Jerzy Jeszke to aktor musicalowy, który obecnie występuje w spektaklu Romana Polańskiego „Taniec Wampirów” wcielając się w rolę Chagala.
Słyszy się często opinie pedagogów, wokalistów i śpiewaków, że fonacji dźwięku, czyli tworzenia i formułowania jego kształtu, nie można pogodzić z ruchem, że ruch burzy dobrą emisję głosu w śpiewie
- Dziwią mnie takie opinie. Mnie ruch jedynie pomaga. Ale też dużo nad tym pracowałem. Robiłem ćwiczenia ruchowe w połączeniu z poszczególnymi frazami muzycznymi. Pracowałem nad utrzymaniem oddechu podczas wykonywania jakiegoś tanecznego pas, nad barwą głosu. To na pewno nie jest łatwe, nawet dla kogoś, kto ma wrodzone predyspozycje do tańca i do śpiewu.
Na przestrzeni 35 lat zdobyłeś doświadczenia na scenach różnych teatrów polskich i międzynarodowych. Czy istnieją jakieś różnice w pracy artystycznej tam i tutaj?
- My chwalimy się, że Słowianie mają duszę. Praca tam pozwala trzymać tę duszę na uwięzi i kierować swymi emocjami, za to solidniej i wytrwalej przygotować rolę. Tam realizatorzy nie ustępują wykonawcom, jak to często ma miejsce u nas. Nasi mówią: jak tego nie potrafi, to niech zrobi coś innego. Spunktujemy mu górne dźwięki, zmienimy szermierkę i taniec na coś łatwiejszego. Najlepiej niech siedzi, przeżywa i ładnie zaśpiewa. A przecież, jeśli artysta nie może zrobić tego, co jest potrzebne w realizacji przedstawienia, to nie powinien grać. Ponadto w naszych teatrach muzycznych musi istnieć zdrowa konkurencja, bo ona jest podstawą wszystkich profesjonalnych teatrów na świecie. Wszędzie tam, aby otrzymać rolę, nie potrzeba dobrych układów z dyrekcją ani reżyserem.
Nie trzeba też mieć własnego sponsora, a i rola agenta artysty kończy się w momencie przesłuchania do danego spektaklu. Każdy otrzymuje możliwość pokazania swoich umiejętności. Nie jest wstydem stawić się na takie przesłuchanie. Odwrotnie. Jest to kontrola samego siebie, sprawdzian, ile jestem wart. Reżyser może pominąć etatowego solistę teatru i wybrać na przesłuchanie innego, który mu bardziej odpowiada. Już we wcześniejszym sezonie odbywają się przesłuchania do sezonu następnego, a więc jest dużo czasu na przemyślenia i wybór. Ale jeżeli reżyser zdecyduje się na wykonawcę, jest pewne, że to on zagra w premierze. Wybrany wykonawca ma więc większy spokój i nie szarpią go niepewności, że ktoś go wyprzedzi. Niestety, u nas nadal to się zdarza.
Wspomniałeś, że w teatrach międzynarodowych występują artyści różnych narodowości. Jak podchodzą realizatorzy przedstawień muzycznych do niedoskonałości lub wręcz błędów wymowy?
- Na przykładzie kolegów amerykańskich i francuskich, z którymi miałem możność pracować, mogę powiedzieć, że jeżeli jest to świetny wykonawca, to podejście reżysera jest dość tolerancyjne. Daje szansę zaśpiewania i zagrania roli, nawet jeśli są w niej mankamenty akcentu. Publiczność też wybacza mu niedoskonałości. Złych solistów po prostu się nie angażuje.