Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

34025 miejsce

Jan Rymszewicz. Wileński AK-owiec z lilijką w życiorysie

Była to drobna, skromna i cicha postać. Niewielu wiedziało o jego wojennej przeszłości, o konspiracji i łagrach.

Jan Rymszewicz prezentuje więzienny różaniec. / Fot. Darek SzczecinaJan Rymszewicz (rocznik 1907) w 1933 roku ukończył Szkołę Techniczną im. Józefa Piłsudskiego w Wilnie i objął posadę instruktora w szkolnych warsztatach. Latem 1939 r. wyjechał do Warszawy, by tam podjąć lepiej płatną pracę w zakładach Szpotańskiego. Wojna zastała go w stolicy. Na apel prezydenta Starzyńskiego z grupą ok. 30 osób wymaszerował z Międzylesia do formułujących się oddziałów. Pierwsze niemieckie naloty rozbiły kolumnę. Ze strachu ludzie miotali się we wszystkie strony. Niektórzy klękali na środku szosy i modlili się do Boga o ocalenie. Janek uciekł na torowisko, przyległ do ziemi i wtedy w pobliżu wybuchła bomba. Aż zadrżało. Janek uświadomił sobie, jak bardzo kocha życie. Po ustaniu działań wojskowych, aby dostać się do domu musiał przekroczyć granicę niemiecko-sowiecką, a następnie litewską.

Powrócił do pracy w szkole. Na pierwsze wojenne święta Rymszewicz wyjechał do ciotki. Mieszkała ona w Jerozolimce, 7 km od Wilna. Wigilijny stół zastawiony był tradycyjnie. Litwini dbali o dobre zaopatrzenie. Trochę gorzej było z pieniędzmi na sprawunki. Mimo świąt, nastrój był mocno przygnębiający - bano się nowej sytuacji, nowej władzy. Kolędy śpiewano po cichu, a o wyjściu na pasterkę nie było mowy. Obecny na wigilii Karol, oficer Wojska Polskiego, zaproponował Jankowi współpracę. Rymszewicz miał ocenić przydatność kilku radiostacji wojskowych ukrytych przez chłopów w okolicznych wsiach. Już w styczniu 1940 roku Rymszewicz przystąpił do wykonania pierwszego konspiracyjnego zadania.

W Armii Krajowej znalazł się z innego powodu. Rymszewicz był drużynowym wileńskiej 7. Drużyny Harcerzy. Drużyna jak cała chorągiew przeszła „z marszu” do konspiracji. Jan Rymszewicz jako zastępca szefa łączności wchodził w skład grupy dalekiego wywiadu. Prowadził także szkolenie Zawiszaków - najmłodszych harcerzy w konspiracji. Chłopcy wykonywali różne ćwiczenia, np. obserwowanie ruchu w kierunku Nowowilejki i Niemenczyna, przenosili meldunki, prowadzili rozpoznania. Niektóre ćwiczenia odbywały się pod samym nosem gestapo. Nie wszyscy harcerze wytrzymywali to nerwowo i rezygnowali z wykonania zadania. Ćwiczenia z bronią Janek prowadził w piwnicy jednego harcerza, w domu za kościołem św. Pawła i Piotra. Do szefostwa łączności AK docierały anonimy adresowane do wileńskiego gestapo. Działo się to za sprawą Heli Rodziewiczówny, która pracując na poczcie opóźniała przesyłkę. Dzięki ostrzeżeniom ocalono m.in. Żydów ukrywanych u fryzjera.

Po zamknięciu szkoły Janek założył warsztat elektryczny. Reperował żelazka, lampy i silniki. Zdobył u Niemców licencję na wykonywanie w terenie prac remontowych. Dzięki temu mógł wystawiać przepustki dla łączników. Jego przepustkami posługiwał się nawet sam dowódca wileńskiego okręgu Armii Krajowej gen. Aleksander Krzyżanowski „Wilk”.

Przyszłą żonę Annę – łączniczkę Antka Wasilewskiego, Janek bliżej poznał w 1942 r. Anna została aresztowana a Janek otrzymał jej zegarek na przechowanie. Więzione kobiety chodziły do pracy w polu. Rymszewicz przyjeżdżał w pobliże tego miejsca. Gdy więźniarki były pilnowane przez Litwinów, mógł podejść i przekazać paczki. Z więzienia Anna wyniosła różaniec zrobiony z więziennego chleba i dwa skrawki materiału z dedykacjami współwięźniarek. Jan Rymszewicz przechowywał te pamiątki jak relikwie.

O ślubie zdecydowali nagle, gdy było wiadomo o nadchodzącym froncie. Po wkroczeniu wojsk sowieckich uszedł aresztowaniu. Jednak długo nie cieszył się wolnością. Na dwa dni przed ostatnią wojenną wigilią po Rymszewicza przyszli tajniacy z NKWD. Był przesłuchiwany przez dwóch Rosjan i jednego Żyda. Ten ostatni wykazywał się wielką gorliwością. Policzkował, uderzał głową o ścianę, bił i kazał godzinami stać pod ścianą. Wigilię 1944 roku spędził na Łokiszkach w celi nr 21. Towarzyszami niedoli byli: jego uczeń Tadek i znany powojenny aktor Kazimierz Brusikiewicz. Rosjanie nie robili przerwy świątecznej, przesłuchiwali dniem i nocą. Po miesiącu wywieziono Jana w głąb Kraju Rad. Pracował w fabryce „Chimkombinat” w Stalinogorsku i w kopalni węgla w Bobryniu Dońskim.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.