Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

14230 miejsce

Jeść chudo czy tłusto? Schizofrenia żywieniowa

Człowiek współczesny, w aspekcie swojego odżywiania, ma dylemat niemalże nie do rozwiązania i często zadaje sobie pytanie: jeść chudo, zgodnie z zaleceniami żywieniowców, czy tłusto wbrew ich opinii? Gdzie leży prawda?

Żywność / Fot. Marek ChorążewiczDieta ma kolosalny wpływ na zdrowie i życie człowieka - to wiedzą wszyscy, ale już podczas zastanawiania się nad konkretnymi zaleceniami - zaczynają się schody…

Nie jedz tłusto, bo tłuszcz cię zabije! - do takich końcowych wniosków dochodzą zwolennicy, dający wiarę oficjalnym zaleceniom żywieniowym. Natomiast coraz więcej lekarzy i dietetyków o przeciwnym podejściu do spraw żywienia głoszą tezę: tłuszcz i cholesterol nie jest twoim wrogiem! To bajka o żelaznym wilku.

W tej sytuacji rodzi się pytanie: gdzie jest prawda obiektywna?

Pierwsze lobby jest przepotężne, bo ma za sobą oficjalną naukę i aparat urzędniczy państwa, a drugie jest wyśmiane i stłamszone ex cathedra "naukowymi" argumentami.
Dlaczego napisałem słowo "naukowymi" w cudzysłowie? Z prostego powodu, ponieważ dziesiątki, jeżeli nie setki prac naukowych mających ogromny wpływ na oficjalne podejście do żywienia człowieka, miało poważne luki metodologiczne. Wskażę dwa takie badania, które pozostawiły ślad w dzisiejszych oficjalnych zaleceniach dietetycznych i były podstawą konstrukcji tzw. piramidy żywieniowej.

Pierwsze z nich, to prace statystyczno-epidemiologiczne Ancela Keysa z lat 50., które były, między innymi, podwaliną tzw. teorii tłuszczowo-cholesterolowej etiologii i patogenezy miażdżycy.
Drugi przykład, to dwudziestoletnie obserwacje w ramach tzw. The China Study pod kierownictwem Collina Campbella, a opublikowane w 1990 roku, z których miała wynikać wyższość diet skomponowanych z produktów roślinnych nad tymi, które pochodzą od zwierząt.

Dietetycy na całym świecie podpierają się zaleceniami najbardziej wpływowej w tym zakresie instytucji świata, jaką jest FDA z USA (Food and Drug Administration - Agencja Żywności i Leków).

Ten krótki tekst, który z pozoru może wydawać się obiektywny takim nie jest, ponieważ być nim nie może, właśnie z powodu wspomnianych wyżej błędów jakimi były obarczone te badania, a wnioski końcowe wypływające z nich nie mogą być w takiej sytuacji uważane za prawdę obiektywną, zwłaszcza, gdy są one stronnicze z elementami wręcz fałszerstwa (prace Keysa), bądź niekompletne (prace Campbella). Dlatego też, doktor Jan Kwaśniewski, krzewiciel optymalnego sposobu odżywiania, nazywa taką "wiedzę" - poglądami.

Keys miał dane epidemiologiczne z 22 krajów, ale do uzasadnienia swojej tezy o szkodliwości tłuszczów i cholesterolu wybrał do analizy tylko dane z 7 krajów. Resztę - niepasującą do postawionej tezy - odrzucił, gdyż one wręcz przeczyły jego dowodzeniu zaobserwowanych korelacji.
Natomiast prace Colina Campbella miały niewłaściwą interpretację zaobserwowanych wyników, chociażby np. zależność między ilością spożywanych konkretnych pokarmów a częstością występowania ściśle określonych chorób. Przykładowo, umieralność z powodu choroby wieńcowej serca na 100 000 mieszkańców wzrastała wraz ze zwiększającą się ilością spożywanej mąki pszennej. Wynikało to wprost z wyników jakie Campbell zamieścił w swojej pracy, ale już we wnioskach końcowych ni stąd, ni zowąd napisał: "Ludzie jedzący najwięcej produktów roślinnych byli najzdrowsi i na ogół omijały ich choroby przewlekłe".

