Facebook Google+ Twitter

Jeden dzień z życia miasta?

Dajmy „wybrańcom” kije bejsbolowe i oczekujmy wyniku politycznej debaty. A kiedy popłynie z komina nowego sejmu "biały dymek" wypuścimy kłótliwych polityków.

Pod Pałałacem Kultury i Nauki. | Fot. AKPA. Moje miasto. Staje się mi coraz bardziej odległe. Wraz z postępującym wiekiem rośnie we mnie niechęć do dużej aglomeracji. Hałas, wieczny ruch... Niechęć ludzi, anonimowość... Marzy mi się cichy zakątek w lesie. Wiejska chata, w której ja, kilkoro najbliższych, poezja, muzyka... I najważniejszy z obowiązków – bycie sobą. Jakże marzy mi się spalenia kalendarza upstrzonego notatkami: 10.00 – spotkanie, 11.00 – bank, 12.00 – narada, 13.00 – konferencja... A na miejsce tego znienawidzonego kalendarza malutki terminarz: sierpień – sprawdzić czy zakwitł wrzos, wrzesień – nazbierać jabłek, październik – narąbać drewna na zimę!
Może kiedyś... Zbliża się sobota – sądny dzień dla mojego miasta. Trzy manifestacje! Jakiś parade marsch, parteitag... Spokojnie nie będzie. Bezpiecznie też. Miło nie będzie. Jeżeli do tego dodać przemarsz ulicami miasta tłumu kibiców piłkarskich – to uzyskamy pełny obraz! Obraz smutny, niczym z wyobraźni Kietelsena. Szary, brunatny, budzący grozę. W sobotę polityka przenosi się na ulicę. Dwie największe partie polityczne, które nie potrafią się porozumieć w gabinetach, zamierzają sparaliżować moje miasto. Nie pierwszy to raz życie w Warszawie stanie się nie do zniesienia. Miasto nieustannie przemierzają rządowe lub prezydenckie kolumny samochodów, skutecznie paraliżując ruch. Pojawiają się zagraniczne delegacje, które już wcześniej nieprzejezdne ulice, czynią pułapkami. Co kilka dni miasto „nawiedzają” hordy kochających inaczej i tych, którzy ich nie kochają. Górnicy, hutnicy i stoczniowcy demolują okolice Sejmu i Urzędu Rady Ministrów. Rolnicy wysypują zboże i wylewają gnojówkę (co, jak mi się wydawało jest domeną polityków!). Strajkują pielęgniarki. A gdy kończą swój protest na ulicę wylegają łysiejący. A za nimi masoni pospołu z cyklistami. Później szansonistki i chórzystki. I młodzież, która nie rozumie pedagogicznych idei Wielkiego Polityka. Ech, uciec na wieś! Wykopać wielki dół, do którego wrzucić radio, telewizor, gazety i komputer.
Choć, niby dlaczego? Czemu to ja mam uciekać przed nieudacznictwem polityków? Zacznę chyba organizować ogólnokrajową zbiórkę na rzecz budowy nowej stolicy. Wybudujmy polską Brasilię. Przenieśmy tam Sejm, URM, LPR, PO, PiS, SLD, Samoobronę, PSL itd. Postawmy wokół rządowego miasta wysoki mur. Dajmy „wybrańcom” kije bejsbolowe i oczekujmy wyniku politycznej debaty. A kiedy popłynie z komina nowego sejmu "biały dymek" wypuścimy kłótliwych polityków. A Warszawa w tym czasie stanie się miastem jego mieszkańców.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

tak, mnie ciągnie do dużego miasta, ale pod skórą czuję że jak dojrzeję to będę mykać w jakieś zacisze. Też mi się nie podoba co robią z warszawą, szczególnie jeżeli ma to w podtekscie jakies agresywne działania. Az się boję tej kontrmanifestacji LPR przeciw PO. Mnie w stolicy teraz nie będzie, ale nie jest to pierwsza taka ani ostatnia deminstracja, na któej prawie na bank będą jakieś rozruby. Ja bym może nie była za budowa nowej stolicy, ale na pewno za budową wiekszej ilośc na prawdę duzych miast. Tylko tak mówić: zbudować, a tak na prawdę to miasto nie tylko budynki, ale i ludzie tworzą. Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 05.10.2006 22:06

Mieszkam na "podwarszawskim" Tarchominie, gdzie jest kilkaset metrów do Wisły, kilometry ścieżek rowerowych, internet i wszystkie dostępne w cywilizacji media. Ograniczyłem oglądanie TV do 1 kanału , a słucham przede wszystkim radia, też tylko 1 program. W ten sposób pozbawiłem się możliwości uczestniczenia w teleturniejach, wiadomościach, kropkach czy w fascynującej debacie Morozowskich, Kurskich i im podobnych dziennikarzy. Co za dużo to niezdrowo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mistrzu, nam się śni "sen o Warszawie..."

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo dobry tekst gratuluję

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dobry, wyważony tekst. Życie na prowincji ma swoje uroki. Nieraz wracając z Warszawy z ulgą witałem napis "Wrocław Główny". Nie ma też co kryć, panie Andrzeju, że jesteśmy mieszczuchami i w tej ciszy wiejskiej idylli może zabrakłoby nam kiedyś ruchu, hałasu, ciągłego dziania się, atrakcji, kina, metra, PeKiNu, księgarń z nowościami, sklepów muzycznych, koncertów, imprez kulturalnych, uczelni, a nawet widoku znanych osób na ulicy. Dlatego dobrze mieć swój azyl gdzieś w domku za miastem, a żyjąc w mieście stworzyć sobie azyl w domu. Dobrze zacząć od pozbycia się telewizora...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.