Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

8556 miejsce

Janusz Włodarski i Ludwik Danielak - powikłane losy "Kolumbów"

Tych dwóch zupełnie różnych Polaków łączyło tylko to, że urodzili się w latach 20. ubiegłego wieku, a ich młode życie zostało przerwane (o ironio!) w tym samym więzieniu, tylko w różnym czasie i przez zupełnie innych oprawców.

Budynek w Łodzi przy ulicy Sterlinga 16, w którym mieściło się więzienie / Fot. Marek ChorążewiczTablica pamiątkowa / Fot. Marek ChorążewiczTablica pamiątkowa nr 2 / Fot. Marek Chorążewicz

Krótkie wprowadzenie

Nazwa "Kolumbowie" w Polsce utrwaliła się od czasów wydania powieści Romana Bratnego w 1957 roku pod tytułem "Kolumbowie. Rocznik 20", a dotyczy ona ludzi urodzonych w latach 20. ubiegłego stulecia, dla których okres wchodzenia w dorosłość przypadał w czasie II wojny światowej. To właśnie wojna kształtowała ich charaktery i miała ogromny wpływ na wybór drogi życiowej.

Pokazałem tylko dwa skrócone życiorysy, ale jestem przekonany, że można byłoby znaleźć podobnych znacznie więcej.

Janusz Włodarski (1921-1942)

Janusz Włodarski urodził się 13 czerwca 1921 r. w Poznaniu, gdzie spędził lata wczesnego dzieciństwa. Jego ojciec był matematykiem, a matka nauczycielką. Szkołę powszechną rozpoczął w Łodzi, do której wkrótce przeniosła się cała jego rodzina. Gimnazjum i liceum również ukończył w Łodzi. Po maturze planował rozpocząć studia w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.

W trakcie edukacji wstąpił do jednej z najstarszych w mieście drużyn harcerskich do 3. Łódzkiej Drużyny Harcerzy im. Romualda Traugutta. Zdobywał w niej doświadczenie harcerskie, uzyskując kolejne stopnie. Uczestniczył aktywnie w obozach, pełniąc różne funkcje. Nawet wybuch wojny zastał go na obozie Junackich Hufców Pracy w Mątwicy na Podlasiu, gdzie jako "świeżo upieczony" podharcmistrz (od wiosny 1939), po maturze odbywał obowiązkowe praktyki maturzystów. Powrót do Łodzi z przerwanego obozu trwał ponad miesiąc, ponieważ przedzierał się przez terytoria zajęte przez Sowietów na mocy paktu podpisanego przez Ribbentropa i Mołotowa 23 sierpnia 1939 roku.

Sytuacja dla niego była coraz bardziej trudna niezależnie od jego woli i poczynań. Jeszcze w październiku rozpoczął naukę w łódzkim Pedagogium, ale Niemcy zamknęli szkołę w grudniu 1939 roku, a jego rodzinę wysiedlono do Generalnego Gubernatorstwa. Ponieważ Janusz już wtedy był związany podziemną działalnością, pozostał w Łodzi. Nie miał meldunku i stałego miejsca zamieszkania. Nocował u przyjaciół i w konspiracyjnych lokalach. Całkowicie zaangażował się w działalność Szarych Szeregów (podziemne harcerstwo) i ZWZ (Związek Walki Zbrojnej był od 13 listopada 1939 roku podziemnymi siłami zbrojnymi w Polsce). Kolportował nielegalną polską prasę, drukował ulotki antyniemieckie, prowadził prace wywiadowcze, brał udział w niszczeniu kolejowych transportów niemieckich.

Za jedną z najważniejszych rzeczy, które Janusz w swoim młodym życiu robił, uważał udział w organizacji i prowadzeniu tajnej szkoły z nauczycielką-harcerką Antoniną Chrzczonowicz. Ta działalność przyczyniła się najprawdopodobniej bezpośrednio do jego aresztowania przez gestapo, które wpadło na trop szkoły prowadzonej w mieszkaniu rodziny Chrzczonowiczów przy ulicy Batorego 66. W dniu 30 grudnia 1941 roku aresztowano go na ulicy. Miał przy sobie konspiracyjną prasę i fałszywe recepty lekarskie, na podstawie których załatwiał leki niedostępne oficjalnie dla Polaków.