Poza tym, nie uwzględnił innych współzależności między wieloma czynnikami doprowadzającymi do rozwoju danej choroby.
Ponadto z jego badań wynika również, że tzw. współczynnik korelacji między spożywaniem produktów pszenicznych, a chorobami serca wynosi 0,67. Natomiast wartość tego współczynnika dla białka zwierzęcego wynosi tylko 0,01, a dla białka rybiego 0,11. Wyjaśniam tym, dla których statystyka to nomen omen "chińszczyzna", że im bliższy zera jest ten wskaźnik, tym współzależność przyczynowo-skutkowa jest mniejsza. Inaczej mówiąc, dieta oparta na produktach zwierzęcych jest sprawcą mniejszej ilości zawałów serca, niż dieta zawierająca w swoim składzie produkty pochodzące z pszenicy.

Z kolei, zwolennicy niskowęglowodanowej, niskobiałkowej, ale za to wysokotłuszczowej diety wskazują na coraz liczniejsze badania uzasadniające, że taki wybór składu diety jest właściwy i optymalny. Co więcej, te współzależności dokładnie wyjaśnia biochemia i fizjologia człowieka.

Reasumując

Trudno dokonać właściwego wyboru sposobu odżywiania w świecie, w którym lekarze straszą coraz większą inwazją chorób cywilizacyjnych. A jeszcze trudniej jest wtedy, gdy nie chcemy sami zgłębiać wiedzy z tego zakresu i chcemy zdać się tylko na autorytety w dziedzinie żywienia, za którymi stoi potężna machina urzędnicza.

Nasuwa się taka refleksja: jak to jest, że medycyna jest coraz bardziej doskonała, a chorych przybywa? Tego zjawiska nie da się wyjaśnić w prosty sposób, np. wzrostem ilości ludzi na świecie oraz wydłużeniem średniej długości życia człowieka.

Oddzielnym i zarazem bardzo ciekawym wątkiem poruszonego wyżej tematu jest połączenie wiedzy o odżywianiu z systemami wierzeń religijnych, które także nie pomagają w rozstrzygnięciu dylematu z wyborem sposobu odżywiania.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (73):

Sortuj komentarze:

Jeść tłusto czy chudo?

Odpowiedz nadeszła dzisiaj:
http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,21562289,smalec-na-odchudzanie-bardzo-czesto-osoby-stosujace-wymyslne.html#TRwknd

Pani prof. dr hab. n. med. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowskama ma receptę:

" Ich dzienna porcja ( tłuszczów) jest dokładnie wyliczona - osoba na normalnej diecie, na przykład ok. 2000 kcal, powinna spożywać ich około 60 gramów dziennie"

Rozumiesz , Marku? 60 g dziennie. Ilość "dokładnie wyliczona" !
"Wyliczona"! ;)


A te populacje, które z wyliczeń sobie drwią i spożywają od mniej niż 10% tłuszczu do powyżej 70% tłuszczu, zachowując zdrowie do starości, wolni od chorób przewlekłych, pani profesor łaskawie postanowiła olać milczeniem. Jak na profesora dr. n. med. przystało.
Do dyspozycji pani profesor jest jeden młotek. ;)

A to co pisze o wątrobie, kwalifikuje się do odebrania tytułu! ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

A pacjent czeka na konkretne zalecenia od swojego doktora...

A to jest kolejny problem, z którym ściśle jest związany dylemat między 1. "efficacy",
a 2. "effectivenes".
1. Dotyczy tego, CO robić.
2. dotyczy tego, w jaki sposób wprowadzić w życie skutecznie i długofalowo.

I tu znowu można godzinami, ale popatrz na dietę i " effectiveness ".
I spróbuj z sukcesem, długofalowo, wprowadzić ją w życie wśród większości pacjentów zgodnie z postulatami Caldwella.
Powodzenia! ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

A to przecież zaledwie tylko cząstka informacji, które są potrzebne do wyciągnięcia daleko idących wniosków fizjologicznych czy jeszcze głębiej - biofizycznych i biochemicznych. To jest mniej więcej tak, jak byśmy poprzez poznanie i dokładną analizę konstrukcji mierników czasu, chcieli poznać jego wieloaspektową istotę.
----------------------------

Ależ oczywiście. Ale dane to dane! ;) Są kwasy tłuszczowe nasycone w blaszkach? Są.
A Zięba palnął że nie ma. Trafiając przy okazji samego siebie z własnej broni, czyli zarzucania innym wyciągania z badań wniosków, których tam nie ma.
Trafiony - zatopiony! ;)
Tych badań trochę podaje w obu swoich książkach. Przeczytał chociaż połowę..? ;)


Problem miażdżycy jest fascynujący. W końcu jej skutki to najczęstsza przyczyna zgonów.
Zięba tłumaczył przeceiż Ravnskova, a ten jest autorem ciekawej hipotezy patogenezy miażdżycy, przez vasa vasorum tętnicze.

