Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

974 miejsce

Jeść chudo czy tłusto? Schizofrenia żywieniowa

Człowiek współczesny, w aspekcie swojego odżywiania, ma dylemat niemalże nie do rozwiązania i często zadaje sobie pytanie: jeść chudo, zgodnie z zaleceniami żywieniowców, czy tłusto wbrew ich opinii? Gdzie leży prawda?

Żywność / Fot. Marek ChorążewiczDieta ma kolosalny wpływ na zdrowie i życie człowieka - to wiedzą wszyscy, ale już podczas zastanawiania się nad konkretnymi zaleceniami - zaczynają się schody…

Nie jedz tłusto, bo tłuszcz cię zabije! - do takich końcowych wniosków dochodzą zwolennicy, dający wiarę oficjalnym zaleceniom żywieniowym. Natomiast coraz więcej lekarzy i dietetyków o przeciwnym podejściu do spraw żywienia głoszą tezę: tłuszcz i cholesterol nie jest twoim wrogiem! To bajka o żelaznym wilku.

W tej sytuacji rodzi się pytanie: gdzie jest prawda obiektywna?

Pierwsze lobby jest przepotężne, bo ma za sobą oficjalną naukę i aparat urzędniczy państwa, a drugie jest wyśmiane i stłamszone ex cathedra "naukowymi" argumentami.
Dlaczego napisałem słowo "naukowymi" w cudzysłowie? Z prostego powodu, ponieważ dziesiątki, jeżeli nie setki prac naukowych mających ogromny wpływ na oficjalne podejście do żywienia człowieka, miało poważne luki metodologiczne. Wskażę dwa takie badania, które pozostawiły ślad w dzisiejszych oficjalnych zaleceniach dietetycznych i były podstawą konstrukcji tzw. piramidy żywieniowej.

Pierwsze z nich, to prace statystyczno-epidemiologiczne Ancela Keysa z lat 50., które były, między innymi, podwaliną tzw. teorii tłuszczowo-cholesterolowej etiologii i patogenezy miażdżycy.
Drugi przykład, to dwudziestoletnie obserwacje w ramach tzw. The China Study pod kierownictwem Collina Campbella, a opublikowane w 1990 roku, z których miała wynikać wyższość diet skomponowanych z produktów roślinnych nad tymi, które pochodzą od zwierząt.

Dietetycy na całym świecie podpierają się zaleceniami najbardziej wpływowej w tym zakresie instytucji świata, jaką jest FDA z USA (Food and Drug Administration - Agencja Żywności i Leków).

Ten krótki tekst, który z pozoru może wydawać się obiektywny takim nie jest, ponieważ być nim nie może, właśnie z powodu wspomnianych wyżej błędów jakimi były obarczone te badania, a wnioski końcowe wypływające z nich nie mogą być w takiej sytuacji uważane za prawdę obiektywną, zwłaszcza, gdy są one stronnicze z elementami wręcz fałszerstwa (prace Keysa), bądź niekompletne (prace Campbella). Dlatego też, doktor Jan Kwaśniewski, krzewiciel optymalnego sposobu odżywiania, nazywa taką "wiedzę" - poglądami.

Keys miał dane epidemiologiczne z 22 krajów, ale do uzasadnienia swojej tezy o szkodliwości tłuszczów i cholesterolu wybrał do analizy tylko dane z 7 krajów. Resztę - niepasującą do postawionej tezy - odrzucił, gdyż one wręcz przeczyły jego dowodzeniu zaobserwowanych korelacji.
Natomiast prace Colina Campbella miały niewłaściwą interpretację zaobserwowanych wyników, chociażby np. zależność między ilością spożywanych konkretnych pokarmów a częstością występowania ściśle określonych chorób. Przykładowo, umieralność z powodu choroby wieńcowej serca na 100 000 mieszkańców wzrastała wraz ze zwiększającą się ilością spożywanej mąki pszennej. Wynikało to wprost z wyników jakie Campbell zamieścił w swojej pracy, ale już we wnioskach końcowych ni stąd, ni zowąd napisał: "Ludzie jedzący najwięcej produktów roślinnych byli najzdrowsi i na ogół omijały ich choroby przewlekłe".

