Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

16556 miejsce

Jego portret mocno kontrowersyjny (o biografii Bogusława Meca)

Wyjątkowo szybko, nieco ponad rok po śmierci, kojarzony głównie z evergreenem "Jej portret" Bogusław Mec doczekał się książkowej biografii pióra Macieja Wasielewskiego, a wydanej przez Bellonę i Agorę. Czyta się ją z mieszanymi uczuciami.

Na okładce książki wykorzystano zdjęcie z prywatnej kolekcji Jolanty Mec. / Fot. www.agora.pl"Bim, bam, bom, mogę wszystko! Historia Bogusława Meca", bo taki dość rozbudowany tytuł nosi ta praca Macieja Wasielewskiego powstała w zasadniczej części na podstawie opowieści wdowy po artyście, Jolanty (właściwie: Marii) Mecowej. W książce wypowiadają się także osoby mocniej lub luźniej związane z piosenkarzem i malarzem w jednej postaci, jak choćby jego starsza siostra Danuta Mec - Wypart, córka Luiza Mec, koledzy z lat szkolnych i studenckich (Grzegorz Jeżak, Wojciech Kosiński, Zdzisław Zabłocki) i z czasów estradowej prosperity (Janusz Strobel, Ewa Dębicka, Krzysztof Cwynar i Zbigniew Wodecki). Z ich opowieści wyłania się obraz Bogusława Meca zgoła inny od tego, który zapewne funkcjonuje w wyobraźni wielbicieli jego charakterystycznego, niskiego, lekko zachrypniętego (jak się okazuje od nadmiernej ilości palonych papierosów) głosu, którym wyśpiewywał przeważnie romantyczne piosenki z mądrymi tekstami (na pewno nie pisanymi przez Jerzego Wasowskiego, jak pisze w książce biograf), takie jak "Na pozór", "W białej ciszy powiek", "Nie biegnij tak", "Z wielkiej nieśmiałości". Słowem: polski Nat King Cole, jak o nim mówiono, czy też "poeta w białym szalu", jak w książce Wasielewskiego mówi o swoim koledze Zbigniew Wodecki (przy okazji: z tej biografii dowiadujemy się, komu Mec zawdzięczał charakterystyczny wizerunek sceniczny: czarny kapelusz i bordowa róża).

Maciej Wasielewski i Jolanta Mec prowadzą czytelnika przez życie Bogusława Meca, począwszy od jego smutnego, by nie powiedzieć: okrutnego dzieciństwa w powojennym Tomaszowie Mazowieckim, kiedy to przyszły artysta musiał wszelkimi sposobami zabiegać o akceptację środowiska kolegów i sąsiadów, znosząc upokorzenia związane ze swoim pochodzeniem, poprzez naukę w liceum i studium pedagogicznym (w tym czasie zaczynał też swoją przygodę estradową z zespołem Szare Koty), studia w łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych, karierę artystyczną, ślub, narodziny córki, aż po straszną chorobę, która po początkowej klęsce, powróciła, by ostatecznie wygrać z piosenkarzem i malarzem. Nie jest to jednak opowieść snuta w myśl zasady: o umarłym albo dobrze, albo wcale. Oprócz niebywałej ambicji, pracowitości, dążenia do perfekcji, stawiania wysoko poprzeczki sobie i innym, charyzmy, umiejętności bycia duszą towarzystwa, zdolnego do osiągania rzeczy zdawałoby się niemożliwych (stąd jego słynne zawołanie zawarte w tytule książki) poznajemy Bogusława Meca jako człowieka agresywnego, zimnego, lubiącego błyszczeć za wszelką cenę, nawet za cenę poniżania innych, "wdeptywania ich w błoto" (według słów żony i siostry), odrzucającego wszelką odpowiedzialność a obarczającego nią innych, nie uznający innych barw poza białą i czarną w postrzeganiu świata i ludzi. W dodatku rzadko znajdującym czas i siły, by być ojcem dla swojej jedynej córki, zwłaszcza w kontekście powrotów z długich tras koncertowych, gdzie do woli "realizował" swą skłonność do nadużywania napojów alkoholowych lub mówiąc wprost - alkoholizmu (tu trzeba przyznać, iż te fragmenty opisującą rzeczywistość estradową i koncertową lat 70. i 80. ubiegłego wieku mają bezsprzecznie ogromną wartość obyczajowo - historyczną).

Przez cały czas lektury książki "Bim, bam, bom, mogę wszystko!" zastanawiałem się, komu potrzebne było jej powstanie w tym momencie? Wszak Bogusław Mec nie był artystą, którym (do momentu choroby) zajmowały się tabloidy i plotkarskie portale internetowe. Jego życiu nie towarzyszyły powszechnie znane skandale, czy wydarzenia typu rozwód - wręcz przeciwnie: w związku małżeńskim przetrwał ponad 30 lat. Również w karierze artystycznej nie zeszmacił się, idąc na popularność kosztem jakości oferowanej sztuki (z czystym sumieniem można powtórzyć opinię o nim Wojciecha Karolaka: "Bogusławie, ja cię szanuję, bo ty nie masz złej piosenki, jako jeden z niewielu"). Nie jestem też pewien, czy miłośnikom twórczości Meca potrzebny jest niezwykle poruszający, wręcz wstrząsający obraz umierania artysty zawarty w jego biografii. Może zatem miała ta książka być swoistym katharsis małżonki artysty, która przez wiele lat znosiła jego wzloty i upadki, wyciągała go z przeróżnych opresji życiowych, powodowanych wspomnianymi wcześniej przypadłościami i trudnym charakterem? Może. Czy warto było - ocenią czytelnicy, jeśli zechcą sięgnąć po książkę Macieja Wasielewskiego.

Maciej Wasielewski, Bim, bam, bom, mogę wszystko! Historia Bogusława Meca
Wydawnictwo Bellona SA
Wydawnictwo Agora SA
Warszawa 2013

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.