Facebook Google+ Twitter

„Jego oczami”. Śladami ks. Józefa Tischnera [Recenzja]

Filmowa opowieść biograficzna zrealizowana przez Szymona Wróbla o niezwykłej postaci Kościoła, nauki i filozofii - ks. Józefie Tischnerze zaprzecza obiegowemu przekonaniu, że nie ma ludzi niezastąpionych.

Jego oczami, reż. Szymon J. Wróbel, 2013 / Fot. Plakat filmu Dokument Szymona J. Wróbla Jego oczami można oglądać na różne sposoby, w zależności od tego, które aspekty obrazu filmowego przykują uwagę widza. Oferuje on bowiem wielowątkowy ogląd spraw, jakie wywołuje ambitny zamiar opowiedzenia o wyjątkowej osobowości człowieka, księdzu profesorze Józefie Tischnerze. Niewątpliwie film przynosi jego sugestywny portret, zarysowuje jego los w chronologicznym porządku od narodzin po śmierć, a nawet życie pośmiertne. Jest to zasadniczy przekaz realizacji dokumentalnej, powołanej w szczytnym celu utrwalenia wspomnień o nim, a przez to zapisu jego przesłań, nauk, filozoficznych uwag. Jednak można podążyć jednocześnie tropem wielu spraw, ważnych dla każdego człowieka. To na przykład kwestia związku z ojczystą ziemią, relacji międzyludzkich, powołania czy regionalizm – tu pełna szczególnego uroku góralszczyzna.

Opowieść biograficzna o księdzu profesorze, snuta przez jego młodszego brata, Kazimierza, depozytariusza dziedzictwa tischnerowskiego, to nie tylko historia niezwykłej, ujmującej otoczenie postaci, ale także opowieść o człowieku w ogóle, opowieść o doświadczeniu egzystencjalnym danym każdemu – o przemijaniu. Zaczyna się próbą uchwycenia zjawisk, które wpłynęły na kształt osobowości: rodziców, środowiska, szkoły, przyjaciół, przebiega przez opis zachowań wobec licznych wyzwań, w jakie życie obfituje, kończy się obrazem walki z ciężką chorobą i przygotowania na śmierć. W tej warstwie znaczeniowej film uczula na ważne, kluczowe w życiu człowieka momenty i daje recepty na godne wychodzenie naprzeciw trudnościom.

Dokumentalny zapis wspomnień o zmarłym, nieobecnym w nurcie współczesnego życia bohaterze wyzwala także problematykę pamięci o bliskim i ograniczeń, związanych z przekazaniem jego portretu osobom obcym. Powraca bowiem w wypowiedziach przyjaciół księdza Tischnera, jego znajomych, którym brat Kazimierz, główny narrator opowieści, udziela głosu, troska o to, by możliwe było przedstawienie pełnego portretu. Ks. Adam Boniecki, biskup Tadeusz Pieronek, artysta – malarz Marian Gromada, Józef Broda z Koniakowa, Stanisława Trebunia-Staszel, aktor kabaretowy Adam Grzanka, Katarzyna Sochacka przywołują swoje wspomnienia ze świadomością bezradności wobec odtworzenia tego obrazu, z jakim dane było obcować tym, którzy go zdołali poznać.

Ich zdaniem nieuchwytna pozostanie prawda o nim zarówno dla tych, którzy nie sięgną do jego książek, jak i nawet dla czytelników jego pism. Nie będzie możliwe pełne poznanie. Ks. Boniecki uprzytamnia fakt, któremu nie można odmówić słuszności, że istnieją w kontaktach międzyludzkich doznania niewyrażalne, nieuchwytne, których na próżno szukać nawet w tekstach, a można je zaobserwować tylko w bezpośrednim spotkaniu. Dlatego tak ważne staje się świadectwo osób, które znały księdza Tischnera osobiście. Ono otwiera na tę część jego obrazu, która umyka pozostałym ludziom. Zarejestrowanie ich wypowiedzi przez twórców dokumentu w istotny sposób umożliwia zbliżenie się do prawdy o nim. To pozwala lepiej odczuć jego wpływ i docenić wartość jego dorobku.

Istotnym walorem filmu Szymona Wróbla są obrazy krajobrazów, w jakich przebiegało życie księdza Tischnera. Stanowią one jakby niezbędny rys jego portretu. Bez tych miejsc wizerunek nieobecnego byłby niepełny. W przestrzeniach tkwi bowiem niewyrażalna aura, która go współtworzy. Wędrówka poprzez miejsca ważne w biografii bohatera, ukazane tak w rozkwicie lata, jak i w urokach zimy, otwiera na świat jego uczuć, przeżyć, doznań, spraw kluczowych. Umożliwia mimo niemożności osobistego kontaktu odczucie jego blasku i ciepła. Przestrzeń to znana, nie tylko odludne górskie szczyty czy nurty wzburzonego Dunajca, lecz dostępna dla każdego jak Stary Sącz, Łopuszna. Widoki na Rynek w Krakowie, wieże Kościoła Mariackiego, pomnik Mickiewicza, ulicę św. Marka wyzwalają myśl, że na co dzień stąpamy śladami księdza Tischnera, nawet sobie tego nie uświadamiając.