Poza tym, nie uwzględnił innych współzależności między wieloma czynnikami doprowadzającymi do rozwoju danej choroby.
Ponadto z jego badań wynika również, że tzw. współczynnik korelacji między spożywaniem produktów pszenicznych, a chorobami serca wynosi 0,67. Natomiast wartość tego współczynnika dla białka zwierzęcego wynosi tylko 0,01, a dla białka rybiego 0,11. Wyjaśniam tym, dla których statystyka to nomen omen "chińszczyzna", że im bliższy zera jest ten wskaźnik, tym współzależność przyczynowo-skutkowa jest mniejsza. Inaczej mówiąc, dieta oparta na produktach zwierzęcych jest sprawcą mniejszej ilości zawałów serca, niż dieta zawierająca w swoim składzie produkty pochodzące z pszenicy.

Z kolei, zwolennicy niskowęglowodanowej, niskobiałkowej, ale za to wysokotłuszczowej diety wskazują na coraz liczniejsze badania uzasadniające, że taki wybór składu diety jest właściwy i optymalny. Co więcej, te współzależności dokładnie wyjaśnia biochemia i fizjologia człowieka.

Reasumując

Trudno dokonać właściwego wyboru sposobu odżywiania w świecie, w którym lekarze straszą coraz większą inwazją chorób cywilizacyjnych. A jeszcze trudniej jest wtedy, gdy nie chcemy sami zgłębiać wiedzy z tego zakresu i chcemy zdać się tylko na autorytety w dziedzinie żywienia, za którymi stoi potężna machina urzędnicza.

Nasuwa się taka refleksja: jak to jest, że medycyna jest coraz bardziej doskonała, a chorych przybywa? Tego zjawiska nie da się wyjaśnić w prosty sposób, np. wzrostem ilości ludzi na świecie oraz wydłużeniem średniej długości życia człowieka.

Oddzielnym i zarazem bardzo ciekawym wątkiem poruszonego wyżej tematu jest połączenie wiedzy o odżywianiu z systemami wierzeń religijnych, które także nie pomagają w rozstrzygnięciu dylematu z wyborem sposobu odżywiania.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (61):

Sortuj komentarze:

W poradach żywieniowych współcześni "specjaliści" od żywienia mają bardzo "precyzyjne" zalecenia. Na przykład słowa "dużo" używają na prawo i lewo. Mamy jeść dużo owoców, dużo warzyw i dużo witamin. Chociaż... "dużo" mikroelementów - nie spotkałem...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Na problem można spojrzeć z jeszcze jednej perspektywy:

Średnia wartość stężenia LDL u noworodków wynosi tylko ok. 37 mg/dL. ( po urodzeniu rośnie gwałtownie w ciągu miesiąca)
Dlaczego? Przecież rozwijający się dynamicznie mózg i inne tkanki płodu potrzebują cholesterolu jak kania dżdżu.
Dzieje się tak dlatego właśnie, aby organizm płodu nie wytwarzał przeciwciał przeciwko organizmowi matki.
Co z kolei może prowadzić do hipotezy, że rola odpornościowa lipoproteiny LDL jest istotniejsza, niż rola transportowa. W końcu komórka może w razie konieczności wytworzyć sobie cholesterol sama.

http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC1947898/?page=2

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dla mnie wciąż jest jedna kwestia "niejasna".
Czy pan profesor cierpi na kliniczny przypadek niewiedzy, czy na niemożność oparcia się argumentom siły? ;)

Z jednej strony używa bowiem często wysoce specjalistycznych terminów, a z drugiej ani razu nie użył prostego sformułowania, które samo przez się już wiele mówi: lipoproteina. W zamian siepał na lewo i prawo "cholesterolem". "Dobrym" i "złym" w dodatku. ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

W dodatku, pod filmem wyłączono możliwość zamieszczania komentarzy i prowadzenia dyskusji. No bo jakże to, żeby ktoś mógł wytykać błędy panu profesorowi, znawcy problemu? Który - trzeba przyznać - ze swadą i energicznie wykład poprowadził.

Komentarz został ukrytyrozwiń

" "Leczenie" ( statynami) musi trwać stale, ponieważ to "leczenie" nie usuwa przyczyny. Usuwa ono wyłącznie objaw biochemiczny, jakim jest hipercholesterolemia".

