Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

62699 miejsce

Jedźmy - byle do zobaczenia!

Porównując bezpieczeństwo na naszych drogach do innych państw europejskich – nie mamy prawa do optymizmu. Dlaczego?

Warszawa - Sadyba, ul. Powsińska / Fot. Fot. Alicja PionkowskaCzas zimowy to wyjazdy na święta do rodzin, na sylwestra, na ferie, na narty - czy wszystkim uda się bezpiecznie dojechać i wrócić?

Jeden Europejczyk na trzech, co najmniej raz w swoim życiu trafia do szpitala jako osoba poszkodowana w następstwie wypadku drogowego. Uważamy, że nas to nie dotyczy? Skąd wiemy? Spójrzmy na tę statystykę, te liczby krzyczą. Policja na swojej stronie internetowej zamieściła dane dot. wypadków i kolizji drogowych, które zdarzyły się w Polsce w listopadzie tego roku. Doszło do 3 774 wypadków, zginęło 439 osób, 4398 zostało rannych, zgłoszonych na policję było 34 553 kolizji. Podkreślam - to tylko listopad 2010. Jedenaście miesięcy tego roku wygląda strasznie: 36 526 wypadków, zmarło 3 713 osób, a poranionych było 46 094.

Porównując bezpieczeństwo na naszych drogach do innych państw europejskich – nie mamy prawa do optymizmu. Dlaczego? Na to pytanie próbują odpowiedzieć w mediach eksperci i nie będący ekspertami, kierowcy i nieomal każdy znajdzie inne powody takiego stanu. Jednym z podawanych powodów jest nasz system szkolenia kandydatów na kierowców.

W większości krajów UE szkolenia kandydatów na kierowców mają znacznie szerszy zakres, a egzaminy są trudne. Do tego dochodzą duże koszty za kurs i egzamin, np. w Niemczech od 1000-1500 euro, egzamin około 100 euro; w Finlandii oprócz zwykłego egzaminu „świeży” kierowca po roku ma obowiązek zdać egzamin z jazdy w nocy i z jazdy autem na śliskich nawierzchniach. Takie rozwiązania chyba warto przemyśleć i przenieść na polskie kursy dla przyszłych kierowców.

Warto się też zastanowić czy testy psychotechniczne nie powinny być jednym z obowiązkowych elementów egzaminu na prawo jazdy kategorii A i B. Młodzi kierowcy powodują dużo wypadków, a co gorsza są to bardzo ciężkie wypadki. Dość dobitnie ilustruje młodych kierowców żart. Na kursie prawa jazdy kandydat na kierowcę pyta instruktora: - Ile jeszcze trzeba, abym dobrze jeździł? Instruktor: Trzy. Trzy godziny? Nie, trzy auta.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 28.01.2011 21:19

Artykuł sam w sobie jest naprawdę dobry, ale cóż!? Nie zmieni to Polskiej mentalności, nie dorosło nasze społeczeństwo do uszanowania chociażby takich warunków jak komfort jazdy samochodem, czy motorem. Pojazdy są coraz szybsze, nasze drogi pomału ze ścieżek indiańskich przebudowywane są na odrobinę lepsze trakty, ale bezmyślność, alkohol i głupota kierowców nadal znajdują się na pierwszym miejscu. Więc mamy, co mamy. Przytoczone w artykule statystyki wypadków w Szwecji niebawem ulegną zmianie, powodem jest napływ obcokrajowców. Jeszcze nie tak dawno Szwedzi nie zamykali swych domostw w obawie przed złodziejami, nie było to konieczne, a teraz co? Podobnie zaczyna wyglądać bezpieczeństwo w ruchu drogowym. Idzie na gorsze, a szkoda.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgadzam za równo z p. Jerzym jak i z p. Wojciechem. W tych komentarzach jest niestety dużo smutnej prawdy. Pomimo, że nasze kursy są coraz lepsze - wiele w tym zakresie od lat robi m.in. Inst. Transportu Samochodowego) to pozostaje jeszcze bardzo dużo do zrobienia. Co do kultury, cóż nie wiem czy tego można nauczyć na kursach, może chociaż trochę...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kursy na prawo jazdy to są tylko kursy. Rozumu i wyobraźni nie nauczą.
W dodatku do tej pory były w Polsce bzdurnie zdominowane przez naukę parkowania i cofanie do bramki (podczas, gdy tego typu manewry drogowe generują sporadyczne wypadki). W Skandynawii w ramach kursu trzeba pojeździć na śniegu i lodzie (albo w warunkach symulujących -to znaczy na specjalnych mini kółkach).
W USA są rygory dla młodych kierowców np. dużo wyższe stawki ubezpieczenia i zakaz wyjazdu poza miasto lub stan (zależy od prawa lokalnego) bez towarzystwa dorosłego posiadającego prawo jazdy.

