Facebook Google+ Twitter

Jedzie pociąg z Włoszczowej

Espress, który się zatrzymuje od niedawna we Włoszczowej mnie nie śmieszy. Ma wszelkie szanse, aby zostać symbolem zaniedbań III RP wobec wsi i prowincji!

Ekspres, który na drodze do Warszawy zatrzymuje się we Włoszczowej z powodu nacisków, jakie czołowi politycy PiS wywierali na PKP, stał się przedmiotem kpin sporej części mediów. Nawet opanowana przez koalicję TVP stroiła z niego żarty. Pociąg, który na drodze od jednego wielkiego miasta do drugiego, zatrzymuje się w małym, prowincjonalnym miasteczku, aby zabrać stamtąd pasażerów, którzy chcą się dostać do miasta, ma jednak duże szanse stać się symbolem rządów PiS, LPR i Samoobronny – ale nie dlatego, że jest taki śmieszny, tylko dlatego, że za nim kryją się elementy greckiej tragedii. Może on się bowiem stać symbolem niewykorzystanych szans III Rzeczypospolitej.


Może z perspektywy warszawskich dziennikarzy, intelektualistów, inteligentów i powoli rodzącej się klasy mieszczan śmiesznie jest to, że ekspress teraz zatrzymuje się „w takiej dziurze jak Włoszczowa”. Z punktu widzenia „takich dziur jak Włoszczowa”, smutne jest to, że przez ostatnie kilkanaście lat nic tam się nie zatrzymało.

Zmiany po 1989 roku miały przynieść sprawniejszą gospodarkę, wolność polityczną, bardziej sprawiedliwy system i równe szanse dla każdego. Ale już w wyborach czerwcowych 40 procent odmówiło oddania głosów – więcej absencji było na wsi i w małych miastach niż w dużych aglomeracjach. Po reformie Balcerowicza, wszystko co ważne z punktu widzenia miasta, stało się łatwiej dostępne: edukacja, dostęp do żywności, kontakty zagraniczne, towary z importu. To zaś, co było ważne z punktu widzenia wsi, stało się trudniej dostępne: kredyty, których odsetki rosły z oszałamiająca dynamiką, ale też edukacja, mobilność i tym samym możliwości awansu społecznego.


Nagle żywność przestała być towarem deficytowym, za to wtedy tak dostępne dla mieszczuchów rzeczy jak znajomość języków obcych, i dostęp do nowoczesnej komunikacji (telefon, faks, później Internet) stały się rzadkimi dobrami dla mieszkańców wsi. Jak obliczył socjolog Henryk Domański, w roku 1987 szansę syna inteligenta, aby zdobyć zawód inteligencki były 60 razy większe niż syna rolnika. Potem nastąpiła rewolucja edukacyjna, powstały filie państwowych uniwersytetów w małych miasteczkach i tysiące szkół prywatnych. Ale w 1998 roku, szansa syna inteligenta, aby dorównać ojcu była nawet 115 razy większa niż szansa syna rolnika, aby zdobyć zawód inteligencki! Dzięki „rewolucji edukacyjnej” liczba studentów w Polsce zwiększyła się pięciokrotnie – liczba studentów pochodzących ze wsi tylko podwoiła się.


Fakt, że przemiany po 1989 roku powiększyły podział między miastem i wsią, już sam w sobie jest tragiczny. Ale tę sytuację potęguje teraz jeszcze fakt, że wyż demograficzny z początku lat osiemdziesiątych wchodzi na rynek pracy. Emigracja do zachodniej Europy tylko częściowo stanowi tu wentyl bezpieczeństwa. Ci, którzy zostają w Polsce, czekają – dosłownie i w przenośni – na peronie w Włoszczowej na pociąg do Warszawy. Obecne rządy, tak wyśmiewane przez wielkomiejskie salony i media, są swoistym odwetem wsi na mieście. Odkąd rządzi obecna koalicja, ze swoimi gafami obyczajowymi, ze swoimi wątpliwymi popisami w polityce zagranicznymi, z politykami, którym, w języku wielkomiejskich inteligentów, wystaje słoma z butów, odtąd znów – po raz pierwszy od kilkunastu lat – rośnie w sondażach zadowolenie z funkcjonowania demokracji w Polsce.


