
Wszystko zaczęło się od wydanej w 2007 roku książki Elizabeth Gilbert, „Eat, Pray and Love”. Dosyć banalna historia, opisująca losy 40 letniej kobiety po przejściach, postanawiającej odbyć podróż życia, w celu odmienienia życia, stała się bestsellerem najpierw za oceanem, a później w Europie a w konsekwencji na świecie.
Na polskie półki trafiła pod łatwym do przewidzenia tytułem, "Jedz, módl się i kochaj". Nie wnikając w treść książki, ani tym bardziej nie bawiąc się w jej recenzowanie, uznać należy fakt, iż stała się ona wręcz pozycją kultową.
"Biznes is Biznes", jak mawiają Amerykanie, więc co było łatwe do przewidzenia, Hollywood szybko upomniał się o ekranizację. W następstwie tego, już w tym roku do kin wchodzi adaptacja powieści z Julią Roberts, w roli głównej. Dla tych którzy książkę czytali, nie odkryję Ameryki, a nie wtajemniczonym nie zepsuję przyjemności oglądania filmu, jeśli powiem że 1/3 fabuły książki dzieje się, a filmu była kręcona, na Bali.
Ta indonezyjska rajska wyspa, której renoma ucierpiała co nie co, po krwawych zamachach terrorystycznych 8 lat temu, odzyskuje z sezonu na sezon, swoja pozycje na mapie turystycznej świata.
"Eat, Pray and Love", wszedł do kin w USA już w połowie sierpnia, jednak na europejską oraz polską premierę musimy poczekać do 1-go października. Krytycy byli bardzo podzieleni w swoich ocenach tej superprodukcji. Pewnym jednak jest, iż bez względu na to jaka cenzurkę publiczność wystawi Juli R, Bali już zyskało na Hollywoodzkim obrazie.