Czyż można "piękniej" wyartykułować własną porażkę ? Jako lekarza i człowieka?

=======
Przy okazji, pan profesor był łaskaw pominąć ważną rolę lipoproteiny LDL. Immunologicznej roli. To rola podobna do tej, jaką pełnią podatne na oksydację kwasy wysoce wielonienasycone w błonach komórkowych. Informacyjną rolę. LDL pełni rolę "strażnika" w osoczu w stosunku do patogenów osocza. Takimi komponentami na przykład, które bezpośrednio utleniają LDL, są lipopolisacharydy, składniki błon komórkowych bakterii.
Utlenienie jest sygnałem dla makrofagów, które wchłaniają LDL i od tego momentu działają dwutorowo:
- identyfikując przeciwnika zaczynają poszukiwać kolejnych wrogów ( jak pies, który "złapał ślad" ;) z krwiożerczym zamiarem likwidacji wroga ;)
- to, co spowodowało oksydację LDL, makrofagi odzierają z szat, aby nagiego najeźdźcę "zaprezentować" układowi odpornościowemu do wytworzenia przeciwciał.

I wszystko działa sprawnie, gdyby nie człowiek, który wpadł na pomysł, aby "zasymulować" działanie wroga nieodpowiednią dietą ( szczególnie kwasy omega 6 w nadmiarze, nadmiarze który jest "normą" dziś )
W ten sposób LDL z roli pożytecznego strażnika, przekształca się w nadpobudliwą armię strażników, która powoduje dalekosiężne skutki uboczne. Biologia to nie jest niestety gra do jednej bramki.

Niemniej jednak pan profesor, nazywając "leczeniem" przyjmowanie statyn, nie tylko nie usuwa przyczyny ( do czego się wprost przyznaje), ale również osłabia w krótszej ( czyli najważniejszej) perspektywie zdolności obronne człowieka.

Jeśli to ma być "medycyna" - to ja wolę znachorów. ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Trafiłem w sieci na ten oto filmik o cholesterolu, do którego podaję link:

https://youtu.be/pE2tpAOLhck

Filmik jak filmik. Nie miałby on dla mnie większego znaczenia, gdyby nie to, że profesor Jan Gmiński zapowiada zdjęcie odium z cholesterolu za wszelkie zło, jakie on czyni w procesie rozwoju miażdżycy, a tymczasem w czasie całego wykładu dowodzi zupełnie czegoś innego, twierdząc w końcu, że: "Leczenie hipercholesterolemii należy zacząć statynami jak najwcześniej". A więc trzyma "linię" pediatrów amerykańskich, którzy zamierzają leczyć już statynami nawet małe dzieci. Cholesterol przyjaciel, ale zły i trzeba "go leczyć".

Kilka uwag merytorycznych do wykładu.

Pierwsza - kiedy naukowcy skończą pleść bzdury o miażdżycorodnym działaniu cholesterolu na naczynia królika? A czynią już tak ponad sto lat, od Aniczkowa, do Davida Kritchevsky`ego, który w 1954 roku to jeszcze podkręcił wykonując swoje badania na królikach. Czyżby do tej pory nikt jeszcze nie zauważył, że królik jest wegetarianinem?
Ma on przecież nieco inne szlaki metaboliczne niż człowiek, a zatem jak można bezpośrednio patologię królika odnosić do człowieka? To może podajmy lwu pszenicę, nawet tę "najbardziej wartościową", z pełnego przemiału i zobaczymy czy przeżyje? Królikom podawano tę niefizjologiczną dla nich dietę podstępnie i na siłę, więc lwu zróbmy tak samo. Potem będziemy badać u tych biednych zwierzaków jakie rozwinęły się u nich choroby...

Druga - pan profesor mówi, że w naszej diecie jest dużo cholesterolu. I co z tego niby ma wynikać? Przecież każdy fizjolog wie, że podaż cholesterolu w pokarmie nie ma większego wpływu na poziom cholesterolu we krwi. Czyżby to była nieuwaga? Przeoczenie tego ważnego faktu? A jeżeli pan profesor mówi, że monocyty "obżerają się cholesterolem w naczyniach po wniknięciu pod śródbłonek", to wypadałoby podkreślić, że jest to cholesterol endogenny, czyli ten wyprodukowany w naszej wątrobie z węglowodanów pochodzących z diety.

