Facebook Google+ Twitter

Jerzy Jeszke, czyli człowiek o wielu twarzach (cześć 1)

Jerzy Jeszke to aktor musicalowy, który obecnie występuje w spektaklu Romana Polańskiego "Taniec Wampirów", wcielając się w rolę Chagala.

Jerzy Jeszke - człowiek o wielu twarzach / Fot. fot. jerzyjeszke.comSwoją przygodę z teatrem zaczynał 35 lat temu w rodzinnym Bytowie, gdzie założył teatr szkolny. Później wstępował w Gdyni, Warszawie, Chorzowie, Wrocławiu oraz na wielu innych estradach w Polsce. Obecnie jest wybitną postacią międzynarodowych scen musicalowych i ambasadorem polskiej kultury. Czy ponownie wystąpi w Polsce? W antrakcie przedstawienia „Tanz der Vampire”, wystawianego w Oberhausen, rozmawiam z Jerzym Jeszke.

Jakie były Twoje początki na scenie?
- Moją pierwszą sceną była przestrzeń wolności. W młodości lubiłem budować i puszczać latawce. Zdobyłem nawet Mistrzostwo Województwa w 1973 roku w Słupsku, potem 4. miejsce podczas Mistrzostw Polski w Olsztynie. Latawce dawały mi poczucie wolności w tamtych skomplikowanych czasach. Ale zapewne pytasz o scenę teatralną. Otóż urodziłem się w Bytowie, w rodzinie kaszubskiej. Moje miasteczko miało niewielkie tradycje kulturalne, a każdy stęskniony był teatru i żywego słowa. Tam właśnie zorganizowałem w 1974 roku mały zespół teatru poezji „Solaris”, który pozwolił mi ugruntować swoje artystyczne zainteresowania.
Wstąpiłem do klubu piosenki oraz zostałem członkiem kaszubskiego zespołu pieśni i tańca „Bytów” przy Powiatowym Domu Kultury. Potem przyszło ważne dla mnie doświadczenie w postaci wyróżnienia na III Festiwalu Kultury Młodzieży Szkolnej w Kielcach. Duże wrażenie zrobiła na mnie pierwsza moja szkolna wycieczka do Warszawy. Wtedy pierwszy raz zobaczyłem prawdziwy wielki teatr, o jakim marzyłem. We wszystkich wysiłkach wspierała mnie rodzina. Rodzice byli przychylni mojemu pomysłowi wstąpienia do „Studio” Wokalno-Aktorskiego pani Danuty Baduszkowej w Gdyni (obecnie „Studio” zmieniło nazwę na Studium Wokalno-Aktorskie przy Teatrze Muzycznym w Gdyni, przyp. aut.) Zdałem i tak zaczęła się „gehenna”.

Co masz na myśli?
- Mam na myśli nieprzerwany wir pracy, który zresztą trwa do dzisiaj. W mojej profesji bez ciężkiej, wytężonej i codziennej pracy, nic się nie osiągnie. Trzeba przejść przez wszystkie szczeble drabiny, bez taryfy ulgowej. Niejednokrotnie „przeczołgano” mnie–nas adeptów „Studio”–pod biurkiem, ale teraz to procentuje. Ukończyłem „Studio” z wyróżnieniem w 1980 roku. Od tego czasu teatr jest moim domem. To właśnie w „Studio” kładło się wielki nacisk na symbiozę wszystkich elementów wykonawczych i wszechstronnych zadań, jakie stawia przed aktorem teatr muzyczny. W okresie moich studiów zespół nauczających tam pedagogów był wspaniały: Danuta Dunin-Wąsawicz, Bogna Toczyska, Ali Bunsch, Ryszard Ronczewski, Henryk Bista, Zbigniew Bogdański, Józef Muszyński i oczywiście sama Danuta Baduszkowa. Szkoliłem też głos u pani Danuty Płockiej-Zabłockiej w Warszawie oraz za granicą u Belga - Jeana Petit.
Ukoronowaniem było uzyskanie prestiżowego certyfikatu dla śpiewaków operowych w Wiedniu w 1992 roku. Czyli intensywnie i regularnie sztukę wokalną studiowałem w sumie przez 15 pełnych lat. Wszyscy ci wspaniali ludzie odcisnęli na mojej grze piętno swojej osobowości, dlatego dzisiaj śmiało mogę łączyć taniec z piosenką i stepowaniem, grę aktorską z filozofią wykonywania zawodu aktora. Bo filozofią zawodu aktora nie może być sam zawód. Owszem, trzeba zarabiać pieniądze, ale to jest produkt uboczny. Zawód aktora to coś wyższego niż materialne korzyści. Coś mistycznego, wzniosłego. W tym zawodzie wielu jest powołanych, ale mało wybranych!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

świetna robota, plus za zaangażowanie :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przeczytałem z zainteresowaniem. Gratulacje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.