Facebook Google+ Twitter

Jestem bazgraczem, popychaczem pikseli

Nie tylko polscy programiści są doceniani w informatycznym świecie. Rozmowa z Piotrem Gajosem, grafikiem komputerowym.

Co jakiś czas dowiadujemy się z mediów, że polscy studenci zajmują czołowe miejsca w mistrzostwach w programowaniu. Jest to oczywiście ogromny sukces i powód do dumy, że programiści znad Wisły są coraz częściej doceniani za granicą. Czy jednak wielki świat zauważa tylko naszych informatyków? Okazuje się, że nie!

Piotr Gajos, student piątego roku kulturoznawstwa na Uniwersytecie Wrocławskim od lat zajmuje się grafiką komputerową. Specjalizuje się w projektowaniu interfejsów graficznych, czyli tego, co użytkownik widzi, obcując z programem komputerowym. Udało mi się porozmawiać z nim o jego pracy, zainteresowaniach, a także o tym, dlaczego zdecydował się pracować wyłącznie poza Polską.

Kiedy rozpoczęła się twoja przygoda z grafiką? Od czego zaczynałeś?
– Ciężko to określić, ponieważ bazgraniem we wszelakiej formie zajmuję się, odkąd pamiętam. Myślę, że na serio zainspirował mnie Simon Bisley, amerykański rysownik komiksowy. Jego styl mocno podziałał na moją wyobraźnię i postanowiłem - jako 13-letni dzieciak - nauczyć się rysować tak jak on. Oczywiście się nie udało, ale liczy się motywacja… W liceum bazgrałem bardzo dużo, zarówno w bloku rysunkowym, jak i na marginesach zeszytów (robię to zresztą do dziś). Próbowałem nawet dostać się na grafikę na ASP we Wrocławiu. W międzyczasie dostałem mój pierwszy komputer PC i z miejsca zainstalowałem na nim program Adobe Photoshop 3.0. Po dwudziestu minutach zabawy zdałem sobie sprawę, że tym chcę się zajmować - grafiką komputerową. ASP miało mi dać silne podstawy teoretyczne: wiedzę o kolorach, kompozycji, organizacji pracy itp. - taki fundament, który bez ASP musiałbym mozolnie budować samemu, ucząc się na własnych błędach.

Ale studiujesz kulturoznawstwo. Nie dostałeś się na ASP?
Dałem sobie spokój z ASP. Stwierdziłem, że wolę spróbować sam.

Komputery Apple to wielka pasja Piotra. Nawet kontuzja nie jest w stanie przeszkodzić w kolejnych zakupach :)Dlaczego? Sam mówiłeś, że akademia daje ogromne podstawy, bazę, na której wyrasta artysta.
Z uczelniami artystycznymi jest takie zagrożenie, że Twoja kreatywność, wolność, wyobraźnia może zostać w jakiś sposób ograniczona, wrzucona w karby przyzwyczajeń i oczekiwań profesorów. Przestraszyłem się tego, bo nie chciałem pozwolić, żeby to wpłynęło na to, co robię. Krytyką twórczości grafika komputerowego powinni się zajmować tylko jego klienci i odbiorcy. Osoba typu profesor może dać początkującemu grafikowi bardzo dużo, ale jednocześnie może go dosłownie skrzywdzić.

Więc zrezygnowałeś z ASP i rozwijałeś swoje zainteresowania sam. Kiedy pierwszy raz zetknąłeś się z projektowaniem interfejsów?
Drugi oblany egzamin wstępny na ASP to mniej więcej czasy, kiedy zająłem się modyfikowaniem interfejsu Windows na modłę Mac OS X. Ten system, komputery Apple generalnie, w krótkim czasie stały się dla mnie dosyć frustrującym marzeniem. Skoncentrowałem się na doskonaleniu moich umiejętności w Photoshopie, optymistycznie wierząc, że reszta jakoś się ułoży. Tworzyłem nakładki na system Windows, upodabniające go do Maka. To dosyć skomplikowana i żmudna praca, wymagająca wielkiej precyzji i szlifowania niemal każdego piksela. Po roku udzielania się na forum aqua-soft.org (forum o modyfikacji systemu Windows - przyp. JR) zostałem tam moderatorem, potem zostałem zaproszony na powstające forum macthemesforums.net.

