Facebook Google+ Twitter

Jaworzno. Kierowcy karetek stracili pracę

Dyrektor Szpitala w Jaworznie zwolnił kierowców karetek reanimacyjnych. - Ustawa przewidywała, że kierowcy muszą podnieść swoje kwalifikacje, a nie zrobili tego - mówi serwisowi Wiadomosci24.pl Józef Kurek, dyrektor szpitala.

 / Fot. Dawid SerafinJaworznicki szpital zwolni wszystkich pięciu kierowców karetek reanimacyjnych. Troje z nich już otrzymało zwolnienia. - Proszę się nie doszukiwać tylko negatywnych skutków takiej decyzji. Proszę postarać się obiektywnie ocenić sytuację, nie ulegając emocjom - tłumaczy Józef Kurek. Wszyscy zwolnieni kierowcy w myśl ustawy o ratownictwie medycznym z 2006 roku musieli podnieść swoje kwalifikacje. - Kierowcy, którzy otrzymali wypowiedzenia, nie posiadają uprawnień koniecznych do wykonywania medycznych czynności ratunkowych - wyjaśnia Józef Kurek.

Jak można przeczytać w oficjalnym stanowisku szpitala, dyrekcja kilkakrotnie w specjalnych pismach przypominała kierowcom, że mają podnieść swoje kwalifikacje dające uprawnienia ratownika medycznego. Kierowcy jednak nie podjęli odpowiednich kroków w tym kierunku. - Najbardziej przykre jest to, że części z nas zostało już naprawdę niewiele do emerytury. Jeździliśmy tutaj od kilkunastu lat, mamy doświadczenie tylko jako kierowcy, a gdzie teraz znajdziemy pracę w tym wieku? - pyta jeden z kierowców na łamach lokalnego tygodnika.

Informacja o zwolnieniu kierowców karetek reanimacyjnych podzieliła także opinię publiczną. - Mało wiecie o ich pracy. Pracowali tu kilkanaście lat i są z Jaworzna. Doskonale znają topografię miasta, odnajdują takie adresy, o których wiedzą tylko tubylcy. Każdy członek zespołu ratowniczego ma określone zadanie, dzięki temu akcja przebiega szybko i sprawnie. Ci ludzie często mieli szkolenia, potrafią obsługiwać sprzęt znajdujący się w przedziale medycznym karetki - pisze na stronie Jaworznianin.pl internauta Seti. Zupełnie inne zdanie na ten temat ma internauta podpisujący się Heniu. - O tym, że kierowcy mieli podnosić kwalifikacje wiedzieli od dawna, nie chcieli zrobić kursów ich problem; można powiedzieć sami się zwolnili - pisze.  / Fot. Dawid Serafin

- Decyzja o zastąpieniu personelu niewykwalifikowanego, personelem wykwalifikowanym, w tym konkretnym przypadku ratownikami medycznymi, jest decyzją służącą przede wszystkim dobru i bezpieczeństwu pacjenta. Ratownik medyczny to pełnoprawny członek zespołu ratownictwa, mogący podejmować medyczne czynności ratunkowe. Kierowca - niestety nie. Tak więc zespół 3-osobowy (lekarz, pielęgniarka i ratownik medyczny - przyp.red.) spełnia te same kryteria co 4-osobowy (lekarz, pielęgniarka, ratownik medyczny i kierowca - przyp.red.) - podsumowuje Józef Kurek.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

art
  • art
  • 03.10.2010 09:41

Co Ty Mirek gadasz ,że kierowca robił sam czyli co robił ??????? bo do dziś nic nie umieją.

Komentarz został ukrytyrozwiń

W szkołach policealnych o kierunku ratownictwo medyczne pełno jest kierowców pogotowia ratunkowego. Mają doświadczenie, praktykę - tzn, dużo lżej od osób, które zaczynają na nowo przygodę z ratownictwem. Moje zdanie jest takie - sami sobie winni, chodziłem do szkoły o tym profilu, także z osobami o wiele lat starszymi ode mnie - na naukę nigdy nie jest za późno.

Komentarz został ukrytyrozwiń

U nas w Łosicach , kiedyś znany i ceniony weterynarz stracił pracę ,by mieć z czego żyć zatrudnił się jako kierowca na pogotowiu.Ma pan rację panie Krzysztofie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Utrata pracy jest niewątpliwie dramatem życiowym. Jednakże postawa kierowców jest zadziwiająca, by nie powiedzieć: nieodpowiedzialna. Takie są teraz czasy, że wszyscy musimy sie dokształcać i podnosić kwalifikacje, bez wzgledu na to, ile lat mamy do emerytury. Panowie kierowcy o tym wiedzieli (tym bardziej, iż zobowiązywała ich do tego ustawa, a nie widzimisię dyrektora), więc mogą mieć żal do samych siebie...Za artykuł 5.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Byłem kierowcą w pogotowiu ratunkowym w latach 70/80 i wszystko było ok. Kierowca z załogą, był od noszenia chorych, czy na noszach,czy na krześle. Kierowca jak jechał sam i trafił na wypadek, albo zasłabnięcie, wszystko robił sam i to bez żadnego papierka, że jest ratownikiem drogowym. Mam już 53 lata, ale pasja ratownicza zostaje we krwi do końca życia, dla kierowcy, sanitariusza, czy lekarza nie ma dyżuru. To jest odruch bezwarunkowy, dyżur trwa 24 godziny na dobę. Już od 25 lat nie pracuję w pogotowiu, ale sąsiedzi wiedzą gdzie przyjść w razie potrzeby. SZACUN dla kierowców, ratowników i lekarzy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.