Był uwięziony najpierw w areszcie przy ulicy Kopernika 29, potem przesłuchiwany w siedzibie gestapo na Anstadta w budynku zamkniętego męskiego gimnazjum żydowskiego, gdzie został pobity, a następnie przewieziony do więzienia na Radogoszczu. Później był dalej torturowany w więzieniu przy ul. Sterlinga 16, gdzie w wyniku tortur zmarł 17 listopada 1942 r. Pośmiertnie został odznaczony Krzyżem Walecznych (Rozkaz nr 8/44 z 27.07.1944, Komendanta Okręgu Łódź Armii Krajowej).

Janusz Włodarski od dzieciństwa wyróżniał się nieprzeciętnymi zdolnościami plastycznymi, ale także literackimi. Dzięki jego koledze Władysławowi Dońcowi i rodzinie, zachowało się z jego twórczości prawie 200 obrazów i rysunków. Również pozostało ok. 40 utworów poetyckich zapowiadających duży talent. Niestety, hitlerowcy nie pozwolili mu dalej tworzyć i cieszyć się życiem.


Tutaj można obejrzeć niektóre dzieła Janusza Włodarskiego i jego zdjęcie: http://propozycje.zhp.pl/files/program/propozycje/kartydoteki.pdf


Ludwik Danielak (1923-1955)

Ludwik Danielak przyszedł na świat w 1923 roku w rodzinie chłopskiej we wsi Stradzew w powiecie piotrkowskim. W czasie okupacji podjął pracę w niemieckim gospodarstwie w Bełchatowie, aby uniknąć wywózki na przymusowe roboty do Niemiec. W kwietniu 1945 roku ożenił się, ale zaraz po ślubie został powołany do wojska, do 4. Pułku Artylerii w Tomaszowie Mazowieckim. Gdy okazało się, że jako żołnierz LWP ma brać udział w walce z oddziałem partyzanckim Stanisława Karlińskiego "Burzy", uciekł z wojska zabierając ze sobą broń. Musiał więc się ukrywać, bo wiedział co go czeka w przypadku złapania. Postanowił nawiązać kontakt z oddziałem działającym w konspiracji. Dotarł do Kazimierza Grzybowskiego ps. "Zapalnik", działającego w ramach struktury Konspiracyjnego Wojska Polskiego (KWP) dowodzonego przez Stanisława Sojczyńskiego ps. "Warszyc", operującego na terenach powiatu radomszczańskiego, łódzkiego i częstochowskiego.

"Warszyca" aresztowano w czerwcu 1946 roku, ale oddział "Zapalnika" funkcjonował nadal w okolicach Bełchatowa. Dalej sprawy już toczyły się dla Ludwika Danielaka niejako automatycznie. Jako zdolny chłopak awansował na zastępcę "Zapalnika".

Ludwik Danielak chciał uciec przed zabijaniem Polaków, ale maszyneria polityczna wybranej przez niego drogi i tak wciągnęła go w zabijanie komunistycznych i innych zbrodniarzy… Polaków. W ramach wymierzania sprawiedliwości grupa Danielaka zabiła: funkcjonariusza UB Antoniego Grzesiaka (za zabicie sołtysa wsi Woźniki); Apoloniusza Lisa, także członka UB; milicjanta Frąka; członka ORMO Stefana Sobocińskiego oraz szpicla gestapo z okresu wojny Tadeusza Woźniaka. Ludzie Ludwika Danielaka rozprawiali się także z bandziorami rabującymi okolicznych mieszkańców, zastępując niejako słabą jeszcze władzę państwową na tych terenach. Tak było w 1948 roku w przypadku bandy rabunkowej Józefa Baczmagi i Stefana Kowalczyka. Takie dane można bez trudu znaleźć w Internecie.

Ludwikowi udało się ukrywać aż do 4 marca 1954 roku, kiedy to nad ranem został zatrzymany w mieszkaniu swojej krewnej w Łodzi.


Śledztwo przeprowadzono szybko i odbył się proces przy drzwiach zamkniętych, w przeciwieństwie do wielu innych tego typu rozpraw. 11 stycznia 1955 roku sąd w składzie: kpt. Zygmunt Depczyński, por. Daniel Motłoch, kpr. Waldemar Grzeszczuk jako ławnik, prokurator wojskowy kpt. Ryszard Jakubiec, wydali wyrok kary śmierci. Ludwik Danielak nie prosił o łaskę. Rozstrzelano go 5 sierpnia 1955 roku w więzieniu przy ulicy Sterlinga 16 w Łodzi. Nie wiadomo, gdzie został pochowany, a symboliczna mogiła znajduje się w Woli Krzysztoporskiej.