Co to za forum? Czy różni się od Aqua-Soft?
Przede wszystkim jest przeznaczone dla użytkowników Maków, którzy chcą swoje interfejsy upiększać i modyfikować. Poziom wyżej niż Aqua-Soft. W tym czasie nie miałem jeszcze komputera Macintosh więc było to dosyć dziwne - założyciel macthemesforums.net, Phill Ryu, poprosił mnie o stworzenie projektu skóry do OS X, co miało być takim dopalaczem na start, elementem przyciągającym ludzi. Nie miałem pojęcia, z czym to się je, ale było to na tyle ekscytujące, że jakoś się wywiązałem z tego zadania. Wygląda na to, że moje ówczesne umiejętności i pomysły były wartościowe dla użytkowników. To ogromna nobilitacja, patrząc z perspektywy czasu…

Niedługo potem zostałeś dostrzeżony. Dostałeś pierwszą poważna propozycję pracy. Kto Cię wypatrzył na forum?
John Casasanta - twórca programu iClip - stwierdził, że potrzebuje projektanta interfejsu, żeby wznieść program na nowy poziom. MacThemesForums uważa się w sieci za miejsce, gdzie pojawiają się najlepsi designerzy UI (User Interface - przyp. JR), pracujący w środowisku Apple. John zwrócił się więc do Philla Ryu i poprosił o pokazanie prac najlepszych według niego projektantów z forum. Jak się potem okazało, znalazłem się w tym gronie. Mój styl spodobał się Johnowi najbardziej. Napisał do mnie maila, mnie pomysł niesamowicie się spodobał i po kilku rozmowach zabraliśmy się do pracy.

Piotr przy pracy…Czym zajmowałeś się przy swoim pierwszym poważnym projekcie?
Od samego początku priorytetem był interfejs programu iClip: przyciski, animacje, organizacja logiczna i semantyczna okna programu, funkcjonalność i intuicyjność. Poza tym stworzyliśmy widget iClip lite (zwycięzca konkursu DashboardWidgets.com w 2005 roku), potem drugą jego wersję, która wygrała w konkursie Apple Design Award 2006. Oprócz tego zajmuję się wszelkiego rodzaju materiałami reklamowymi firmy - projektuję plakaty, broszury, wizytówki, stronę internetową… dosłownie wszystko. Właściwie moim zadaniem jest stworzenie identyfikacji wizualnej firmy. Wszystkie wizualia Inventive muszą mieć leitmotiv, który niesie ze sobą message firmy, jest jego metaforą. Czyli: iClip jest futurystyczny, minimalistyczny, w dobrym guście, czysty, jasny, profesjonalny, ale nie zimny, przyjazny i taki trochę z wyższej półki. To dla mnie bardzo trudne, bo jestem 24-letnim dzieciakiem, który nie ma jeszcze zbyt wielkiego pojęcia o tej "wyższej półce".

Czy Twoja praca miała jakiś wpływ na Twoje studia? Pewnie mnóstwo zarwanych nocy, przez to, że Ty byłeś w Polsce, a firma w Stanach?
W moim przypadku studia i zarwane noce to dwie osobne sprawy. Studiuję kulturoznawstwo i pomimo tego, że są to studia dzienne, nie wymagają ode mnie uczenia się do piątej rano. Na kulturoznawstwie nie istnieje pojęcie "kucia na blachę". Tak więc praca nie ma aż tak wielkiego wpływu na studia, jeśli chodzi o czas. Inną sprawą jest koncentracja - projektowanie odciąga mnie od nauki, ponieważ non-stop myślę, jakby tu udoskonalić moje projekty, zastanawiam się nad bieżącymi zadaniami i oczywiście… przysypiam na zajęciach. Najlepiej pracuje mi się w nocy - to kwestia przyzwyczajenia - wtedy mogę się najlepiej skoncentrować.

Wspomniałeś o Apple Design Award. Co to za nagroda? Jakie ma znaczenie w środowisku?
Apple Design Awards to nagroda przyznawana co roku na konferencji programistycznej World Wide Developers Conference przez firmę Apple. W naszym małym środowisku to odpowiednik Oscara, najwyższe możliwe odznaczenie i dowód na to, że jest się naprawdę najlepszym. W kontekście globalnym to naprawdę nic, ale dla "naszych" developerów i projektantów liczy się tylko środowisko. Nie oglądamy się na rynek Windows i Linuxa, wierzymy że jesteśmy swego rodzaju elitą, choć to złe słowo, ma pejoratywne zabarwienie. Wierzymy, że pracujemy nad aplikacjami dla najlepszego systemu operacyjnego na świecie i nasze programy (oczywiście jeśli są dobrze napisane i zwizualizowane) mogą naprawdę pomagać ludziom, ułatwiać im życie i dawać radość. Jedyną poprzeczką są projekty Apple, a celem jest jej przeskoczenie. Apple Design Award jest na to dowodem ostatecznym.

