Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

55793 miejsce

Jarosław Kuźniar: Dziś wszyscy próbują iść na skróty i to jest problem

O programie X-Factor i Krystynie Pawłowicz, o politykach i dobrym dziennikarstwie, a także o 10 kwietnia 2010 r. - w rozmowie z Jarosławem Kuźniarem.

Jarosław Kuźniar i Karol Andrzejewski / Fot. fot. Marek WiśniewskiKarol Andrzejewski: Dzisiaj o 4 rano musiał Pan wstać na program?
Jarosław Kuźniar: O 3.30.

Podziwiam.
Ja też

Musi Pan lubić to co Pan robi skoro o 3.30 Pan wstaje. Chyba, że zawsze był Pan takim rannym ptaszkiem?
Nie. W telewizji też nie było pracy o innej porze. Może to i dobrze, gdyż teraz telewizję ogląda się głównie rano. Przyzwyczaiłem się już do tego. To jest zarówno przyjemność, jak i obowiązek, łączony z pasją, dlatego to trwa.

Jeszcze do niedawna w niedzielny wieczór prowadził Pan program X-Factor. Decydując się na udział w programie, chciał być Pan nowym Andersonem Cooperem? Można połączyć dziennikarstwo polityczne z prowadzeniem programu rozrywkowego i nie utracić wiarygodności?
Wydaje mi się, że tak. Anderson jest facetem, który prowadzi Sylwestra w CNN, a także relacjonuje najważniejsze polityczne przełomy, najgroźniejsze wojny czy kataklizmy, które mają miejsce w USA. Jeżeli Anderson nie obrazi ani samego siebie, ani widzów, to może to robić. Moją rolą w programie X-Factor nie było śpiewanie, tylko prowadzenie całego programu. To jest trudne, choć z pozoru wydaje się łatwe. Teraz to doświadczenie procentuje, gdy jeżdżę po kraju w trakcie wakacyjnego programu. Z politykiem może porozmawiać każdy, to nie jest trudne. Trudne rozmowy są wtedy, gdy trzeba z ludźmi mówić trochę o życiu, trochę o rzeczach nieistotnych i to musi ze sobą wszystko współgrać. Najprostsze rzeczy są najtrudniejsze. W programie X-Factor musiałem zmierzyć się z nowym doświadczeniem: wyjść przed widzów, których na co dzień nie widzę. Musiałem wyjść na scenę, spojrzeć im w oczy, a jednocześnie mówić i do nich, i do tych, którzy są przed telewizorami – to było wyzwanie i dlatego się na to zdecydowałem.

Rozumiem w takim razie, że nie żałuje Pan tego wyzwania. Jednak w III edycji programu X-Factor zastąpiła Pana w pełni tego słowa znaczeniu, celebrytka – Patrycja Kazadi. Pan pozostał dziennikarzem największej stacji informacyjnej w Polsce jaką jest TVN24. Dziennikarstwo informacyjne wymaga dużej elastyczności, może zdarzyć się tak, że cały program, który był przygotowany nagle legnie w gruzach i historia zacznie się dziać na naszych oczach. Mam teraz na myśli 10 kwietnia 2010 r. Czy tamte chwile, tamten program traktuje Pan jako swój test na warsztat dziennikarski? Co Pan czuł jako gospodarz programu?
Chyba bardziej test na człowieka, gdyż wtedy dziennikarz zszedł na dalszy plan. W którymś momencie to była opowieść o liczbie ofiar i o tym jak mogło dojść do tego wypadku. Jednak na początku to była walka ze sobą samym, żeby opowiedzieć to widzom najczulej jak mogę, nie rozkleić się, kiedy emocje były ogromne i nie stracić wiarygodności w przekazywaniu informacji, które nie są jeszcze sprawdzone. Informacje docierały do nas z różnych źródeł, ich wiarygodność była różna, a widzowi trzeba było przekazać, że jest duży chaos i w każdej chwili wszystko się może zmienić. Nie stracić wiarygodności i nie oszukać widza - to było najtrudniejsze. To był test na człowieka; na ile nie jestem brutalnym facetem, a na ile jestem dziennikarzem, który w tym wszystkim potrafi też się odnaleźć.