Ale przecież hipoteza ta nie wyklucza dwutorowego sposobu powstawania mizdżycy:

1. Przez vasa vasorum, tworząc tak zwane "vulnerable plaques", co tłumaczy zawały i udary przy braku "klasycznych i wystarczających" zmian w naczyniach.

2. "Klasyczny" sposób, czyli te wszystkie znane etapy budowania się złogów pod endotelium w aorcie lub innych dużych tętnicach, aż po "osłabienie włóknistej czapy" przykrywającej uformowany złóg i ostateczne jej pęknięcie, powodujące zakrzep.

Moim zdaniem o wiele ważniejsze są przyczyny, w obu przypadkach, a nie jałowe rozstrzyganie, który "mechanistyczny" sposób jest tym "właściwym"...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dane, to dane. Niezależnie od przekonań - mówi profesor Campbell,...
---------------------

No tak, tylko że "jego" eksperymenty polegały na podawaniu wyizolowanej kazeiny i z tego wyciągał zupełnie nieuprawnione wnioski o "białku zwierzęcym".
Są ludzie, którzy przeanalizowali cały, bez wyjątku, oryginalny The China Study, bo to, poza wszystkim, bardzo cenne i wyjątkowe badania i odkryli korelacje ( których ogólna liczba idzie w tysiące) znacznie silniejsze, niż te, do których "przyczepił się akurat Caldwell.
Dane - to dane ! ;) I one nie przypadły(by) mu do gustu z pewnością.
W ogóle badania epidemiologiczne - to nie "dowód", a jedynie przesłanka do dalszych poszukiwań.
Campbell to klasyczny "cherry picking" badacz, który założył klapki na oczy.

Ale... czyż to, co proponuje, nie jest lepsze od "standardowej diety"?
Oczywiście że jest i dlatego tak ważne jest to, do czego porównujemy.
Oraz jakie są cele. Inaczej popatrzymy na problem przez pryzmat populacji, a inaczej przez swój własny, który jest raczej próbą optymalizacji, a nie próbą podwyższenia średniej.

Na tym filmie, który podlinkowałeś, gość mówi o "etyce", w kontekście zabijania zwierząt.
Tylko że umyka mu fakt zabijania pośredniego zwierząt przez uprawy wielkopowierzchniowe, zwierząt których liczba idzie również w miliardy.
Ponadto, gdyby dostał dowód, że jego sposób postępowania jest nieoptymalny dla swojego własnego gatunku i osoby w wieku rozrodczym narażają potomnych, to jego "etyka" trafia natychmiast do kosza.
A takie przesłanki są.
Powtórzę, chodzi o optymalizację, bo on oczywiście wyciągnie badania, które będą porównywały do amerykańskiego SAD. I tak w koło Wojtek...

Przypatrzmy się liczbom. Dziś światowa produkcja zwierzęca sięga 300 mln ton. Podzielmy to na 7 mld ludzi i otrzymujemy ok. 43 kg rocznie. Nie wystarczy?
Wystarczy, tylko jak gość zamawia w restauracji "mięsień", w dodatku ten nie największy, to po pierwsze robi wielką zdrowotną głupotę, a po drugie - jak wielka musi byc produkcja, aby zadowolić takich "mięśniaków" ... ;) ?
Na ten temat można godzinami....

Popatrz na Caldwella. Facet trzyma się niezle, ale widać wyraznie podczas joggingu, że sarkopenia zebrała już swoje żniwo. A sposób, w jaki on "trenuje", nie daje szans na przeciwstawienie się jej. to kolejna przesłanka na brak optymalizacji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dane, to dane. Niezależnie od przekonań - mówi profesor Campbell, natomiast inny Profesor Caldwell Esselstyn ("nawrócony" kardiochirurg) twierdzi, że nie trzeba być bardzo spostrzegawczym, by stwierdzić, że dieta roślinna jest dobra, bo daje mniej zawałów. Tyle tylko, że Masajowie, Inuici i inne nacje, z odwrotnego bieguna sztuki żywieniowej, też nie chorują na zawały. I co z tym zrobić?

Campbell lizynę uważa za jeden z istotnych "wrednych" czynników diety mięsnej, a dr Rath chętnie umieszcza L-lizynę w swoich witaminowych preparatach. Jak to więc jest z tą lizyną?

Takich dylematów można znaleźć setki, jeśli nie tysiące.


A pacjent czeka na konkretne zalecenia od swojego doktora...