Trzecia - proszę posłuchać dokładnie jak pan profesor przedstawia dramatycznie sytuację w Polsce, odnośnie "leczenia cholesterolu", bo - jak dla mnie - w tym momencie kończy się... logika całego wykładu.

Czwarta - pokazywana tablica czynników ryzyka miażdżycy (11 minuta) zawiera tę samą starą śpiewkę: CHOLESTEROL NIBY DOBRY, ALE WINNY, a kwasy tłuszczowe nasycone "też pod ścianę". A przecież to najzwyklejsza nieprawda.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Wiesławie, wydaje mi się, że takie spojrzenie na stres jest stereotypowym tłumaczeniem przyczyn chorób cywilizacyjnych (w tym otyłości), a wynikającym z utrwalonych i z pozoru trafnych obserwacji, które są jednak - według mnie - czymś odwracającym uwagę od istoty sprawy, tak jak to czyni słowo "cholesterol" w tłumaczeniu patogenezy miażdżycy. Tyle tylko, że stres odnosimy raczej do spraw psychiki człowieka.

Okazuje się, że pokarmy zawierające zboża, zwłaszcza pszenicy (niezależnie czy są rafinowane czy z pełnego przemiału) w trakcie trawienia wytwarzają egzorfiny, a więc substancje dające poczucie szczęścia, rozkoszy i innych miłych doznań, co powoduje, iż człowiek sięga po jeszcze... i jeszcze... Stąd wynika nadmiar pokarmu wprowadzanego do organizmu ponad jego zapotrzebowanie. Ludzie żywiący się optymalnie nie mają "ciągu" na słodycze, które mają być reduktorem łagodzącym skutki długotrwałego stresu, jak Pan podkreślił.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Współczesnego człowieka zabijają stresy - powinienem napisać 'lęki". Aby odreagować podjada oraz podpija więcej niż potrzebuje jego organizm. I to jest przyczyna wielu otyłości. Zatem trzeba się zastanowić jak wychodzić ze stressu, ograniczyć skutki lęków Podobno śmiech powoduje szybszą przemianę materii. Może trzeba po prostu nayczyć się cieszyć każdym dniem, pisać dzienniki i pamiętniki ...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Cóż... jak się ma ambicje "zbawiać" ludzkość - to dochodzi się do takich wniosków. Nielogicznych w dodatku:

/...jestem tak mądry, jak i wprzódy!(...)/

W momencie, gdy stał się "mądrzejszy" o tą "wiedzę", to się stał "mądrzejszy" po prostu, a nie tak "mądry" jak wcześniej, nieprawdaż ? ;)
===========

/Czyż stertą uczonych książkowych mądrości naprawić świat zdołam, dać szczęście ludzkości?/

"Stertą wiedzy" - nie. Dlatego, że potrzebna jest "wiedza w działaniu".
No i trochę skromności ;) Może nawet na tyle jej dużo, aby zacząć od siebie ;)

Moja Mama, która ma 80 lat, ledwo wchodziła na piętro ( efekt przede wszystkim statyn, które jak dobrze wiadomo, rozwalają mięśnie kompletnie). A teraz śmiga na długie spacery bez najmniejszego problemu. Zacząć od siebie, po czym krok za krokiem...


" Dla triumfu zła potrzeba tylko, żeby dobrzy ludzie nic nie robili."

Edmund Burke

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gdyby tak zastanowić się głęboko nad problemem zawartym w tytule, to wiedzę naszą można podsumować fragmentem z monologu Fausta, J. W. Goethego:





"Choć filozofię studiowałem,

medyczny kunszt, arkana prawa

i teologię też, z zapałem

godnym, zaiste, lepszej sprawy,

na nic się zdały moje trudy —

jestem tak mądry, jak i wprzódy!(...)


Czyż stertą uczonych książkowych mądrości

naprawić świat zdołam, dać szczęście ludzkości?"


Janusz SZPOTAŃSKI

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.