10 kwietnia z pewnością był dla Pana wyzwaniem dziennikarskim. Nie każdy dziennikarz mógł czegoś takiego doświadczyć, ale wyzwaniem dla dziennikarza może być każda rozmowa w programie na żywo. Czy politycy jeszcze Pana zaskakują? Był Pan zaskoczony przebiegiem rozmowy z posłanką Krystyną Pawłowicz?
Tak, bo myślałem, że ona zupełnie inaczej się ułoży. Później usłyszałem zarzuty: po co zapraszacie, skoro wiecie, że ona będzie tak mówiła. Nie wiedziałem. A zaprosić Krystynę Pawłowicz trzeba, bo jest w polskim parlamencie, ktoś na nią głosował. Poseł Pięta z PiS-u, który mówi, że ktoś kto nie głosuje na PiS to kretyn i szaleniec, też mnie intryguje. Nie dlatego, że moglibyśmy na siebie krzyczeć w studiu, ale dlatego, że jest posłem. Krystyna Pawłowicz mnie zaskakuje, ale bardziej zaskoczyło mnie to, że gdy już weszła na wysokie tony, to nie była w stanie z niech zejść, nawet gdy zadałem pytanie: Czy bywa Pani czasem spokojna? Pani poseł uznała je za prowokacyjne. Zasmuciło mnie to, że choćbym nie wiem jak się napinał i z której strony chciał do niej dotrzeć, to może być trudne. Może gdybyśmy rozmawiali do gazety byłoby inaczej, a kamera w telewizji wywołuje u niej takie emocje i reakcje. Szkoda.

Czyli z Pana strony nie było prowokacji? To miała być zwykła rozmowa jak z każdym politykiem?
Oczywiście, chciałem zwykłej rozmowy. Problem z polskimi politykami polega na tym, że oni bardzo kochają monolog a nie dialog i to się właśnie często tak kończy, że choćbym nie wiem ile pytań zadał i ile razy próbował je powtórzyć, to cały czas słyszę tę samą odpowiedź. Albo wręcz przeciwnie: nie jestem w stanie zadać kolejnego pytania, bo zaproszony gość nie dopuszcza mnie do głosu. To jest problem, że my nie uczymy się w szkole współpracy, wystąpień publicznych, rozmowy... Każdy tylko monologuje i to jest niedobre.

Zastanawiam się czy to jest problem tylko polskich polityków czy ogólnie polityków. A może to nie problem; może robią to celowo, by przeforsować jakieś stanowisko. Pan jest blisko polityków, zastanawiał się Pan kiedyś nad tym, żeby przejść na drugą stronę mocy i spróbować swoich sił w realnej polityce?
Nigdy w życiu. To jest nie dla mnie, nie w tym życiu. Natomiast obserwowanie i opisywanie polityki jest fajne. Bycie w polityce - wydaje mi się, że nie.

Radio Sudety, Telewizja Sudety, Polskie Radio Wrocław, Program Trzeci Polskiego Radia, Radio Zet, TVN 24, program X Factor, magazyn „Dlaczego”, tygodnik „Wprost”. Zdobywca Wiktora 2008 oraz Wiktora 2013, a także MediaTorów 2009 w kategorii Inicjator. Oto Jarosław Kuźniar…
Pan to wszystko z głowy?