Korki i tłok występują we wszystkich aglomeracjach na świecie.

Zachodnie społeczeństwa wychowane są w duchu poszanowania prawa i nieuchronności kary. Wolą nie ryzykować. Z drugiej strony, państwa zachodnie nie traktują obywateli jak debili i nie montują na drogach milionów znaków drogowych, bo one tracą wówczas swój sens (a kierowcy przestają je zauważać.
Gdy znaków jest mało, to jak już jakiś się pojawi to od razu zwraca uwagę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Alicjo nie ma takich kursów które wszystkiego nauczą, kurs ma dać podstawy a uczy się człowiek jeżdżąc później... Prosty przykład, kursant robi "prawko" w okresie wiosenno-letnim przychodzi zima i jest jak dziecko we mgle:-))))) To co? Robimy kursy które będę trwały cały rok? Chyba nie tedy droga?
Prawda jest brutalna, infrastruktura drogowa która jest poniżej podłogi plus brak szeroko rozumianej kultury jazdy powoduje, ze jesteśmy na czele niechlubnej statystyki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Jerzy, dziękuję za komentarz - moim zdaniem chodzi o to, że jeśli kurs jest droższy to niewątpliwie jest więcej jazd, w różnych warunkach pogodowych, o różnych porach dnia, nocy, kurs trwa dłużej, są znakomici instruktorzy, badania kierowcy itd. - a to wszystko przecież musi kosztować. Jednak efekty są, te kraje mają znacznie mniej śmiertelnych wypadków, a my niestety ciągle przodujemy w Europie pod tym względem - jeździmy niebezpiecznie.
Dziękuję wszystkim za trafne uwagi. Pozdrawiam :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja tylko się tak nieśmiało zapytam, a jaki wpływ na bezpieczeństwo ma koszt uzyskania prawa jazdy?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetny artykuł. Wprowadzenie przepisu 140 szybkości było całkowicie w Polsce niepotrzebne, zwiększy jeszcze bardziej ilość wypadków.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Będzie jeszcze gorzej.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 30.12.2010 21:10

Świetny materiał. Co roku na naszych drogach ginie ludność małego miasteczka!
Do wymienionych przez Autorkę przyczyn tego makabrycznego stanu dodam nieproporcjonalnie dużą liczbę samochodów na drogach. Ulice miast już nie tylko w szczytach ruchu są zatłoczone, zwłaszcza w dużych aglomeracjach. W Poznaniu na dojazdy z domu do pracy i z powrotem traci się po kilka godzin dziennie. Wystarczy postać kilkadziesiąt minut w upalne dni w korkach, by poczuć atmosferę "białej gorączki", której ulega wielu niecierpliwych kierowców. I jak tu się dziwić, że wyrwawszy się z dużego miasta na weekend przytłoczony na co dzień kierowca puszcza wodze swojej ułańskiej fantazji. Przecież ma bezpieczny samochód z poduszkami i kurtynami, z ABS i ESP i innymi systemami trakcji. Rozwija prędkość nieadekwatną do swoich umiejętności. Czuje się jak przysłowiowy "pies zerwany z łańcucha". Nie potrafimy niestety przewidywać. Gdyby każdy z użytkowników stosował zasadę ograniczonego zaufania, którą powinno wynieść się z kursu, nie byłoby tylu wypadków.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.