Facebook Google+ Twitter

Jeden dzień na przedporodówce...

Szpital jak szpital. Bure ściany, niewygodne łóżka, a pod moją pościelą spał wcześniej pewnie jakiś trup. Telewizor na pieniądze, lekarze nie do końca "obcykani" w swoim fachu. Ale cóż, gdzieś trzeba rodzić.

Pobyt na polskich porodówkach to koszmarne przeżycie dla przyszłych mam. / Fot. Grzegorz Mehring/Dziennik BałtyckiPierwszy dzień w szpitalu. Zgłosiłam się 3 maja, bo tak wyliczono mi termin rozwiązania. Pierwsze pytanie jakie padło, zanim położna w ogóle stwierdziła, że może mnie przyjąć:
- Ile pani ma lat? Pierwsze dziecko? Skąd pani jest? Pani od razu na porodówkę? No cóż, gdybym już przyszła bez wód, to bym mogła na korytarzu w szpitalu urodzić. Zawsze zdążyliby mi pępowinę odciąć.

W końcu stwierdzili, że ostatecznie mogą mnie przyjąć do szpitala. I nawet mnie przebadają. Kolejna seria pytań: kto jest ojcem, gdzie pani mieszka, jakie jest pani życie seksualne. Po "przesłuchaniu" pojawił się lekarz. Młody praktykant. Stwierdził, że jeszcze nie będę rodzić, ale jak przyszłam, to mogę poleżeć. Próbował mi nawet zrobić USG, ale po pół godzinnej próbie zrezygnował – stwierdził, że badanie zrobi mi ktoś bardziej doświadczony... następnego dnia.

W szpitalnej sali znajduje się kartka z napisem:
Personel szpitala nie jest zobowiązany do noszenia bagażu pacjentek! Spakuj więc mało rzeczy, bo jak przyjdziesz do szpitala z bólami to i tak sama sobie musisz nosić bagaże!

Leżałam w szpitalu ponad 10 dni. Przepełniona lękiem, że z moim dzieckiem może się coś stać, skoro jeszcze się nie rodzi, a lekarze tylko straszą mnie zielonymi wodami. Gdy podłączyli kroplówkę i okazało się, że mój organizm na nią nie zareagował, zaczęli się zastanawiać czy mam dobrze wyliczony termin.

Przyszedł do mnie lekarz, który sam wyliczał mi termin USG i zapytał:
- Co za idiota pani termin USG wyliczył na 3 maja??
Nie wiedziałam jak mu to powiedzieć, wycedziłam więc:
- No pan!
Jego miny nie da się opisać. Nowy termin wyliczył na 24 maja. Siedzę dalej w domu i oczekuję na dzidzię... A tak, siedziałabym w szpitalu i słuchała, jak kobiety za ścianą zdzierają gardła podczas rodzenia.

Pościeli nie raczyli mi zmienić podczas całego pobytu w szpitalu. Pomyślałam sobie, że pewnie jakiś truposz już pod nią spał. Wyprali pościel tylko i rzucili na przedporodówkę. Badania robili dopiero jak prosiłam. A podczas badań słyszałam tylko: choć pan panie doktorze jeszcze pan nie doświadczony jest to musi się pan napatrzeć!

Pracownikom sprzątającym szpital nawet nie chce się zgłosić położnym, że jakaś tam kobieta na sali zaczęła rodzić i odeszły jej wody. Potrafią tylko powiedzieć to niech sobie idzie na salę porodową!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

cyt. "A myślisz ze w innym szpitalu jest dużo lepiej ? Myślę ze dużej różnicy nie ma .. "

Owszem jest różnica. Niedawno urodziłam córeczkę i na kilkadziesiąt osób, jakie spotkałam w szpitalu (oczywiście mówię o personelu), tylko jeden lekarz był kompletnym imbecylem pozbawionym ludzkich uczuć (delikatnie mówiąc)... na warunki też nie narzekam, nic nie płaciłam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

aż nie chce się wierzyć, że w Polsce są jeszcze miejsca, gdzie kobiety muszą rodzić w takich warunkach...oby takich szpitali było jak najmniej!

Komentarz został ukrytyrozwiń

A myślisz ze w innym szpitalu jest dużo lepiej ? Myślę ze dużej różnicy nie ma ..

Komentarz został ukrytyrozwiń

Saro, czy nie możesz urodzić w innym szpitalu?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Heheee.. W mieście którym mieszkam po co reklamować szpital jeszcze by sie wszyscy z okolic zjechali do tego szpitala i bym nie miała gdzie rodzić a muszę tam wrócić!! Obawiam się ze niedługo już tam znów wrócę ale tylko na trzy dni i wrócę z dzidzią!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Saro! gdzie Ty ten koszmar znalazłaś?! Dlaczego nie nazywasz po imieniu tej "placówki służby zdrowia"?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Smutne. Moje dzieci przyszly na swiat w Poznaniu na Polnej. Corka 10 lat temyu Syn rok temu. Bylem przy obydwu narodzinach. Syn rodzil sie praktycznie w krolewskich warunkach. Opieka rewelacyjna. Sala oczywiscie pojedyncza. Specjalny fotel dla mnie. Osobna lazienka. (zeby nie bylo watpliwosci - zlotowki nikomu za ten porod nie zaplacilismy) Corka rodzila sie w gorszych warunkach (nie bylo nowej czesci szpitala jeszcze) ale opieka i sam porod tez byl rewelacyjny. Widac. mozna. Tylko trzeba chciec.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 18.05.2007 21:46

(+) eh, przykre to wszystko. Ale Matka Polka musi rodzi, bo mało dzieci mamy w kraju.
A jak jej się warunki w szitalu nie podobają, to niech sobie inne stworzy, albo zapłaci za poród w prywatnej klinice. Godne warunki opieki zdrowotnej,,, Czy ktoś w tym kraju o tym słyszał? Może zamiast budować kolejne sanktuarium Maryjne, porodówki remontować? Matka Boska nie obraziłaby się przecież... Oj, dawno mnie tak nie wkurzył temat artykułu! Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Trzymam kciuki aby następny termin był ok.
Test mocny. Jak klaps w pupę noworodka... :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.