O dzisiejszym meczu z Niemcami: - Z
przykrością
muszę
wyznać, że
szansę
moich
młodszych
kolegów na pokonanie
aktualnych
wicemistrzów
świata
są
minimalne...
[plik 0 lewa]
Hańba i co dalej?
Mecz z Ekwadorem był największą kompromitacją w historii występów reprezentacji Polski w Mistrzostwach Świata, ponieważ nasi rywale to średniej, by nie powiedzieć, słabej klasy zespół, na którego biegaczo-kopacze Janasa nie mogli znaleźć sposobu. No, ale jeśli selekcjoner i jego syn, który niczym w telewizyjnej familiadzie został włączony do sztabu szkoleniowego reprezentacji, dopiero pod koniec spotkania zauważyli, że Żurawski markuje grę, Szymkowiak seryjnie traci piłki, a Baszczyński gra… z Ekwadorczykami, to i nie dziwota, że 35 tysięcy wspaniałych polskich kibiców bezpośrednio, a kilkanaście milionów za pośrednictwem tv zapłaciło po raz kolejny (poprzednio po występkach w Korei) podatek od złudzeń, czyli „przedmundialowych” obietnic szkoleniowców i kierownictwa PZPN.
Na analizę tej futbolowej hańby przyjdzie czas po powrocie orłów-nielotów do kraju, natomiast dziś warto zająć się pojedynkiem ostatniej szansy naszej jedenastki (nie mającej nic wspólnego ze zgranym i rozumiejącym się zespołem) z gospodarzami. Najprawdopodobniej rezultat tego spotkania, niestety, zadecyduje o tym, że nasi kopacze rozegrają jeszcze mecz z Kostaryką i pożegnają się z mundialem. Z przykrością muszę wyznać, że szansę moich młodszych kolegów na pokonanie aktualnych wicemistrzów świata są minimalne. Na ewentualny sukces mogą liczyć tylko w przypadku zbiegu nieprawdopodnych okoliczności, wynikających z nieprzewidywalności i przypadkowości tej dyscypliny sportu.
Przecież dla nikogo nie jest tajemnicą, że podstawowi gracze, którzy wywalczyli awans do MŚ 2006 „grzali ławę” w swoich klubowych zespołach, a znacząca grupa zawodników jest „zaawansowana wiekowo”. Przy rozgrywaniu pojedynków w tak krótkim okresie, może mieć to ogromnie negatywne znaczenie, jeśli chodzi o końcowy wynik. Poza tym, selekcjoner Paweł Janas nie ma trzeźwego spojrzenia na reguły obowiązujące w profesjonalnym futbolu, w związku z czym, nie może zdecydować się (a powinien to zrobić na kilka tygodni przed mundialem) na ustalenie wyjściowej jedenastki. To z kolei powoduje, że atmosfera w narodowej ekipie nie jest najlepsza. Niestety, wszystko na to wskazuje, że o godzinie 21 na murawę stadionu w Dortmundzie wybiegnie „boska drużyna”, bowiem tylko jeden Pan Bóg wie, kto i jak w niej zagra. Ta tragikomiczna sytuacja jest tym bardziej niezrozumiała i bolesna, jeśli uzmysłowimy sobie kilka faktów z nie tak odległej futbolowej historii.
Na boiskach portugalskich podczas finałów ME 2004 (reprezentacja Polski przegrała rywalizację grupową, uwaga, uwaga... z Łotwą) dominowali zawodnicy urodzeni w latach 1975-76, a przecież właśnie w tym roczniku to Polacy zdobyli mistrzowski tytuł w kategorii wiekowej U-16. Podobnie z mistrzami Europy 2001 roku w kategorii U-19, którzy obecnie w zdecydowanej większości pałętają się po drugo i trzecioligowych boiskach. Jak na ironię, pokonani przez naszych mistrzów juniorzy z Hiszpanii, Niemiec, Anglii, Włoch dziś grają w najlepszych, światowej klasy klubach. Potwierdza to tylko obiegową opinię, iż Polski Związek Piłki Nożnej jest mistrzem świata w marnowaniu utalentowanej młodzieży.
Z kolei wychowawczą rolę PZPN-u najlepiej obrazuje następujące wydarzenie: kilka lat temu młody zawodnik z wronieckiego klubu - będąc "nawalony" jak stodoła po żniwach - spowodował wypadek samochodowy, w którym zginął człowiek i… w dalszym ciągu kopał futbolówkę, nie tylko w Amice, ale (chyba w nagrodę) został przetransferowany do drużyny Mistrza Polski, krakowskiej Wisły, a obecnie reprezentuje Polskę w niemieckich finałach!!!
