Facebook Google+ Twitter

Jerzy Buzek o bezpieczeństwie europejskich interesów

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2007-02-27 09:25

Odżywa dyskusja nad europejskim Traktatem Konstytucyjnym. Czy warto walczyć o to, by została wpisana w niego kwestia bezpieczeństwa energetycznego? Czy taki zapis uchroni kraje UE od szantażu gazowego?

fot. Magdalena Chałupka, DZ Jerzy Buzek: Moim zdaniem, ta kwestia zostanie wpisana. I oczywiście warto ją wpisać.

Jak miałoby wyglądać takie modelowe "zabezpieczenie" europejskich interesów?

— Przede wszystkim jest to kwestia solidarności wszystkich krajów UE. To oczywiście wymaga sporych inwestycji, bo powinniśmy np. zainwestować w połączenia gazowe czy ropociągowe pomiędzy poszczególnymi krajami UE, aby w razie potrzeby ratować swoją sytuację energetyczną. Krótko mówiąc, musi być znacznie więcej tzw. połączeń transgranicznych w UE.

Nie wiem, czy Unia znajdzie ogromne pieniądze, jakie są na to potrzebne...

— Unia zamierza w tym obszarze inwestować. Zapis o tym, że mamy wspólną politykę energetyczną, która oparta jest na zasadzie solidarności, niejako zmusi UE do przyspieszenia swoich działań. Wiem, że Unia jest gotowa do takich inwestycji, także Europejski Bank Inwestycyjny chce w to wejść.

Ciekawe, bo jeszcze 2-3 lata temu o bezpieczeństwie energetycznym w UE tak wiele się nie mówiło.

— Dzisiaj energia - a wiem coś o tym, bo jestem w Komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii Parlamentu Europejskiego - jest najważniejszym problemem Unii. Mówi się oczywiście o konstytucji. Ale to są problemy dość odległe dla przeciętnych mieszkańców wspólnoty. Oni nie bardzo martwią się np. tym, jak będzie wyglądać głosowanie w Radzie UE. Ale to, ile będzie kosztować energia elektryczna albo gaz - jest dla nich jak najbardziej ważne. Nie mogę sobie wyobrazić - tu wracam do pierwszego pytania - żeby twórcy poprawionej konstytucji mogli pominąć w tym dokumencie tak istotną sprawę.

Ostatnio, gdy mówimy o bezpieczeństwie i Rosji to przed oczami staje nam nie tyle kurek i gazociąg, ile rakiety. Z powodu planów budowy tarczy antyrakietowej Rosja nam grozi. Cieszy się pan, że nie jest już premierem i nie musi podejmować trudnej decyzji o budowie tarczy?

— No cóż, podejmowałem równie trudne decyzje. Trudno mi powiedzieć, czy się cieszę, czy nie. Myślę, że wokół tarczy pojawiło się wiele ważnych kwestii do rozstrzygnięcia. Mnie przede wszystkim brakuje dwóch podstawowych rzeczy. Po pierwsze: poważnych rozmów z Amerykanami, o których coś byśmy - myślę o obywatelach - wiedzieli. Bo uważam, że obywatele powinni uczestniczyć w takich dyskusjach. Mamy prawo wiedzieć, jak wygląda sprawa dla nas najważniejsza - dotycząca naszego bezpieczeństwa. Przy tej okazji wspomnę o jakości i sposobie negocjowania przez nas godnych warunków umowy z Amerykanami. Jeszcze u poprzedniego ministra obrony narodowej dostrzegałem trzeźwe podejście do tych negocjacji. Teraz - niczego takiego już nie dostrzegam. Oczekiwałbym postawienia jasnych warunków dotyczących zwiększenia bezpieczeństwa naszego kraju. A druga sprawa, której mi teraz brakuje, to nasze rozmowy z europejskimi partnerami. Uważam, że to jest absolutnie konieczne. Jeśli nawet podejmiemy decyzję wbrew ich opinii, to nie będą oni mogli powiedzieć, że ich ignorujemy. Przecież mamy prawo mieć inny pogląd na własne bezpieczeństwo i mamy prawo opierać się na największym na świecie mocarstwie. Unia - np. Niemcy czy Francuzi - to zrozumieją, jeśli tylko dobrze im to wytłumaczymy. Trzeba zacząć rozmowy.

A może ze strony Unii - myślę np. o Komisji Europejskiej - powinniśmy się spodziewać pierwszego impulsu do podjęcia takich konsultacji?

— Myślę, że nie powinniśmy tego oczekiwać. Bo propozycja została skierowana ze strony Amerykanów do rządu polskiego i to my mamy obowiązek wobec Unii i krajów członkowskich - zwłaszcza tych, z którymi sąsiadujemy - wyjść z propozycją rozmów.

Ma pan wyrobiony pogląd na to, czy w Polsce powinny powstać elementy tarczy?

— Uważam, że należy zgodzić się na tę tarczę. Stanom Zjednoczonym bardzo na tym zależy, ale my też mamy swoje oczekiwania. Musimy je jasno zdefiniować i twardo ich bronić. Nie możemy popełnić tego samego błędu co z Irakiem. Szkoda jednak, że już ponieśliśmy sporo strat politycznych właśnie dlatego, że zabraliśmy się do tego problemu w sposób niewłaściwy. Nie prowadziliśmy żadnej ofensywy dyplomatycznej, nie przygotowaliśmy gruntu. Trudno będzie nam to odrobić. Myślę tu zarówno o stosunkach z Rosją, jak i relacjach z Unią Europejską oraz o negocjacjach z USA. Proszę zwrócić uwagę, że Amerykanie niespecjalnie są dziś gotowi ponieść jakieś dodatkowe obciążenia na rzecz kraju, który przyjmie u siebie tarczę. To też wynik złego przygotowania rozmów.

Rozmawiał: Marek Twaróg - Dziennik Zachodni

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.