Facebook Google+ Twitter

Jędruś, ran swoich nie godzien żeś pokazywać

Dlaczego 20 lat po wojnie potrafiliśmy – pamiętając całe jej okrucieństwo - zwrócić się z apelem pojednania do Niemców, a nie możemy takiego symbolicznego gestu uczynić wobec siebie choćby teraz – ponad ćwierć wieku od stanu wojennego?

W roku 1965 nasi kościelni hierarchowie zwrócili się do biskupów niemieckich ze słynnym apelem, w którym padły słowa: przebaczamy i prosimy o przebaczenie. Byłem wtedy małym chłopcem i nie pamiętam tego wydarzenia, ale z późniejszych nieco lat zdążyłem zapamiętać nagonkę oficjalnej propagandy: że tak nie można, że to działanie szkodliwe dla narodu, że to wspieranie imperialistycznych odwetowców, że nigdy nie przebaczymy itd. Minęło jednak trochę lat i tamte słowa biskupów zaczęły być stawiane jako przykład mądrego, perspektywicznego myślenia, ważnego gestu, który przyczynił się do zbliżenia obu narodów. Dziś nikt już nie potępia autorów apelu, przeciwnie - wspominamy to wydarzenie jako śmiały i odważny akt mający ułatwić normalizację polsko – niemieckich stosunków, początek procesu pojednania i ucieczkę do przodu we wzajemnych kontaktach.

Kiedy wybaczymy sobie?


Czasem zastanawia mnie jednak dlaczego tak u nas jest, że 20 lat po wojnie potrafiliśmy – pamiętając całe jej okrucieństwo - zwrócić się z apelem pojednania do Niemców, a wciąż nie możemy takiego symbolicznego gestu dotyczącego przeszłości uczynić wobec siebie choćby teraz - ponad ćwierć wieku od stanu wojennego i prawie 20 lat od Okrągłego Stołu? A przecież w roku 1989 nie podpisywano żadnej bezwarunkowej kapitulacji, lecz porozumienie, które otwarło drogę do pełnej demokracji (tyle muszą przyznać nawet krytycy porozumienia). Ile czasu musi więc jeszcze upłynąć byśmy "przebaczamy" powiedzieli także wobec siebie? I podkreślam – nie chodzi o zapomnienie, ale o wybaczenie. Takie, które pozwoli wreszcie wrzucić „całą naprzód” i budować wspólną przyszłość także z tymi, z którymi wcześniej nie było się po jednej stronie politycznej barykady. To pytanie nasuwa mi się szczególnie w okresach politycznej gorączki, a takim stanem jest na pewno kampania wyborcza. Nie zdradzam swoich sympatii politycznych (nie utożsamiam ich zresztą z żadną partią), nie wymieniam ugrupowań ani nazwisk. Należę po prostu do grona tych, których mierzi nieustający serial rozliczeniowo - lustracyjny: odkrywania agentów, współpracowników, sygnatariuszy lojalek… Choćby w kontekście tamtego apelu rodzi się pytanie: czy 26 lat po stanie wojennym najważniejszą kwestią wciąż pozostaje kto gdzie wtedy stał? Najważniejszą sprawą dla bieżącej polityki, bo historia powinna to oczywiście zapamiętać.