Tak z głowy. Mam dobrą pamięć. Mam nadzieję, że niczego nie pominąłem. Jarosław Kuźniar – jeden z najlepszych polskich dziennikarzy. Jakie dałby Pan rady młodym osobom, które dopiero próbują być dziennikarzami i chciałyby pójść Pana drogą?
Otworzyć się, czytać, podróżować i pracować. Współpracując z młodymi ludźmi w różnych miejscach mam taką obserwację, że chcą czegoś natychmiast, najlepiej w postaci jakiejś tabletki, którą połykasz i jesteś już kimś. Nie można tego zrobić bez pracy, bez czytania, bez słuchania, bez oglądania. Trzeba szukać, poznawać opinie. Choćbyśmy się nie zgadzali z gazetami typu „Uważam Rze” czy „Do rzeczy” - musimy je przeczytać, żeby spróbować znaleźć zloty środek. Tymczasem dziś wszyscy próbują iść na skróty i to jest problem, który na krótką metę nie jest widoczny, ale w dłużej perspektywie tak. Dziennikarstwo to jest zawód długodystansowy. Jeżeli ktoś nas wyśle na środek miasta, by porozmawiać z ludźmi, że jest upalnie, a strażacy wystawili krany z wodą – to pewnie sobie z tym poradzimy bez problemu, ale jeżeli zdarzy się coś, gdzie będziemy musieli korzystać z naszej wiedzy i doświadczenia, to wtedy wyjdzie nasza wielkość albo małość. Więc: praca, praca, praca, praca. Ostatnio rozmawiałem z Jerzym Janowiczem, który mówi, że on nie ogląda swoich meczów, bo wie w trakcie meczu co jest dobrze, a co źle. Natomiast telewizja, radio są czymś, co wymaga naszej kontroli. Możemy czekać, aż nasz szef się odezwie, oceni, ale najlepiej, żebyśmy nagrywali i oglądali, słuchali, i sami próbowali się ocenić. Ja miałem problem z ogromnym ślinotokiem, kiedy pracowałem w Radiu Wrocław, a później w Programie Trzecim Polskiego Radia. Obawiałem się, że nie przeczytam zdania do końca, bo na pewno zabraknie mi śliny. To jest kwestia treningu. Nikt mi o tym nie mówił, a ja to słyszałem, kiedy siebie odsłuchiwałem. Taka autokontrola, podglądanie, podsłuchiwanie siebie jest dobre. Zwykle nie robimy tego, bo koledzy powiedzą nam, że jesteśmy narcyzami, a to nie w tym rzecz. Oni tego nie robią, to ich problem, ale powinniśmy się kontrolować.

Czy do pracy dziennikarskiej przydały się Panu studia dziennikarskie? Jest Pan absolwentem Uniwersytety Wrocławskiego na kierunku dziennikarstwo. Czy dziennikarzowi są potrzebne takie studia czy nie?
To zależy od człowieka. Dziennikarz może być na studiach znajdujących się najdalej od dziennikarstwa, ale być świetnym dziennikarzem. Ja musiałem do teorii zdobytej na studiach, dołożyć praktykę, bo jej nie było. Dziennikarstwo bez praktyki nie ma sensu.

Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję.

Wywiad autoryzowany

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Bardzo fajny wywiad :)
Dyskusja " zeszła " na p Pawłowicz . Tej pani należy poświęcić oddzielny art .
Albo ....zrobić z nią wywiad oraz poprosić aby nie był to monolog .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Po pierwsze prosiłbym o nie obrażanie pani poseł Pawłowicz określając ją zwrotami męskimi. Chyba że chce pan powtórzyć naszą dyskusję o panu Bęgowskim.
Moderację proszę interwencję w tej sprawie, gdyż użytkownik stara się w ten sposób ośmieszyć p. Pawłowicz.

Po drugie nie powtarzam stanowiska p. Pawłowicz bo takiego nie znam, po prostu widziałem wywiad który od samego początku był nastawiony na ośmieszenie i prowokacyjny.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 20.07.2013 12:57

Powtarza pan stanowisko posła Pawłowicz. Można je bardzo łatwo odwrócić: profesjonalny poseł reprezentujący podobno najważniejszą partię w sejmie nie powinien krzyczeć podczas wywiadu. To poziom Artura Zawiszy, który zawsze krzyczy na dziennikarzy. Ale on nie jest posłem.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 20.07.2013 12:43

Panie Krzyśku, przypominam, że w porannym paśmie dziennikarz jedynie prowadzi rozmowę, to wydawca zaprasza gościa, a realizatorzy przygotowują gościa do rozmowy. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Łukaszu, może pan postrzega polityków za proroków, mnie do tego poziomu bardzo daleko. Niemniej jednak profesjonalna stacja przez osobę podobno rzetelnego dziennikarza nie powinna prowadzić wywiadów w ten sposób. Zresztą już zostały opisane przymioty tego obiektywnego dziennikarza (o ile można go tak nazwać).

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 20.07.2013 12:24

Panie Bartłomieju, z przygotowaniem rozmowy z p. Pawłowicz wiąże się bardzo ciekawa historia. Sądzę, że gdyby ją pan poznał zmieniłby pan postrzeganie posła Pawłowicz z proroka na dziwaka. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Śmieszne wybrnięcie z pytań o Pawłowicz. Chciał rzetelnego wywiadu bez prowokacji i dlatego wywiad prowadził przez telefon i pytał kilkukrotnie jak zdobyć szacunek Pawłowicz? Żenada. Ale o poziomie tego pana wypowiadał się nie będę bo grozi za to ban.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetny wywiad, brawo! Bardzo fajnie jest go czytać:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.