Facebook Google+ Twitter

Jesienne nawroty depresji

Według definicji encyklopedii, określa się ją jako: "zaburzenia psychiczne z grupy zaburzeń afektywnych, charakteryzujące się obniżeniem nastroju i napędu psychoruchowego oraz zaburzeniem rytmów okołodobowych i lękiem".

"Gdy jest bardzo smutno, to kocha się zachody słońca."Antoine de Saint Exupéry.

http://commons.wikimedia.org/wiki/File%3AVincent_Willem_van_Gogh_002.jpg / Fot. Vincent van Gogh [Public domain], via Wikimedia Commons Choć odmian depresji jest kilka, ogólnie można podzielić ją na trzy podstawowe postacie: łagodną, umiarkowaną i ostrą. Do łagodnej zaliczana jest depresja objawiająca się pogorszeniem samopoczucia i osłabieniem przez większą część dnia; może trwać co najmniej dwa tygodnie.
Inna postać depresji to tzw. depresja sezonowa. Pojawia się zazwyczaj jesienią, gdy noce stają się dłuższe a dni coraz krótsze; szara aura za oknem powoduje zwiększoną senność w ciągu dnia. Pacjent zaczyna odczuwać: zmęczenie, niechęć do jakichkolwiek zajęć, bezsenność lub nadmierną senność, brak apetytu lub nadmierny apetyt, cierpi na niską samoocenę, poczucie kompletnej bezsilności; popularnie mówi się o dołku psychicznym, który uniemożliwia normalne funkcjonowanie zarówno w pracy zawodowej, jak i w życiu prywatnym. Taki stan może trwać od kilku miesięcy do... powiedzmy dwóch lat. Ale nie tylko jesienna aura przyczynia się do rozwoju tej choroby. Silny wstrząs, stres, niepowodzenia życiowe (utrata pracy, mieszkania, brak środków na utrzymanie...) również mogą zapoczątkować jej rozwój. Objawy chorobowe w tego typu przypadkach mogą przybrać postać ostrą i przewlekłą, nie zawsze uleczalną. Ofiarą padają najczęściej osoby wrażliwe, ambitne, niespełnione. Wiek nie ma tu znaczenia. Na leczenie specjalistyczne zgłaszają się zarówno osoby starsze, jak i młodzież. Najczęściej kieruje ich tu lekarz pierwszego kontaktu, bądź przyprowadza osoba, której pacjent jest w stanie zaufać. Leczeniem zaburzeń depresyjnych zajmują się lekarze psychiatrzy we współpracy z psychologami. Każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie bowiem schorzenia tego nie można traktować szablonowo.
Mimo, iż depresja znana jest już od wieków, to trzeba przyznać, że ostatnimi czasy atakuje coraz częściej. W czym tkwi problem? Słaba odporność psychiczna, kompleksy, niespełnione ambicje czy presja otoczenia mogą być powodem zaburzeń? - trudno jednoznacznie określić. Choroba może rozwijać się w każdym wieku i dotyczy różnych grup społecznych. Na podstawie dostępnych źródeł dowiadujemy się, że w przeszłości zapadały na nią przede wszystkim osoby wrażliwe, zwłaszcza: artyści, pisarze, muzycy, malarze, filozofowie... Wśród sławnych twórców, znaczna część cierpiała również na chorobę afektywną dwubiegunową, zwaną potocznie chorobą maniakalno - depresyjną (tzw. ChAD, cyklofrenia). Karol Dickens, Hans Christian Andersen, Virginia Woolf, Ernest Hemingway, Franz Kafka, Johann Wolfgang Goethe, Gerard de Nerval, Sylwia Plath, Wincent van Gogh, Michał Anioł, Robert Szuman, Hector Berlioz, Fryderyk Chopin, Wolfgang Amadeusz Mozart, Ludwig van Beethoven - to nazwiska wielkich twórców, których dzieła zapisały się w kartach historii jako nieprzeciętne i ponadczasowe. Niestety nie byli oni szczęśliwymi ludźmi; "niewolnicy smutku" - jak to określił słynny średniowieczny lekarz Paracelsus, który poświęcił sporo uwagi tematyce depresji, opisując objawy stanów melancholijnych, wynikające jak twierdził z obniżenia tzw. "spiritus vitae. Prace w/w twórców często odzwierciedlały ich aktualny stan umysłu w momencie