Tania odwaga


Pewnie narażę się wielu osobom, ale żeby nie fałszować historii radzę jednak pamiętać, że zdecydowana większość społeczeństwa zupełnie biernie przyjmowała wydarzenia "tamtych lat". Owszem, ludzie często narzekali na ustrój, ale zazwyczaj przy takich okazjach jak imieniny u cioci, a tyle było można (przynajmniej w czasach, które pamiętam – od późnego Gomułki). Od nich nikt niczego nie wymagał, niczego nie proponował, nie stosował szantażu... Szeregi męczenników gwałtownie wzrosły, kiedy odwaga była już tania. Tak naprawdę jednak ludzie czynnie zaangażowani w opozycję stanowili przecież niewielki ułamek społeczeństwa. Tym większy należy się im szacunek, ale teraz to właśnie od nich wymaga się świadectwa moralności, niewinności, udowadniania, że nie byli zdrajcami czy – użyję oklepanego zwrotu – nie są wielbłądami. Zresztą, co by było gdyby uwierzyć we wszystkie informacje o agentach? Wniosek musiałby być jeden: to właśnie oni (agenci) obalili tamten ustrój, który wcześniej stworzyli. Czy można wymyślić coś bardziej paradoksalnego? Znamienne jest także to, że wśród zajadłych rozdrapywaczy historycznych ran jest wielu takich, którzy „tamten czas” też przesiedzieli jak myszy po miotłą. Oni nie wiedzą, w jakich okolicznościach podawano do podpisu lojalki (bo nikt od nich tego nie oczekiwał), nie wiedzą jak wyglądały rozmowy z funkcjonariuszami (bo funkcjonariusze się nimi nie interesowali). Z innych powodów swój zapał mogliby powstrzymać też ci, którzy bawili się jeszcze w przedszkolach, kiedy kończył się PRL. Wszyscy powinni bowiem rozumieć, że nie każdy musi wykazać się heroizmem, że rzeczą ludzką jest chwila słabości, że można dać się zwieść ideologii w szukaniu zrozumienia świata czy lepszej rzeczywistości. Każdy powinien mieć też szansę na rehabilitację. To przecież prawna i religijna zasada. Sądzę, że ta ostatnia powinna być szczególnie ważna w tak religijnym kraju, jak nasz właśnie. Wydaje się jednak, że to wszystko nie tyczy relacji Polak – Polak. Wybaczyć sobie? Nigdy! – pobrzmiewa echo sprzed czterdziestu lat. Owszem, jeśli ktoś wiele temu odsiedział wyrok za kradzież, znęcanie się nad rodziną czy próbę gwałtu, to teraz (jeśli nie powrócił na drogę przestępstwa) formalnie jest czysty jak łza. Ale jeśli ktoś okazał słabość wobec tamtej rzeczywistości? Nie, tutaj nie ma szans na zatarcie win.

Trudno być współczesnym Kmicicem


Ciekawe jakie szanse na rehabilitację miałby w dzisiejszych czasach bohater „Potopu”. Myślę, że miał szczęście, iż żył (umówmy się, że był postacią tak prawdziwą, jaką opisał go Sienkiewicz) w XVII wieku i w I Rzeczpospolitej. Na początku wieku XXI, kiedy Najjaśniejsza nosi przydomek „czwarta” byłoby mu o wiele trudniej. Towarzyszka życia Andrzeja Kmicica (wierna rozliczeniowo - lustracyjnej ideologii) nie powiedziałaby: Jędruś, ran twoich nie godnam całować... Nie, nie, bo teraz nie wybacza się tak prosto bycia po "tamtej" stronie. Kmicic mógłby więc usłyszeć: Jędruś, ran swoich nie godzien żeś pokazywać... I to samo tyczy wielu współczesnych, bardzo zasłużonych ludzi o „kmicicowskich” biografiach. Czasy jednak bardziej okrutne niż „potopowe” , więc ich rany nie upoważniają do rehabilitacji. Może właśnie na tym polega to polskie piekło? Czy damy radę zamienić je chociaż w czyściec?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Nie kultywuje sie w srod naszego spoleczenstwa przeslania o przebaczaniu.
Z ambon i radia tryska jadem.Czy jako Narod mamy sie nawzajem zniszczyc?
Mile jest widziane jak czlowiek przeciw czlowiekowi czyni zlo,obarczajac go prawdziwymi lub wyssanymi z
palca winami.
Nalezy jednak o tym pamietac ze Polska Ludowa jako panstwo byla uznana przez kraje o innych systemach
ustrojowych,wiec nie mozna obarczac zwyklego zjadacza chleba ze pracowal w roznych dziedzinach gospodarki narodowej,administracji,milicji,sadach itd.
Nikt nie myslal o tym ze ta Polska Ludowa za pol wieku sie rozleci.
A prawo bylo takie jakie bylo.
Nalezalo go przestrzegac a powolane organy musialy go egzekwowac.
Spoleczenstwo tamtej Polski ,ludzie pracy,inteligencja pracowali w tym systemie dla dobra tego kraju
i swoich rodzin.
Potomkowie tych rodzin,ktorzy nie maja zielonego pojecia o realiach tamtych czasow,teraz oczernieja
mieszaja z blotem tamten okres,nie baczac na to ze w tym gronie znajduja sie tez i jego bliscy.
Nalezy tylko stwierdzic ze nie wszscy byli katami i nie wszystkim splywala krew z rak
jak niektorzy przedstawiaja mlodzierzy tamten okres.
Nie nalezy zaklamywac historii,gdyz nic dobrego z tego nie wyniknie.
Winnych nalezalo ukarac surowa,jak byla duza waga jego przewinienia lub zbrodni.

