Facebook Google+ Twitter

Jarski gość

Potrawy jarskie i wegańskie są traktowane w polskiej kuchni nadal nieco po "macoszemu". A przecież wystarczy odpowiednio dobrać, doprawić i mamy pełnowartościowy posiłek.

Soja / Fot. Wikipedia.orgRodzinna impreza, grill u znajomych, przyjęcie weselne... Suto zastawione stoły, "zjedz mięsko, resztę zostaw, ale mięso chociaż zjedz!" - skądś to znamy, prawda? Od dziecka wpajano nam, że mięso to podstawa, że bez niego nie można się najeść, czy też normalnie funkcjonować. Taka nasza polska mentalność- nie jesz mięsa, coś z Tobą nie tak i niszczysz sobie zdrowie.

A jak jest naprawdę? Przestawiłam się na dietę jarską kilka lat temu. Nie, nie jestem wegetarianką, ja po prostu nie jem mięsa. A czy jest w tym jakaś różnica? Owszem, jest. Wegetarianizm to pewna ideologia, a jarosze po prostu nie jedzą mięsa i tyle. Wspomniałam o tym, żeby zaznaczyć, że wiem, o czym piszę. Wiem, że warzywa i owoce, zwłaszcza soja nie ustępują zawartością białka nawet najlepszym i najzdrowszym gatunkom mięsa i są cennym urozmaiceniem naszego tradycyjnego tłustego jedzenia.

Pomyślmy o tym zwłaszcza teraz, kiedy tak doskwiera upał. Pomyślmy o zmianie naszego jadłospisu. Powinniśmy częściej zwracać się ku kuchniom egzotycznym, gdzie potrawy jarskie stanowią często podstawę wyżywienia. Potrawy wegańskie z kolei różnią się od jarskich tylko tym, że nie zawierają jakichkolwiek składników pochodzenia zwierzęcego (jajek, masła, mleka, itp.). Nie bójmy się spróbować zmienić nasz styl odżywiania. Przede wszystkim dla zdrowia. I przełammy stereotypy, chociażby ten, że bez mięsa nie da się syto i zdrowo najeść.

I jeszcze jedno - jako osoba niejedząca mięsa czuję się świetnie. Nie jest trudną sztuką zastąpić witaminy zawarte w produktach mięsnych, zatem schowajmy między bajki frazesy, że taka dieta to niszczenie zdrowia. Aczkolwiek nie sposób nie zauważyć, iż w naszym społeczeństwie istnieje pewna dyskryminacja pod tym względem. Tak, osobiście często jej doświadczam. W restauracjach, pizzeriach, na wszelkiego rodzaju przyjęciach -tam, gdzie nie mam co jeść. Albo w sklepach - rzadko w zwykłym "spożywczaku" osiedlowym można kupić pasztecik sojowy na śniadanie.

Nie zamykajmy się na to, co nowe, inne. Eksperymentujmy w kuchni, nie musimy przecież rezygnować ze swoich przyzwyczajeń kulinarnych, wystarczy zrobić sobie chociaż raz w tygodniu dzień kuchni jarskiej, innym razem wegańskiej, włoskiej... Wybór jest duży. I gdy zapraszamy do siebie gości, weźmy pod uwagę ich preferencje i uszanujmy je. Jarski gość też ma prawo coś jeść, nie doprowadzajmy go do rozpaczy przy stole.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.