Poza tym, sam Esselstyn powiedział, że jeden z jego pacjentów roślinożerców wyzdrowiał, ale nie chciał brać zalecanych przez niego statyn.

Dane, to dane...?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gdy czytam takie prace (do której podałeś link), to nasuwa mi się jedna zasadnicza myśl, że człowiek chce zrozumieć (tak do końca!) sposób działanie np. mózgu czy jak w tej pracy patogenezę miażdżycy, na podstawie przesłanek z anatomii, analizując skrupulatnie budowę. A to przecież zaledwie tylko cząstka informacji, które są potrzebne do wyciągnięcia daleko idących wniosków fizjologicznych czy jeszcze głębiej - biofizycznych i biochemicznych. To jest mniej więcej tak, jak byśmy poprzez poznanie i dokładną analizę konstrukcji mierników czasu, chcieli poznać jego wieloaspektową istotę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

No i na chłopski rozum... jak już się lipoproteina znajdzie poza endotelium w intimie to niby jaki mechanizm miałby akurat tłuszcze nasycone wyrzucać z powrotem do krwi..? ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nawet przedstawiający siebie jako "wykrywacze oszustw", tacy jak Zięba, nie odrobili dostatecznie lekcji. To wkurza mnie najbardziej, bo jak się gość "zabiera" za "establishment", a sam popełnia szkolne, podstawowe błędy, to ... no... dobrze w każdym razie nie jest...

Na przykład używa synonimu miedzy "tłuszczami zwierzęcymi" i "tłuszczami nasyconymi", ale to pal licho, można wytłumaczyć tłumaczeniem gawiedzi.
Ale jeśli jednocześnie pisze i to wytłuszczonymi literami, że w wypreparowanych blaszkach miażdżycowych nie znaleziono "śladu tłuszczów zwierzęcych" - to najzwyczajniej w świecie albo kłamie, albo pojęcia nie ma, o czym pisze.

Raczej to drugie, bo przedstawia jako dowód badanie, w którym czarno na białym ( tylko abstrakt dostępny) stwierdzono brak korelacji między tłuszczem nasyconym z diety i/lub tkanki tłuszczowej, a tłuszczem nasyconym w blaszce miażdżycowej.
Brak korelacji nie oznacza braku " w ogóle", o czym wie uczeń dobrego liceum.

Zresztą o czym tu gadać, w badaniu w tabeli 5 masz skład lipidów blaszki miażdżycowej razem z SFA czarno na białym:
http://atvb.ahajournals.org/content/17/7/1337#sec-1

Poza tym gość nie rozumie najwidoczniej fizjologii. Przecież tłuszcz z diety jest co najmniej raz rozbierany w jelicie i składany do kupy z powrotem do TG, a może być też rozbierany i składany do triglicerydu w wątrobie, więc na jakiej podstawie twierdzi o pochodzeniu tłuszczu po jakimś czasie w blaszkach..?
Ręce opadają... a to tylko wycinek kwiatków...

Komentarz został ukrytyrozwiń

I tak w koło Macieju... Prawda - nieprawda, prawda - nieprawda...

Kiedyś, jeszcze nie tak dawno, była sobie taka "instytucja", która nazywała się autorytetem. Dzisiaj autorytet jest już tylko mierzalny w pieniądzu...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wiem, że w sprawach żywieniowych wiedza naukowa i tak ma większego znaczenia, bo nigdy nie mamy dzisiaj pewności, czy ona nie jest przypadkiem "wiedzą naukową".
--------

Pewności skutków nie mamy w większości działań.
Ale są poszlaki. Stawka jest wysoka, więc i "zabawa" - pasjonująca.


Niestety takie są czasy... że najpierw trzeba by ustalić, czy naukowcy, to... naukowcy
---------------------

Ale jak.. ? Żandarma postawić w laboratorium? ;)

Masz do dyspozycji abstrakt i jesteś skazany na wnioski badających, które mogą być błędne.
Masz do dyspozycji cały opis badania i cały opis metodologii i nawet jeśli nie ma w niej błędu, to nie wiesz czy w rzeczywistości badacze w ogóle takie badanie przeprowadzili albo np czy nie przeprowadzili 100 prób, z czego opublikowali tylko 5 z nich, te, które im "pasowały". Innych możliwości manipulacji jest wiele, łącznie z tymi najbardziej bezczelnymi, czyli kiedy wykładają kawę na ławę i twierdzą, że to herbata ;). Te z kolei, to najczęściej przekręty w "statystyce"...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.