Powinno sie skonczyc z prawie w nieskonczonosc ciagnace sie rozdzieranie szat i lament.
IV RP, Ks.Rydzyk i inni doprowadzili do tego ze spleczenstwo przyjelo zasade
HOMO HOMINI LUPUS.
I tu nalezy wyrazic ten problem prosto ,mamy w tym temacie przechlapane.Nieuleczlna choroba
Polakow.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Z ostatnią wypowiedzią Pana się zgodzę. Jednak poprzednia /... mierzi nieustający serial rozliczeniowo - lustracyjny: odkrywania agentów, .../ to propozycja "grubej kreski". Trzeba ich ujawnić, a dopiero potem przebaczyć. Oni teraz, o dziwo w odpowiednim czasie /wydaje się dla potrzeb panujących/ ujawniają szkalujące lub prawdziwe fakty. Sami pozostają w cieniu i prawdopodobnie mają z tego korzyści. Nie można agentów równać z poszkodowanymi! A rozliczyć ich pewno się nie uda. Są cenni dla intryg i mają dużo obrońców. I z tym się nie mogę zgodzić i trudno mi będzie im wybaczyć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Sądzę, że jednak nie zrozumieliśmy się z Kerujem. Ja nie bronię oprawców. Każdy, kto popełnił przestępstwo powinien być osądzony zgodnie z obowiązującym prawem. Nie podoba mi coś innego – atmosfera moralnego nieprzejednania wobec osób, które dawno temu zostały uwikłane, bądź same się uwikłały w tamte układy, a swoją życiową postawą przez następne lata zasłużyli na szacunek. Czy czterdzieści lat uczciwego życia, czy kilka lat więzienia za poglądy, przetrącone życiorysy nie zamazują dawnych win? Ja bronię właśnie ofiar, takich co którymś momencie zbłądzili (często z ideowego wyboru) a później zrobili dużo, żeby zmienić nie tylko siebie, ale i tamtą rzeczywistość. To miałem na myśli pisząc o „Kmicicowskich biografiach”. A tymczasem pod pręgierzem stawia się ludzi o takich życiorysach właśnie, wywlekając z archiwów prawdziwe, bądź stworzone przez kogoś kwity. I stąd paradoksalny wniosek, że to agenci obalili tamten ustrój. I to jest polskie piekło.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wybaczyć! Tak trzeba wybaczyć. A, że trudno to przychodzi, to nie ma się co dziwić. Dziwię się Panu, że nie widzi Pan przyczyny. A może nie chce Pan tego widzieć. Jeśli oprawca z tamtego czasu ma się dobrze. Pobiera zasłużenie za dobrze ówcześnie wykonywaną pracę wysoką emeryturę i w oczy śmieje się swojej ofierze. A ponadto, ta katowana za tamtych czasów osoba pobiera śmiesznie niską emeryturę. To wybaczyć będzie trudno. A gdzie skrucha i postanowienie poprawy? Przecież jest to zachętą do dalszego takiego postępowania, jeśli nadarzy się okazja. Rehabilitacja tak, ale dla tych co zrozumieją, że źle postępowali i będą potępiać siebie za swoje czyny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję za życzliwe słowa. Jak przeciwstawiać się nienawiści? To trudne, ale zacząć chyba od tego, żeby nie dopuszczać jej do siebie. Może okaże się, że to zaraźliwy proces?

Komentarz został ukrytyrozwiń

...to o religijnej zasadzie byloby prawdziwe, gdyby w naszym kraju zasad pseudo religijnych nie wygłaszał pseudo chrzescijanin Rydzyk.
Co do odwagi - oczywiscie, że "bohaterów" przybywa z biegiem lat. Niczego juz nie ryzykują, a zyciorysy...papier cierpliwy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo mądry tekst. Tylko jak tu szacunek i logiczne argumenty przeciwstawiać zwykłej nienawiści?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.