Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

1108 miejsce

Jerzy Jedliński. Nauczyciel z lilijką w życiorysie

Był Kawalerem Orderu Uśmiechu i Gdańszczaninem Roku 1977. Wspaniałym nauczycielem i działaczem harcerskim. Takim go pamiętają wychowankowie.

Jerzy Jedliński / Fot. Ze zbiorów autoraGdy napisałem pierwszą książkę o sopockim harcerstwie, wiele osób miało do mnie żal, że tak mało miejsca poświęciłem harcmistrzowi PL Jerzemu Jedlińskiemu. Jurka poznałem w harcerstwie, jak jeszcze byłem początkującym instruktorem, a on, już ważną personą, komendantem hufca. Pomimo, że przez lata współpracowaliśmy ze sobą, to jednak byliśmy w, jakby to powiedzieć, konkurencyjnych środowiskach. Nigdy nie byliśmy razem na obozie, zlocie czy biwaku. Z pewnością z tego powodu nie znałem go zbyt dobrze i przez wiele lat pozostawał dla mnie panem, którego było słychać przez megafon podczas pochodów pierwszomajowych.

Jerzy Jedliński urodził się w 1930 roku we Lwowie. Podczas wojny stracił rodziców i wychowywał się w sierocińcu. Jednak zanim to się stało rodzina zaszczepiła w dziecku zamiłowanie do muzyki, śpiewu i literatury. Z pewnością pomogło to chłopcu przetrwać koszmar wojny. Wraz z przesuwaniem się frontu w końcowej fazie wojny, sierociniec był ewakuowany na zachód, aż do Zakopanego. A ponieważ był prowadzony przez instruktorki harcerskie, to działała w nim drużyna harcerska. Jurek przyrzeczenie harcerskie złożył jeszcze zanim Armia Czerwona weszła do miasta. Faktu tego nie ma w oficjalnym życiorysie Jerzego Jedlińskiego, ani w harcerskim ani nauczycielskim. O tym fakcie opowiedział mi, gdy zbierałem materiały do not biograficznych instruktorów.

Po wojnie uczył się w liceum administracyjnym, ale zaraz po jego ukończeniu podjął pracę nauczyciela w Makowie Podhalańskim, jednocześnie kończąc kurs nauczycielski w Krakowie oraz Szkołę Dyrygentów Muzycznych w Łodzi. Po przeniesieniu się w 1957 roku do Sopotu uczył w miejscowej SP-7 oraz SP-6. Uzupełnił swoje wykształcenie zawodowe w Studium Nauczycielskim (filologia), a w 1977 r. uzyskał dyplom magistra w bydgoskiej Wyższej Szkole Pedagogicznej.

W 1963 r. Jedlińskiemu powierzono kierowanie Szkołą Podstawowa nr 6 w Sopocie. Dyrektorem tej placówki pozostawał nieprzerwanie do 1990 roku, do przejścia na emeryturę. Wspierał działania harcerzy, i za ich namową w 1967 roku został instruktorem ZHP, pełniąc różne funkcje: komendanta szczepu, członka komendy hufca i komendanta, drużynowego. W pracy wychowawczej wykorzystywał swoje talenty, prowadził szkolne i harcerskie zespoły muzyczne.

Był człowiekiem partyjnym, w latach 70. i 80. nawet członkiem egzekutywy Komitetu Miejskiego PZPR. Katarzyna Turek, była nauczycielka, już po śmierci Jurka opowiedziała mi, jak w pierwszych latach pracy tłumaczył jej powody zapisania się do partii. Jedliński był samotny, nie miał nawet dalszej rodziny, i tylko w partii widział potencjalne oparcie i możliwość drogi awansu. Miał charakterystyczny głos, i charyzmę w tym co mówi. Przez długie lata komentował miejskie pochody pierwszomajowe.
Przynależność partyjna nie ograniczała pola widzenia. Miał kontakt z „podziemiem”, gdy wybuchła Solidarność był jej życzliwy. Swoje partyjne kontakty wykorzystywał by pomóc innym. W stanie wojennym ostrzegał zagrożonych.

Od 1977 roku był komendantem hufca, w 1980 roku poparł wniosek Rady Hufca o dopuszczeniu na terenie Sopotu funkcjonowania dwóch rot przyrzeczenia harcerskiego: oficjalnego i przedwojennego. Wybór pozostawiano harcerzowi. Jego wypowiedź w tej sprawie, a był w środowisku uważany za przedstawiciele wiodącej siły narodu, zmiękczyła nieco harcerski beton. Po wprowadzeniu stanu wojennego zrezygnował z komendantury. Partia straciła kanał kontroli nad harcerstwem. Dzięki temu mógł nadal funkcjonować kapelan hufca oraz były organizowane msze harcerskie.

Jerzy Jedliński, pomimo różnych pomówień, był bardzo lubiany przez młodzież. I jako nauczyciel, i jako instruktor harcerski. Organizował i prowadził liczne obozy harcerskie, krajowe i zagraniczne. W plebiscycie czytelników „Wieczoru Wybrzeża" w 1977 r. został wybrany „Gdańszczaninem Roku", a w 1988 r. został kawalerem Orderu Uśmiechu. Zmarł w 1995 r. i został pochowany na sopockim cmentarzu komunalnym.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Nie robię z nikogo bohatera. Przedstawiam sylwetke czlowieka, ocene pozostawiam czytelnikom. Pan poprostu dokonuje nadinterpretacji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Partyjniak, a robi się z niego bohatera...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.