Odpowiednik Oscara? W takim razie od tego czasu pewnie nie możesz opędzić się od potencjalnych pracodawców? Posypały się oferty?
Było dużo bardzo miłych słów od dosyć ważnych ludzi, kilka natychmiastowych zleceń. Większość była jednak dziwaczna albo niepewna. Kilka odrzuciłem, bo były mało interesujące - na przykład strony WWW, którymi nienawidzę się zajmować. Ważniejszy okazał się powolny wzrost mojej reputacji w środowisku, co zaowocowało między innymi moim najświeższym kontraktem z firmą Brainwave Enterprises.

Ten kontrakt wiązał się z Twoim wyjazdem do Tajlandii. Jak to się stało, że znalazłeś się w Bangkoku?
Zostałem zaproszony przez Edwarda Lainga, dyrektora Brainwave Enterprises - firmy która stworzyła program pzizz. Edwardowi zarekomendował mnie mój szef, John Casasanta. Po kilku rozmowach Edward zaprosił mnie na dwa miesiące do Bangkoku. Wpadł na pomysł, żeby zebrać zespół w jednym miejscu, co miało spowodować przyspieszenie prac nad trzecią wersją pzizza. Niemal bez zastanowienia przyjąłem propozycję i po trzech tygodniach od poznania Edwarda znalazłem się w Bangkoku. Niesamowita sprawa. Tajlandia jest pięknym, przyjaznym krajem. Lokalna sztuka wywiera na mnie powolny wpływ i niemalże nieświadomie zaczynam włączać jej elementy do designu pzizza 3.

Pałac Królewski w BangkokuCo tak Cię urzeka w tajskiej sztuce? Jakiś konkretny styl? W jaki sposób chcesz wdrożyć go w przyszły interfejs pzizz?
Nie da się tego opisać, trzeba przespacerować się do Wielkiego Pałacu Królewskiego albo świątyni Wat Pho. Porażający efekt. Formy, kształty, kolory, nacisk na detale, konwergencja… wszystkie te elementy są tak różne od sztuki europejskiej i na pierwszy rzut oka o wiele piękniejsze, praktycznie nie do odparcia. Wywarły na mnie ogromne wrażenie i zacząłem się zastanawiać, w jaki sposób można by włączyć elementy tajskiej estetyki do interfejsu programu. Pomysł potencjalnie karkołomny i nieziszczalny, ale próba jego zrealizowania to nieźle ekscytujące wyzwanie.

Czym zajmujesz się przy pzizz?
Moje zadanie tutaj to stworzyć zupełnie nowy, niestandardowy i oryginalny interfejs dla pzizza 3. Edward i Matthew Ashenden (pomysłodawca programu - przyp. JR) przerzucili na mnie całą odpowiedzialność za wizualną stronę projektu, co dało mi wielką wolność i jednocześnie ogromną odpowiedzialność. To bardzo ryzykowne i ekscytujące zadanie, mieć pełną wolność i jednocześnie musieć pamiętać o tym, że program musi być intuicyjny, przyjazny, logiczny i łatwy w obsłudze. Zajmuję się też materiałami reklamowymi: plakatami, ulotkami, broszurami informacyjnymi, pudełkiem i okładką do sklepowego CD, nową stroną internetową - jest tego sporo, bo pzizz to koncept dosyć trudny do wytłumaczenia. Właściwie zakres zadań podobny, co przy iClip.

Ale to jednak trochę inna praca?
Wielka różnica leży w sposobie realizacji zadań (w tym samym pokoju, nie przez internet) i w zakresie wolności kreatywnej (tutaj mam wolność 200-procentową, w Inventive nie). Co ciekawe, oba sposoby pracy mają swoje wady i zalety i oba bardzo mnie satysfakcjonują.

Niedługo wracasz z Tajlandii. Zaraz po świętach lecisz do Stanów. Ciągle jesteś w ruchu…
Do Stanów lecę na zaproszenie Johna, mojego szefa w Inventive. Jedną z nagród w Apple Design Award był kiosk wystawienniczy na targach Macworld Expo 2007. To największa tego typu impreza w środowisku. Tak więc jadę, żeby reklamować nasz produkt, zachęcać ludzi do kupna, opowiadać o nim itd. Mam zaplanowane też spotkania z developerami w sprawie przyszłych projektów.

Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?
Na dzień dzisiejszy zakres rzeczy, które chcę robić mam mniej-więcej ustalony. Z jednej strony jest to projektowanie interfejsów, a z drugiej wszelakiego rodzaju projekty do druku. Z tym zastrzeżeniem że muszą to być rzeczy, które mnie interesują. Może to brzmieć snobistycznie, ale tak naprawdę GUI design zabiera mi tyle czasu, że nie mogę zajmować się niczym innym z taką samą uwagą i dbałością. Dlatego pozwalam sobie wybierać zlecenia do druku, które jakoś wstrzeliwują się w moje zainteresowanie.

