Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

18229 miejsce

Jeden krok do przodu, jeden metr bliżej

Za każdym razem, gdy słyszę dźwięk tramwajowego dzwonka, patrzę, czy właśnie ktoś nie wpada pod paszczę metalowej bestii.

Nikt nie ma szans z rozpędzonym tramwajem. / Fot. Robert Danieluk Zegarek pokazuje o kilka minut za późno, jak co dzień. Trzeba biec. Pasażer przeciska się między innymi, biegnie, mija pasy, krzaki, ławki - jak by chciał oderwać się od ziemi. Czerwone światło. Czerwony ludzik, wyprostowany, zieje rozkazem, grozi palcem. Tramwaj podjeżdża na przystanek. Nieważne, że pasażerowi pasuje każdy jeden tramwaj, najważniejszy by już w nim być. Rozgląda się w lewo, w prawo. Przebiega i ostatkiem sił wciska nogę, rękę, teczkę, torbę, plecak do wagonu. Udało się! Ufff... wzdycha pasażer. Kilka minut udało się zyskać. Spocony trzyma się rurki, zwyciężył. Cały świat jest jego.

Pasażerska codzienność

Następnego dnia to samo. Zegarek jak by się śmiał, nakazuje znowu biec. Pasażer znowu mija tych szarych ludzi, te brudne ławki, zaspane miasto. Znowu czerwone! Czy los nie jest miły dla pasażera? Czy chce mu znowu dać po łapkach? Gdzie tam! Pasażer widzi tylko tramwaj, otwarte drzwi i chęć zaoszczędzenie paru minut (trzy, może cztery). Jeden krok do przodu, jeden metr bliżej. Ku zdziwieniu pasażera, zapada cisza. Drzwi wagonu jakby się oddalały, wszystko spowalnia. Zapada nieznana mu wcześniej ciemność. Jest mu chyba ciepło. Chyba, bo wszystko staje się nowe.

Jakieś krzyki, ludzie zasłaniają oczy. Świat się zatrzymał. Tramwaj też. Nasz pasażer także. Tramwaj uciął mu nogę, przejechał po jego spóźnionej głowie. Nie ma go już. Pojawiają się odpowiednie służby. Cały ruch tramwajowy staje. Motorniczy wypala kolejnego papierosa - On już skończył pracę na dziś. Jeden spóźniony pasażer, dał mu czas na rozmyślenia do końca życia. Zbierają go do czarnego worka. Gdzieś w prasie napiszą o nieznanym 35-letnim pasażerze, umieszczą zdjęcie z telefonu komórkowego. Ktoś będzie miał o czym mówić w pracy, napisać na Gadu-Gadu.

Pośpiech to pierwszy krok do tragedii / Fot. Robert DanielukTakich historyjek mógłbym wymyślać dziennie tuzin. Kiedy patrzę na zachowania typowych warszawskich (czy to jednak różnica jakich?) pasażerów, łapię się za głowę. Tramwaj rusza, Oni muszą szybko przebiec. Inni wybiegają, a w ostatniej chwili motorniczy dociska pedał hamulca, wszystko w środku jak ziemniaki zmienia swoją pozycję. Przekleństwa, nerwy i jedno życie zagrożone. Niestety dziś każdy musi się spieszyć. Trzy czy cztery minuty to jak godzina. Nie można ich/jej stracić. Trzeba walczyć.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Z drugiej strony to po co są te ogłupiające wszystkich przyciski przy sygnalizatorach?

Ja rozumiem, na przejściu gdzie nie ma skrzyżowania... Ale tam gdzie samochody i tak muszą czekać na czerwonym, i tylko wtedy może się zielone dla pieszych zapalić to dlaczego nie pali się ono zawsze wtedy gdy może?

A z drugiej strony, to czy ktoś się zastanawia na ile zielone światło 'zabezpiecza' nas przed wypadkiem? Statystyki policyjne (dostępne na stronie http://www.policja.pl/portal/pol/71/Statystyki.html) wyraźnie wskazują na zdecydowana przewagę winy kierowców. W 2007 roku 38434 wypadki spowodowali kierowcy, a 'tylko' 6912 piesi... Z winy kierowców było też cztery razy więcej zabitych!
Jak to się ma do świateł? Otóż spośród 137 zabitych na przejściach dla pieszych w 2007 roku tylko 3 spowodowane były przechodzeniem na czerwonym świetle! W Londynie już dawno zauważono, że przechodzący na czerwonym świetle dokładniej się rozglądają i rzadziej ulega wypadkom...
Jak łatwo

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo ważny temat.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niestety to prawda, głupota i nieuwaga niektórych pieszych nie znają granic. I to nie tylko w przypadku tramwajów, ale też nawet na zwykłych przejściach dla pieszych. Ruchliwa, dwupasmowa ulica w Poznaniu, czerwone dla pieszych, a tuż obok mnie zatrzymuje się kobieta i wchodzi na krawędź jezdni, bo nie może zaczekać na zielone o dwa kroki dalej, na chodniku. Częsty obrazek.

Komentarz został ukrytyrozwiń

świetny tekst

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ sama często tak robię i teraz mi wstyd. Ważna sprawa, dobrze napisane, świetne zdjęcia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo dobry i potrzebny tekst. faktycznie, dla nas to 2 minuty, a może oznaczać koniec. jak to ktoś mówił - lepiej 10 minut później niż 50 lat za wcześnie. plus za typowe dla Ciebie świetne zdjęcia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.