Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3362 miejsce

Jestem Europejczykiem, który urodził się jako Albańczyk, ale wybrałem Polskę [WYWIAD]

Rozmowa z Haxhi Dulla, prezesem Stowarzyszenia Polsko-Kosowskiego KOS-POL o trudnej, zawikłanej historii Kosowa, wyborach życiowej drogi, wojnie na Bałkanach, nietolerancji, losie uchodźców, tradycji i perspektywach na przyszłość Kosowa.

Haxhi Dulla, prezes Stowarzyszenia Polsko-Kosowskiego KOS-POL / Fot. Bogumiła NowakWojna na Bałkanach, do której doszło pod koniec XX wieku była konsekwencją wielowiekowych sporów. Jednym z nich jest stwierdzenie Serbów, że Kosowo jest kolebką ich państwowości. To nieprawda. Początki państwa serbskiego nie są związane Kosowem. Głoszenie haseł, że zawsze było ono serbskie to rodzaj demagogii i mitu nie mającego potwierdzenia w historii, właśnie w historii Serbii.
Rzeczywiście Serbowie tak głoszą, że Kosowo jest serbskie i jest ich kolebką. Tylko nie zauważają, że w tej kolebce już od wieków nie rośnie Serb. Ten mit jest wygodny dla Serbów, bo tłumaczący ich ekspansję. Powstał w czasach walki z Turkami i bitwy pod Kosowym Polem. Ale przecież w tej bitwie brali udział niemal wszyscy mieszkańcy chrześcijańskiej Europy. Świat miał wtedy jednego wspólnego wroga. Nie przypadkowo wybrano Kosovo Pole. Tam mieszkali Chorwaci, Serbowie, Albańczycy i Bułgarzy. Serbia stworzyła mit, o którym nie mówi... bo osoba, która zabiła wtedy sułtana Murada to był Albańczyk, urodzony w Drenicy – Miloš Kopilić. Był bękartem, stąd nazwisko Kopilić (alb. kopil – bękart).

Dlaczego wybrano akurat tę osobę? Sułtan przyjął Kopilića, gdyż jako lokalny dostojnik znał on dobrze język albański i turecki. Żaden Serb nie miał możliwości dotrzeć do sułtana, a tylko ktoś, kto znał dobrze język. Ten właśnie Kopilić, a nie Obilić, jak przekręcili to Serbowie, dotarł do namiotu sułtana. Albańczycy w tamtych czasach mieli jeszcze wiarę katolicką i prawosławną. Islam przyjęli dopiero po Turkach, więc tym bardziej nie może to być kolebka Serbii. Pierwsi mieszkańcy Bałkanów to Ilirowie, starożytny lud indoeuropejski, a Albańczycy są ich potomkami. Dzielili się na plemiona Dardanów, Autaritów, Dalmatów i Liburnów. Dopiero w VI wieku naszej ery dotarła tu ludność słowiańska. W czasach, kiedy Ilirowie zamieszkami na tych terenach, to Serbów nie było. W Risan, w Boce Kotorskiej była siedziba królowej Ilirów, Teuty. Więc jak Kosowo może być kolebką państwa serbskiego? Trzeba wpierw szukać, kto pierwszy tam był! Kogo Słowianie znaleźli. Zatem jestem pewny i świadomy, że Kosowo nie jest kolebką Serbii i nigdy nią nie było.

 / Fot. By TravelKosova.com (Travel Kosova) [CC-BY-SA-1.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/1.0)], via Wikimedia CommonsCzyżby Serbowie wymazywali swoją przeszłość i prawdziwą kolebkę? Pierwsze państwo serbskie to Żupanat Raški w XI wieku. Pierwsze królestwo Serbów powstało w Rašu, czyli Rašce, a ta niezmiennie jest w granicach Serbii. Nawet Serbów nazywano w tamtych czasach Rašanami.
Tereny koło Raški są najlepsze pod względem klimatu, więc się tam osiedlali. Drugie bardzo przydatne to Metochia, o zbliżonym klimacie. Nie było stamtąd daleko do Raški. Klimat akurat i woda blisko. Budowano też w Dečani koło Peć i Gračanicę, ale te tereny zostały przyjęte do Serbii dużo później. Albańczycy nie przyjęli prawosławia, bo jak powstawała Raška, to na tych terenach była wiara rzymsko-katolicka. W Rašce nie ma dużo gór i tam była ich główna siedziba. Albańczycy za to zawsze trzymali się gór, dlatego, że tam było życie. Zajmowali się łowiectwem i pasterstwem. I stąd przez cały czas, jak była wojna z Turkami, to Albańczycy, jak mieszkali w górach tak zostało, a Serbowie byli w dolinach.