tworzenia; pozwalały na skoncentrowaniu się na sztuce a zarazem oderwaniu od smutnej, przygnębiającej ich rzeczywistości. Stworzone przez nich dzieła po dziś dzień zachwycają i szokują swym pięknem i oryginalnością, noszą miano ponadczasowych. Sami autorzy dzieł zasłynęli jako geniusze wyprzedzający epokę w której żyli. Prawdopodobnie to było głównym powodem uniemożliwiającym nawiązanie dialogu z otoczeniem. Mimo wrodzonego talentu, męcząc się w klatce samotności, obaw i lęków, niestety nie byli w stanie na dłuższą metę kontynuować swojej misji. Umierali często w młodym wieku, w większości na skutek dziwnych nie do końca zdiagnozowanych chorób, czasem nawet popełniając samobójstwo. To tyle o artystach... ale nie tylko oni padają ofiarami depresji.
Jak już wspomniałam, atakuje ona osoby wrażliwe i niezbyt odporne psychicznie. Niestety z roku na rok mamy do czynienia z coraz większą agresją i napastliwością wśród ludzi. Jak na ironię, sprzyjają temu m.in. najnowsze osiągnięcia techniki. W poszukiwaniu pracy, w pogoni za pieniędzmi, osłabieni i zdesperowani, marzymy o spokoju... Tylko niektórzy decydują się na szpital... tego rodzaju azyl mimo powszechnie panującej opinii o wariatkowie, nie jest takim najgorszym wyjściem...
Do powyższego wniosku doszłam kilka lat temu, kiedy to jedna z moich koleżanek znalazła się na oddziale psychiatrycznym z objawami przedłużającej się depresji. Problemy rodzinne i brak perspektyw na ich rozwiązanie doprowadziły ją do stanu całkowitej obojętności i wyłączenia się życia. Pewnego dnia przestała przychodzić do pracy, nie zdając sobie sprawy z tego, że w niedługim czasie zabraknie jej środków do życia... Gdy weszłam na oddział, poproszono mnie do świetlicy - tutejszego miejsca odwiedzin. Za plecami usłyszałam zgrzyt przekręcanego w zamku klucza. Postanowiłam wczuć się w sytuację potencjalnej pacjentki, która trafiła tu na oddział. W zasadzie to nie najgorsze wyjście - pomyślałam. Otoczenie, które wcześniej uprzykrzało życie pacjentce zostaje za zamkniętymi drzwiami... Tu pacjent rozpoczyna nowe życie; poza standardowym wyposażeniem w postaci łóżka i szafki, ma dostęp do telefonu, otrzymuje leki ale i również bierze udział w zajęciach terapeutycznych: muzykoterapii, zajęciach plastycznych, itp., jest dostęp do biblioteki, komputera, jednym słowem ma czas dla siebie. Najtrudniejszy pierwszy raz, potem idzie już jak po maśle... Czasem trzeba odciąć się od świata, żeby przemyśleć, zrozumieć pewne sprawy i wówczas jak się okazuje - najlepszym rozwiązaniem staje się właśnie ta zamknięta klatka. Od tej chwili zarówno w pracy jak i w domu wszyscy nieźle zaczynają sobie radzić i wszystko można przeprowadzić inaczej... Zastanówmy się, czy musiało do tego dojść? Czy w naszym otoczeniu nie wykorzystujemy za bardzo kogoś z naszych najbliższych, czy wśród kolegów, koleżanek ktoś blisko nas nie woła po cichutku: "help"? Jesienią depresja nasila się. Obserwuj bacznie swoje otoczenie. Być może ktoś potrzebuje twojej pomocy?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Depresja w dzisiejszej Polsce, to przede wszystkim dolegliwość biznesmenów, którzy nie wydostają się powyżej średniego pułapu europejskich obrotów. Czyli zostaje na rozruch, paliwo, zazwyczaj kilka flaszek i wizyty u prywatnych psychiatrów. To ostatnie tłumaczy żelazną kondycję rodzimej monety i obniżony nastrój przeciętnego polskiego pacjenta. Niezrównoważeni artyści i reszta nie obciążają tak wydatnie statystyk. Tylko po co komu wierzyć statystykom. Tym bardziej psychiatrom. Żyć trzeba.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.