Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

4523 miejsce

Jerzy Stuhr zabiera głos w sprawie syna: "Ci ludzie chcą nas zbrukać"

W najnowszym numerze Newsweeka Jerzy Stuhr mocno komentuje tworzoną przez brukowce rzeczywistość medialną. Tym razem w epicentrum zainteresowania tabloidów znalazł się syn aktora, co nie pozwala mu na pozostanie biernym: „tu jest tak, jakby mu rękę do majtek włożono. I nie wiadomo, co z tym zrobić”

 / Fot. print screenJerzy Stuhr jest jednym z najwybitniejszych i najbardziej znanych polskich aktorów. Swoją popularność zdobył przede wszystkim dzięki wszechstronnemu talentowi i znakomitym kreacjom w polskim kinie, a nie ujawnianiu faktów z życia osobistego. W swoim dorobku może pochwalić się współpracą z Krzysztofem Kieślowskim czy Andrzejem Wajdą. Zagrał także jedną z głównych ról w kultowej już „Seksmisji”. W mediach zawsze strzegł prywatności swojej, jak i członków rodziny.

Nie chce być celebrytą

W rozmowie z Tomaszem Kwaśniewskim surowo ocenia popularność „wywiadów rzek” z aktorami, którzy radzą innym jak żyć na przykładzie własnej historii – „To niedobrze. Właśnie sobie postanawiam, że nie będę udzielał wywiadów niezwiązanych z zawodem, bo wtedy wkraczam na pole, na którym nie chcę być. Nie chcę być celebrytą, bo dla mnie to jest określenie dyskredytujące”.

Mimo tego nie odmawia sobie komentarza a propo zamieszania wokół syna – Macieja Stuhra. Cały rok nie był dla potomka Jerzego Stuhra łatwym. Najpierw zbrukano go za rolę w kontrowersyjnym filmie „Pokłosie”. Wówczas posypała się lawina obrażających komentarzy typu „wypieprzaj z kraju”. Choć zmieszany z błotem, jego życie prywatne było nietknięte – „Tamto to były ewidentne bzdury jakichś zapyziałych, małych ludzi, a tu jest tak, jakby mu rękę do majtek włożono. I nie wiadomo, co z tym zrobić”. Obecnie dzięki brukowcom jesteśmy świadkami spraw rodzinnych młodego Stuhra, które każdy z nas wolałby pozostawić w zaciszu czterech ścian.

Media wchodzą w życie z kopytami

Aktor surowo krytykuje kontakty mediów ze znanymi osobami. Uważa, że tabloidy czy prasa bulwarowa próbują prowadzić relacje wyłącznie na własnych zasadach. Powoduje to, iż nie zadawalają się one jedynie informacjami dotyczącymi stricte kariery zawodowej i osiągnięć – te niejako schodzą na dalszą drogę. Prawdziwą pożywką stają się fakty z życia osobistego: „Chciałbym mieć z nimi kontakt tylko w sprawach zawodowych. Problem w tym, że one oczywiście chciałyby więcej. A najlepiej to wejść mi w życie z kopytami. I jeszcze, żeby to życie było skomplikowane. Nieszczęśliwe.” – czytamy w Newsweeku.

Jerzy Stuhr zastanawia się także nad kondycją polskiego aktorstwa i rozkładem środowiska, co doprowadziło do braku szacunku dla przedstawicieli tego, dotychczas cenionego, zawodu. „Jeszcze za komunizmu myśmy nieśli te sztandary, ale potem pojawiły się reklamy, te wszystkie teleturnieje, talk-show i ta ranga tak się obniża, aż doszło do tego, że na muralu papieża Jana Pawła II w Krakowie ktoś napisał: „Oszust, Żyd, Aktor”. Czyli dla tego, kto to napisał , te trzy pojęcia są równoznacznie pejoratywne” – tłumaczy zjawisko w Newsweeku.

Brakuje charyzmy

Jako powody widzi także brak wpojenia poczucia misji i zbytni pośpiech, a mianowicie za mało czasu poświęcanego na ćwiczenia. Sam potrafił ćwiczyć nawet przez 30 godzin to, co zadano mu w szkole. Jego syn – choć tu warsztat aktorski z pewnością nie kuleje – jedyne pięć, sześć godzin. Brakuje także charyzmy, tego „że aktor to jest człowiek, który jest obdarzony czymś, co nie każdy ma”.

Senior rodu ma wciąż ciekawe plany zawodowe. Pracuje właśnie nad nowym filmem „Obywatel”. Tym razem poznamy go w innej roli – reżysera. Działo ma dotykać historii pokolenia urodzonego w latach 50. Nie zabraknie wydarzeń z marca 68’, stanu wojennego czy wolnych wyborów. Już teraz Jerzy Stuhr obawia się szukania sensacji w filmie przez media: „Zaczynam się bać, bo już wiem, że są tacy, którzy czyhają na każde moje słowo. Żeby je przekręcić. Przeinaczyć. Wyrwać z kontekstu. W ogóle się zaczynam bać”.

Poprzednio tygodnikowi udzielił wywiadu syn – Maciej Stuhr. Nie pozostawił on wtedy na mediach suchej nitki: „Z mojej żony zrobiono prostytutkę. Moja córka czyta "Party" i płacze. To, co działo się po premierze "Pokłosia", to były niedzielne igraszki. (…)Ja tych ludzi nienawidzę”.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.