Film, który w klamrę ujmują rozważania z łam „Tygodnika Powszechnego”, przywołujące znaczenie ks. Tischnera, przeciwstawia się złudnemu współczesnemu przekonaniu, że świat nie potrzebuje autorytetów. Śladami księdza Tischnera wędruje na ekranie nie tylko brat Kazimierz, oprowadzający widza po małopolskiej ziemi rodzinnej, lecz także młodzi ludzie: Monika Kantor, Pamela Opolewska, Anna Stypułkowska, Bogdan Ankudowicz. Pojawiają się też spotkania z dziećmi szkół tischnerowskich, co wszystko razem naprowadza na właściwy kierunek życia, stanowi przekaz uniwersalnych wartości z pokolenia na pokolenie. Obrazem pana Kazimierza Tischnera, spełniającego ostatnią wolę brata, kończy się stugodzinny dokument, czyli niezwykłe przedsięwzięcie, przypominające o wypieranych z życia przez ludzką nieuwagę czy niedoskonałość wartościach.

Opowieść o wyjątkowej osobowości górala, który poczuł powołanie do kapłaństwa i filozofii, obejrzałam w dość niecodziennych okolicznościach. Zimowa aura utrudniła dostarczenie kopii filmu Jego oczami do kina studyjnego „Światowid” w Elblągu, gdzie pierwszy seans miał się odbyć 29 marca - w Wielki Piątek o godzinie osiemnastej. Kiedy odebrana z opóźnionego pociągu z Krakowa koperta dotarła do operatora, okazało się, że byłam nie tylko pierwszą, ale i jedyną osobą zainteresowaną dokumentem. Oczekiwanie, poprzedzone pokonaniem szeregu fizycznych przeszkód, wynikających z wietrznej i śnieżnej aury, by do kina dotrzeć, nie było jednak daremne, bilet został sprzedany. Podążałam śladami księdza Tischnera w pustej sali kameralnej. W tej sytuacji filmowe obrazy, odsłaniające wzruszające opowieści wspomnieniowe, nabierały dodatkowej wartości. Niewiele brakowało, aby małopolskie doświadczenia nie stały się moim udziałem. Pozostaje mieć nadzieję, że objawią się one przez najbliższe dwa tygodnie także innym elblążanom. Wielkopiątkowy czas pozwalał w filmie biograficznym o ks. Tischnerze dostrzec przede wszystkim przypowieść o ludzkim losie. Uświadamiał, że wiele prawd w nim wyartykułowanych powinno znaleźć szeroki odbiór.

Czytaj także: „Jego oczami” - dokument o księdzu Tischnerze już w kinach

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Jak widać z recenzji, film został zrobiony rzetelnie. Mam nadzieję, ze wkrótce uda mi się go zobaczyć. Pozdrawiam świątecznie:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mam nadzieję, że film ukaże się niedługo w telewizji, by mogli go zobaczyć ci wszyscy, którzy tego pragną...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję za wszystkie uwagi. Cieszę się, że zainteresowałam filmem, który pozostawia wspomnienie ciepła i serdeczności mimo dramatyczności, o jakiej opowiada.
Tak, to nie jest zadziwiające, że film "Jego oczami" nie przyciąga tłumów. Spodziewałam się tego i nawet miałam ciche wyrzuty sumienia, że poprosiłam kierownictwo kina o sprowadzenie tego filmu.
Mam jednak i taką cichą nadzieję, że znajdą się miłośnicy myśli księdza Tischnera także w Elblągu.
Zdaję sobie sprawę, że film ten znajdzie wielu odbiorców w Krakowie i okolicach. Co by nie mówić, to jednak Elbląg - w ogóle północ - to zupełnie inny świat niż Kraków - w ogóle południe kraju.
Inna w niektórych aspektach jest mentalność ludzi, styl życia. Nie jest to tylko kwestia różnicy między wielkim miastem, stolicą, a prowincjonalnym miasteczkiem, byłym miastem wojewódzkim.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawa recenzja - zachęca do obejrzenia filmu. Równocześnie cieszy mnie bardzo, że tak wspaniała postać została przybliżona przez film. Od wielu lat jestem "fanem" ks.prof. Tischnera. Krzysztof Krzak : z tego co wiem, to "Kac" w polskim wydaniu poniósł sromotną klęskę w kinach. Na temat innych kaców trudno mi się wypowiedzieć, ale pewnie ma Pan rację.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Z jednej strony szkoda, że ten film nie jest "popularny", z drugiej zaś - dobrze, że pozostaje na tym padole coś wyjątkowego... :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Recenzja wyczerpująca i dobra. A film że nie przyciąga tłumów? Twórcy to przewidzieli wiedząc o tym i film nie jest przeznaczony do szerokiego rozpowszechniania a kin studyjnych. 99 procent ludzi idzie do kina w celu rozrywki a nie przeżywania przeżyć filozoficznych. Gdyby to było biografia fabularyzowana byłoby inaczej. A tak jest jak jest.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gdyby to był "Kac Vegas" albo inny kac, to kino byłoby pełne. Z drugiej strony: nie każdy ma taki komfort oglądania w tak indywidualnych warunkach (przynajmniej pop corn nie zagłuszał). Po lekturze "Alfabetu Tischnera" jestem zafascynowany postacią księdza Tischnera, zapewne jednak do kina w Ostrowcu film nie dotrze.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.