Wygląda na to, że masz już ukształtowany “charakter artystyczny”, a czy jest coś, czego chciałbyś się jeszcze nauczyć?
W przyszłości chciałbym polepszyć moje umiejętności w projektowaniu ikon (to nieziemsko trudna działka) i podszkolić się w grafice 3D, która na razie jest dla mnie prawie nie do ogarnięcia. Dostępne na rynku narzędzia są tak dziwaczne i nienaturalne, że nie mam pojęcia jak je ugryźć. Podobnie zresztą jak Zdzisław Beksiński, który w jednym z wywiadów rozmarzył się o "ludzkim" interfejsie programu do projektowania 3D: rękawiczka właściwie umożliwiająca rzeźbienie w materiale. Poza tym cały czas uczę się narzędzi, których obecnie używam (Photoshop, Illustrator, Acrobat) - staram się wynajdywać coraz to nowe sposoby na uczynienie designów ładniejszymi, bardziej realistycznymi i szczegółowymi. To fantastyczna zabawa.

Dlaczego na Twojej stronie nie ma wersji polskiej? Zamykasz się na Polskę, nie planujesz współpracy z polskimi firmami, a tylko z zagranicą? Czy liczysz na to, że jak ktoś z kraju będzie chciał Cię zatrudnić to i po angielsku przeczyta?
Tu mnie masz. Tak, zamykam się na Polskę. Nasz kochany kraj w zupełności nie interesuje mnie jako rynek pracy. Na początku mojej działalności miałem kilka nieprzyjemnych doświadczeń z lokalnymi klientami, wiele złych rzeczy słyszałem od znajomych grafików. Kiedy zacząłem pracować na Zachodzie i uświadomiłem sobie że zarabiam 3-4 razy więcej, do tego pracując ze szczerymi, otwartymi i inteligentnymi ludźmi doszedłem do wniosku, że po prostu nie warto kombinować w Polsce. To tylko strata czasu i frustracja.

To trochę smutne, co mówisz.
Chodzi o to, że polski rynek designu jest dopiero in statu nascendi, to prawdziwa dżungla. Klienci nie wiedzą jak traktować grafików i vice versa. To powoduje duże zamieszanie i szkody po obu stronach. Jest to oczywiście sytuacja do opanowania i wypracowania, ale jestem leniem i wolę spokojnie sobie pracować z porządnymi ludźmi z krajów, gdzie sytuacja jest klarowna, niż być pionierem w Polsce. Dziękuję bardzo, postoję.

Twój zawód ciężko określić zgrabnym polskim słowem. Jak więc Cię nazywać? Grafik? Czy może - projektant interfejsów graficznych? Angielskie GUI designer jest dużo zgrabniejsze…
Trudna sprawa, semantyka… Na wizytówce “pzizzowej” mam napisane "pixel pusher". To chyba najlepiej oddaje charakter tego, co robię. Popycham pojedyncze piksele po prostu, szlifuję je, zestawiam i przestawiam. Grafik jest zbyt szerokie, projektant interfejsów graficznych zbyt wąskie, skomplikowane i niemal wyuzdane, artysta zbyt górnolotne. Jestem bazgraczem, popychaczem pikseli, rzemieślnikiem. Nie mam aspiracji, żeby zmieniać świat moimi projektami. Mam swoją małą działkę i staram się być w niej tak dobrym, jak to możliwe, a nawet trzy razy lepszym. Rozsądne zawężanie horyzontów w tej kwestii, w tym wieku, wydaje mi się rozsądne. Udaje mi się jakoś unikać frustracji i wciąż mam nadzieję, że woda sodowa nie uderzyła mi do głowy.

Dziękuję za rozmowę. I powodzenia w dalszej karierze.

Zdjęcia pochodzą z archiwum Piotra. Dziękuję za zgodę na ich wykorzystanie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Chiba widze jedno moje zdjęcie men:P, kurde super rozmowa, teraz już wiem czym się zajmujesz madafaka men!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawy wywiad ... i podpisuje się pod zdaniem Beaty_B końcowy akapit bardzo ciekawy ;]

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 11.12.2006 11:19

Ciekawy wywiad, fajna fotografia :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Brawo za ciekawy wywiad :). [+]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dzięki wielkie za ten tekst. Bardzo ciekawa sprawa. Niektórym jednak się udaje. :))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Super wywiad polecam :).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.