Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

4344 miejsce

Jan Stróżyński. Z lilijką w życiorysie

Z zawodu nauczyciel, z wyboru skaut, powstaniec wielkopolski, uczestnik wojny polsko-sowieckiej i kampanii wrześniowej, partyzant, sportowiec, narciarz, żeglarz, lotnik, taternik. Jego barwne życie mogłoby posłużyć na filmowy scenariusz.

Hm. Jan Stróżyński / Fot. Ze zbiorów autoraJan Stróżyński urodził się w 1903 roku w Rozdrażewie koło Krotoszyna. Działał w tajnym skautingu, brał udział w powstaniu wielkopolskim a następnie ochotniczo w wojnie polski-radzieckiej 1920 roku. Po ukończeniu seminarium nauczycielskiego rozpoczął studia w Państwowym Instytucie Wychowania Fizycznego w Warszawie. Uzupełnił je w Szwecji i Danii a na Wolnej Wszechnicy Polskiej studiował geografię i język niemiecki. W 1933 r. uzyskał dyplom nauczyciela szkół średnich na Uniwersytecie Poznańskim. Uczył w Szkole Handlowej w Ostrowie Wielkopolskim a następnie w gimnazjum i liceum w Inowrocławiu. W międzyczasie odbył służbę wojskową zakończoną awansem do stopnia podporucznika. Nie zerwał kontaktu z harcerstwem. Pełnił różne funkcje w harcerskich komendach z komendantem hufca i rejonu włącznie. Kierował Harcerskim Klubem Sportowym „Surma”. Interesował się sportem, żeglarstwem i lotnictwem. Te swoje pasje wykorzystywał w pracy pedagogicznej i harcerskiej. Zdobył uprawnienia przewodnika narciarstwa wysokogórskiego, sternika morskiego, należał do Towarzystwa Tatrzańskiego i Aeroklubu. Jego harcerze zdobywali stopnie żeglarskie, narciarskie i szybowcowe. Tuż przed wojną odbył rejs na Zawiszy Czarnym po portach skandynawskich pod dowództwem gen. Mariusza Zaruskiego.

W roku 1938 Jan Stróżyński poślubił Marię Turek, pedagoga po Uniwersytecie Jagielońskim. Miał córkę Ewę i syna Bogdana.
We wrześniu 1939 roku Jan Stróżyński został zmobilizowany. Trafił do 8 Szpitala Wojskowego Dywizji Pomorskiej, gdzie powierzono mu obowiązki kwatermistrza. Do niewoli trafił pod Kutnem. Uciekł z transportu i wrócił do Inowrocławia. Kiedy otrzymał pracę w urzędzie meldunkowym załatwiał Polakom dokumenty umożliwiające im wyjazd do Generalnego Gubernatorstwa. Pod koniec roku został wysiedlony do Lublina, gdzie pełnił funkcję inspektora szkolnictwa polskiego. Posiadając dostęp do akt personalnych nauczycieli, fałszował je pomijając np. stopnie wojskowe. W ten sposób wielu nauczycieli tego rejonu uniknęło aresztowania. Bardzo szybko zaangażował się w pracę konspiracyjną. Należał do ZWZ-AK, był dowódcą plutonu Szarych Szeregów. Posługiwał się pseudonimami „Kotwica” i „Renifer”.

Wiosną 1945 r. został skierowany do Gdańska do pracy w Kuratorium na stanowisku okręgowego inspektora harcerstwa. Zamieszkał z rodziną w Sopocie. Żona Maria zorganizowała pierwszy na Wybrzeżu sklep z akcesoriami harcerskimi. W powstaniu tej składnicy pomogli miejscowi instruktorzy dając dobrowolne datki na rozruch tak ważnego dla harcerzy przedsięwzięcia. W czerwcu 1945
r. po próbie ucieczki Walentego Łukjanowicza (pełniącego obowiązki komendanta chorągwi) z subwencjami dla ZHP, Stróżyński przejął kierownictwo nad Gdańsko-Morską Chorągwią Harcerzy z siedzibą w Sopocie, a następnie został wybrany jej komendantem. Pracował w szkole hotelarskiej w Sopocie a następnie w Szkole Rybołówstwa Morskiego w Gdyni. Już po przejściu na emeryturę harcerską pasję realizował w Kręgu Instruktorów Seniorów „Korzenie”.

Z Janem Stróżyńskim spotkałem się kilkukrotnie. Pierwszy raz podczas kominka z okazji Dnia Myśli Braterskiej u schyłku epoki peerelowskiej. Opowiadał on o pierwszych latach powojennych. W jednej z opowieści wspominał wydarzenie z 1945 roku. Otóż w Sopocie jesienią tego roku zwołano naradę komendantów chorągwi i aktywu harcerskiego. Jeden z uczestników wyliczył, że na sali jest zbyt dużo osób. Niektórzy znali się jeszcze z przedwojennych lat, inni byli nowi w tym środowisku. Zaczęto ustalać kto jest skąd. Trzech rosłych młodzianów w mundurach jak spod igły nie potrafiło ani powiedzieć jaką chorągiew reprezentują ani pokazać pełnomocnictwa. Dalsze ustalenia dowiodły, że to funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa otrzymali rozkaz inwigilowania harcerskich szeregów. Panów wyproszono z sali. Po kilku dniach przyszły przeprosiny i zapewnienie Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, że podobna sytuacja więcej się nie powtórzy. Nie minęło wiele czasu i gdyński UB zażądał od miejscowej komendy wykazu wszystkich harcerzy z adresami zamieszkania. Po takich wspomnieniach i śpiewach tradycyjnych piosenek harcerskich pani komendantka hufca poprosiła na dywanik organizatorów spotkania. O treści rozmowy chyba nie muszę w tym miejscu pisać.

Podczas następnych spotkań i rozmów Jan Stróżyński opowiadał mi o innych szykanach jakie spotykały harcerzy w latach 1945 - 49. Były też prowokacje ubecji. Stróżyński do 1947 roku był komendantem Gdańsko-Morskiej Chorągwi Harcerzy i posiadał ogromną wiedzę na ten temat. Np. gdy w lasach otaczających Gdynię harcerze nazbierali broni i amunicji i zaczęli sobie strzelać, otoczyła ich ubecja i aresztowała. Postawiono młodym chłopcom zarzut szykowania zbrojnej rebelii. Obrona była trudna. Dopiero powołany na świadka jeden z radzieckich oficerów biorących udział w wyzwalaniu Gdyni o harcerzach wyrażał się bardzo pozytywnie. To oni wykonali plany obronne miasta i dostarczyli do dowódców kierujących ofensywą.

Po przemianach ustrojowych Jan Stróżyński aktywnie włączył się w organizacje sopockiego koła Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Gdy w 1992 r. zmarł, na jego pogrzeb do Sopotu przyjechały delegacje harcerskie i kombatanckie z Wielkopolski i Kujaw. Pogrzeb odbył się z ceremoniałem wojskowym.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Panie Dariuszu :) ma Pan rację, komendantka powinna być DRUHNA, ale jak pisać o kobiecie, która blokowała nawet błahe uchwały komendy do czasu skonsultowania ich z towarzyszami z "wiodącej siły narodu"? Może Towarzyszka Komendantka?
Hufiec Sopot po wprowadzeniu stanu wojennego był bardzo niepokorny, przez jakiś czas nawet nie było statutowej władzy hufca, bo instruktorzy albo nie chcieli być komendantami albo ich kandydatury były negowane przez "czynniki zewnętrzne".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani komendantka ? Czy nie powinna być Druhna Komendantka ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Zobacz także:

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.