wtrącenie o opuszczaniu Zielonej wyspy złorzecząc lepiej by wyglądało na końcu zdania, bo inaczej końcówka jest niepotrzebnie oddzielona.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.