Nie poszukiwałem dalej innych faktów z życia Ludwika Danielaka "Bojara", ponieważ ten tekst nie ma ambicji odkrycia przed światem jakiejś zatajonej prawdy czy nawet oceny przedstawionej postaci. Chciałem tylko pokazać złożoność uwarunkowań w podejmowaniu decyzji, jakie musiał dokonywać młody zdolny chłopak, a potem dojrzały już mężczyzna.

Więcej o Ludwiku Danielaku można znaleźć tutaj: http://warszawskagazeta.pl/historia/881-ludwik-danielak-gdybymurodzi-si-jeszcze-raz-

Inny wątek przedstawionego tematu


Drogi Czytelniku, popatrz jeszcze przez moment na zdjęcie tego niepozornego, przeciętnego budynku, który kiedyś był prostym robotniczym domem, jakich w Łodzi można znaleźć dziesiątki. Bez drutów kolczastych otaczających teren, bez szczególnych okratowań w oknach czy wieżyczek strażniczych sugerujących wyjątkowość miejsca, generujących doznania grozy. Przekształcono go na miejsce gnębienia człowieka przez człowieka i służył przez wiele lat różnym oprawcom wywodzącym się spośród: Rosjan, Niemców, Żydów i Polaków. Swoisty represyjny tygiel czterokulturowy...

Dziś urządzono w nim przychodnię medyczną i tylko te dwie tablice pamiątkowe świadczą o niechlubnej przeszłości tego budynku.

Zastanowiłem się przez chwilę, dlaczego z niektórych miejsc kaźni tworzy się "sanktuarium", a w innych przypadkach przechodzimy gładko do spraw codziennych, bieżących…? Od czego to zależy?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Niebywałe straty narodu polskiego i tej części żydowskiego, która mieszkała w naszym kraju, i okrucieństwa dwóch okupantów wynikły z szalonej polityki "silni, zwarci, gotowi". Polska była jedynym krajem Europy Wschodniej, którego politykę zagraniczną i wojskową poprowadzono tak, że w wyniku musieliśmy walczyć jednocześnie z hitlerowcami i Sowietami. Pamięć strasznych losów tamtego pokolenia nie powinna służyć masochistycznemu rozpamiętywaniu bez przerwy własnych klęsk i krzywd, ale zrozumieniu szkodliwości polityki nieliczenia się ze stosunkiem sił w Europie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przejmujące są tragiczne losy tamtego pokolenia.
Znalazłam kilka cytatów z "Kolumbów": "Od losu ojczyzny nie można się odłączyć".
"Od siły miłości zależy tylko siła późniejszego nieszczęścia".
"Strach bywa różny, ale najgorszy jest strach przed wstydem".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawy i ważna publikacja. Miejsca kaźni, jak widać służyły w różnym czasie temu samemu celowi. Skala tego zjawiska była o wiele szersza i może warto ją przypomnieć. Komunistyczne obozy koncentracyjne działały w Polsce jeszcze do połowy lat 50-tych. Przykładowo : Obóz Auschwitz-Birkenau po przejściu frontu wojennego w styczniu 1945 roku został ponownie otwarty w lutym 1945 r dla jeńców wojennych, więźniów politycznych i osób cywilnych. W obozie koncentracyjnym w Łambinowicach życie straciło ponad 1,6 tys. osób. W obozie koncentracyjnym w Świętochłowicach (komunistyczny obóz koncentracyjny zlokalizowany został na terenie filii nazistowskiego obozu Auschwitz-Birkenau) szacunki mówią o 2,5-4 tys. osób, które nie przeżyły,
W obozie koncentracyjnym w Jaworznie (komunistyczny obóz koncentracyjny zlokalizowany został na terenie filii nazistowskiego obozu Auschwitz-Birkenau) z 23.669 uwięzionych - zmarło, zostało zakatowanych na śmierć, zabitych i zastrzelonych 6.987 osób.
Postacie Janusza Włodarskiego i Janusza Danielaka, tak jak i innych polskich patriotów - warto przypominać kolejnym pokoleniom.
Dziękuję, Marku za artykuł.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.