Jednak nie tylko te szkoleniowo-wychowawcze problemy są piętą achillesową polskiej piłki. Działalność kierownictwa Polskiego Związku Piłki Nożnej, która spowodowała, że w oczach opinii publicznej krajowa piłka ma skandaliczny wizerunek, ma ogromny wpływ na atmosferę w drużynie narodowej, bo przecież ryba śmierdzi od głowy.
Czarę goryczy w tym temacie przelał „zakup kontrolowany”, dokonany w maju 2005 roku, dzięki któremu wrocławska prokuratura zdobyła niezbite dowody na przekupstwo sędziów i ustawianie ligowych spotkań. I co? Minęło kilkanaście miesięcy i władze PZPN nic w tej sprawie nie zrobiły, tłumacząc się trwającym prokuratorskim śledztwem i brakiem prawomocnego wyroku sądowego, który w świetle obowiązującego prawa, oraz żółwiego tempa polskiej Temidy, może zostać ogłoszony za kilkanaście lat. Wówczas skompromitowani futbolowi arbitrzy zakończą wygwizdywanie meczów ze względu na obowiązujący limit wieku. A dla przykładu w Niemczech tamtejsza federacja po przyłapaniu sędziego na „ustawianiu spotkań" natychmiast dożywotnio go zdyskwalifikowała, nie czekając nawet na rozpoczęcie prokuratorskiego śledztwa. Podobnie miała się sprawa w Italii, gdzie po prasowym doniesieniu o „manipulowaniu gwizdkami” przez działaczy Juventusu, natychmiast do dymisji podali się prezes i wiceprezes Włoskiego Związku Piłki Nożnej. Powinno to dać dużo do myślenia Michałowi Listkiewiczowi i Eugeniuszowi Kolatorowi.
Kolejnym, kompromitującym działalność najwyższych władz PZPN jest sprzedaż praw telewizyjnych ze spotkań reprezentacji oraz praw reklamowych z wykorzystaniem wizerunków graczy kadry narodowej. Jeśli chodzi o prawa z eliminacji do MŚ, to uzasadnione podejrzenie musi budzić prowizja dla firmy Sport-Five (ok. 30 proc., a konkretnie 4,5 miliona dolarów z sumy 15,5 miliona) za pośrednictwo w rozmowach pomiędzy PZPN a telewizją publiczną. Jeśli do tego dodać, że przedstawiciel tej niemieckiej firmy - Andrzej P. (był, jak podał opiniotwórczy tygodnik „Wprost” tajnym agentem komunistycznych służb specjalnych) na losowaniu grup w Lipsku siedział obok prezesa Listkiewicza i selekcjonera Janasa, a obecnie jest w ścisłym kierownictwie mundialowej ekipy, to cała ta sprawa śmierdzi na odległość. Poza tym podpisanie umowy na wyłączność do pośrednictwa między Sport-Five a PZPN aż do 2014 roku świadczy o tym, że Andrzej P. jest świetnym specjalistą w nakłanianiu ewentualnych partnerów do dziwnych decyzji.
Dla zobrazowania do dziś nie wyjaśnionego „wykolegowania” graczy kadry z reklamowych prowizji przez byłego wiceprezesa i jednocześnie szefa sztabu przygotowań do koreańsko-japońskiego mundialu - Zbigniewa B., posłużę się fragmentem książki Jerzego Dudka. Otóż podczas zgrupowania przed wyjazdem do Korei, Zbigniew B. na spotkaniu z zawodnikami położył na stole kontrakt reklamowy z Coca-Colą i zakomunikował: tu jest kontrakt kur.., jeśli go do jutra rana nie podpiszecie, to was wszystkich wypier.... i tak skończy się dla was mundial!
Reasumując powyższe fakty musimy spodziewać się, że dziś wieczorem nasi piłkarze chcąc uzyskać korzystny wynik, powinni zademonstrować „antyfutbol” polegający na maksymalnym przeszkadzaniu rywalom w zdobyciu gola. Tym bardziej, że każdy, bez wyjątku z niemieckich profesjonalistów jest, co najmniej, o klasę lepszy od każdego z naszych reprezentantów. Natomiast, co się tyczy przyszłości ciężko chorej polskiej piłki, to jedynym lekarstwem na jej uzdrowienie jest wprowadzenie na Miodową przez Ministra Sportu Zarządu Komisarycznego, który rozliczy obecną koterię z dotychczasowej przestępczej działalności i ustali nowe reguły gry. Wówczas idę o zakład, że za dwa, trzy lata powrócimy do europejskiej czołówki.
Jan
Tomaszewski.
* Jeśli ktoś z zainteresowanych czuje się
pokrzywdzony tekstem Jana Tomaszewskiego, ma prawo dochodzić
sprawiedliwości drogą prawną. Jednocześnie informujemy, że autor felietonu może też dochodzić swoich praw w sądzie powszechnym
.