W Sejmie i w Senacie, w centralnych urzędach i w spółkach skarbu państwa doszło do swoistego „desantu wsi”, ale w przeciwieństwie do wysoko wykształconych komentatorów, obeznanych w kręgach dyplomatycznych polityków ostatnich kilkunastu lat, coraz większa część Polaków nie uważa tego za tragedię. A wyniku tego desantu urzędy w Polsce może będą nieco gorzej funkcjonować niż dotąd (i Polska będzie trochę śmiesznie wyglądać zagranicą niż dotąd), ale demokracja polska za to może się stać stabilniejsza i silniejsza. Dzięki pociągowi z Włoszczowej jej mieszkańcy przekonają się do demokracji. Oni jadą do Warszawy w interesach, nie po to, aby tam wzniecać rewolucję i ustanowić dyktaturę.


Klaus Bachmann

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

To prawda, ale wydaje mi się, że piszemy tu o statystyce, prawdopodobieństwie. Janko Muzykant też mógłby być wirtuozem. Prawdopodobieństwo wykreowania dobrego lekarza jest większe w rodzinie dobrego lekarza, co nie oznacza, że nie istnieje możliwość zaistnienia dobrego lekarza pochodzacego ze wsi. Ale jeśli ktoś mieszkał i na wsi i w mieście, to dostrzeże różnice w choćby szkole podstawowej. W Warszawie dziecko ma dobrego nauczyciela od angielskiego od wczesnych lat, a na wsi o to trudniej. I już takie dziecko ma jeden punkt mniej. I każdy chyba ceni bardziej dobrego nauczyciela, który uczy na wsi, niż dobrego, co to osiadł w stolicy. A dlaczego wiekszy szacunek dla wiejskiego nauczyciela? Bo czujemy, że jednak się poświęca, jak Judym.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A u mnie na Akademii Ekonomicznej, w grupach, w których jestem na zajęciach jest całe mnóstwo osób pochodzących niekiedy z bardzo "zapadłych" wiosek i mieścin, z wielodzietnych rodzin i powiem, że -tak jak zostało tu wspomniane - to jest kwestia chęci, samozaparcia i ambicji. Ich rodziców też nie stać na "wysłanie dziecka do miasta", ale oni potrafią sobie poradzić, zakasać rękawy. Bardzo często to właśnie oni są świetnymi studentami (mimo, że bardzo dużo zajęć tracą, bo pracują w tym czasie) a potem bywają świetnymi ekonomistami, potrafią sobie bardzo dobrze w życiu poradzić... Wystarczy popatrzeć jak wiele osób na wysokich stanowiskach, młodych i ambitnych, pochodzi właśnie z "zapomnianych przez Boga i ludzi" zakątków Polski

Komentarz został ukrytyrozwiń

*Jedzie pociąg z Włoszczowej* - ale przeoczyłem! Dawniej mawiano powszechnie *Włoszczowej*, teraz analogia do Warszawy i Częstochowy - z Włoszczowy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

1. Skąd p. Klaus ma takie dobre rozeznanie naszych problemów? Pomysł do artykułu (pociąg, Włoszczowa, przemiany) jest genialny. I tak dobrze pisuje po polsku? [*śmiesznie wyglądać zagranicą niż dotąd* - osobno *za granicą*]
2. A jakie analogiczne współczynniki są w Niemczech i Austrii?
3. Do MichałaTyrpa - Ambicje pewnie na całym świecie są nieco mniejsze wśród młodzieży miejscowości mniejszych niż większych, ale czasami trudno oddzielić ambicje od możliwości ich zaspokajania, a jakże łatwo można zrzucić to na karb trudności, choć lenistwo może przeważać...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Słusznie zwraca Pan uwagę na "środowiskowy" aspekt stosunku do "takich dziur, jak Włoszczowa". Tyle, że decyzji Gosiewskiego nie da się odczytać inaczej, niż jako PR (co z innymi setkami takich Włoszczowych?). Nic nie poradzę, ale ten styl kojarzy mi się raczej z Giertychem i Lepperem.. Dodatkowo, co najmniej dyskusyjne są wnioski wynikające z faktu, że w ostatnich latach tylko dwukrotnie wzrosła ilość studentów ze wsi. Czy aby u źródeł owego społecznego faktu nie leżą stosunkowo niewielkie ambicje wielu wiejskich dzieci? Nie twierdzę, że jakiekolwiek eukacyjne bariery w tej mierze nie istnieją. Ale czy przypadkiem jednym z powodów kończenia edukacji na gimnazjum, lub zawodówce nie jest po prostu lenistwo? Po co tracić czas na zakuwanie, jak sie "ni ma głowy" (czyli chęci) do nauki..

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.