Turcy pozbyli się Serbów. I to nie przez Albańczyków musieli oni opuścić Kosowo, ale przez Turków. Ci zmuszali Serbów do płacenia haraczy, więc uciekali. Góry Turkom nie dawały żadnych korzyści, więc Albańczycy nie byli niepokojeni. Wtedy Serbowie zaczęli mówić, że są prześladowani przez Turków i że Albańczycy im w tym pomagali. To nieprawda. Gdyby Turcy zamierzali zniszczyć Serbów, to dawno by to zrobili. Główne kulty religijne patriarchia w Dečani, Peć, Gračanica nie zostały zniszczone, czyli nie chodziło o wojnę religijną. Owszem w czasie ostatniej wojny na Bałkanach kilka cerkwi prawosławnych zostało spalonych, ale też płonęły meczety islamskie. To był odzew na działania serbskie. Trzeba pamiętać, że Albańczycy nigdy nie byli wrogami religii. Na terenach Kosowa były religie – rzymsko-katolicka, prawosławna, greko-katolicka i islam. Dlatego Albańczycy zawsze wszystkie wierzenia szanowali. Jeszcze do II wojny światowej ochrona patriarchii w Peć była albańska. To była rodzina Kelmendi. Od wieków ta sama rodzina albańska i muzułmańska ochraniała patriarchę. Wpierw była katolicka, ale potem przyjęła islam. Ochrona była niezależna od wiary, bo oni mieli besę, czyli słowo, że nikt, nigdy nie pozwoli, żeby zniszczyć ten kult. Tak jest u Albańczyków. Gdyby chcieli, to by go zniszczyli dawno temu.

Właśnie tolerancja cechowała Albańczyków od zawsze. To chyba bardzo rzadki przypadek w świecie, właśnie w Kosowie i Albanii, gdzie świątynie islamskie, katolickie, prawosławne sąsiadują ze sobą „przez podwórko”, wręcz „przytulają się” do siebie... Tego nigdzie indziej nie ma.
W miejscowości Ferizaj (serb. Uroševac) na tym samym terenie jest kościół prawosławny i meczet. Mają jedno podwórko i niczemu to nie przeszkadza. Tu chodzi o tolerancję i wzajemny szacunek. Dlaczego jednak doszło do niszczenia cerkwi w XX wieku? Zaczęło się w Nišu w Serbii, gdzie spalono meczet. Następnego dnia spalono meczet w Belgradzie. Wtedy ruszyła akcja w Kosowie, czyli to była prowokacja. Katedra w Prizren została spalona w 2004 roku, choć mogli to zrobić 5 lat wcześniej... Szkoder było centrum kultury i religii katolickiej. W Prizren car Dušan postawił katedrę prawosławną, w Dečanie tylko monastyr, gdzie pochowano Stefana Deczańskiego i w Peć – patriarchia. Nie przypadkowo wybrano te miejsca. To dziwne, że Serbowie zaczynają swoją historie od bitwy na Kosowym Polu, kiedy ona jest znacznie starsza, a przecież Raška była dużo wcześniej. Oskarżają też Albańczyków o współpracę z Turcją. To prawda, ale zapominają o tym, że główny bohater narodowy Albanii, Jerzy Kastrioti Skënderbeu (Skanderbeg) walczył z Turkami. To dzięki współpracy z królem węgierskim Hunyady’m pobili Turków.

Ten albański władca przyrównywany był do Króla Aleksandra Wielkiego. Stąd nawet jego imię Skanderbeg.
Losy tego władcy były bardzo trudne. Jego ojciec, Gjon Kastriota był królem Albanii. Kiedy Turcja zajęła Kosowo Jerzy miał 8 lat. Osmańczycy wzięli do niewoli trzech synów króla, aby zapewnić sobie wierność Albanii. Jerzego w Turcji uczono na wojownika. Jak już dorósł wysłano go do walki przeciw Aleatom. Brał on udział w wielu bitwach po stronie imperium osmańskiego. Za swoje militarne sukcesy otrzymał tytuł Iskander Bey Arnauti, (Skënderbeu), co nawiązywało do imienia Aleksandra. Dzięki zdradzie Skanderbega Węgrzy wygrali, a on wrócił do Albanii. Zbierał ludzi wokół siebie i zaczął walkę. Udało mu się odbudować państwo. Turcja w latach, kiedy rządził on Albanią nie wygrała żadnej wojny. Po śmierci Skanderbega, jego szczątki zabrali Turcy i robili sobie z nich amulety przynoszące szczęście. Ten król nie ma grobu... Historia Serbii w ogóle nie wspomina Skarderbega, bo wtedy Albania była duża i sięgała prawie do Nišu. Serbowie o tym nie mówią.

Serbowie wiele spraw przemilczają. Propaganda serbska w Polsce jest dość silna i mocno oddziałuje na społeczeństwo polskie, czego mamy przykłady do dziś. Ta właśnie propaganda przez lata kreowała negatywny obraz Kosowa i Albańczyków. Polityka ta dotknęła również Pana i zmusiła do emigracji. Z perspektywy 20 lat jak Pan ocenia swoją decyzję zamieszkania w Polsce? Czy istotnie nie było innego wyboru, jak decyzja o pozostawieniu swej ojczyzny?
Źle już było pod koniec lat 80. i na początku 90. Sytuacja pogorszyła się bardzo w 1989 roku, kiedy Slobodan Milošević zniósł autonomię i zaczęły się prześladowania Albańczyków. Pracowałem wtedy i nagle zostałem zwolniony, tak jak większość moich kolegów. Trzeba było czegoś szukać. Po prostu zostałem bez środków do życia. Musiałem emigrować, jak większość moich rodaków. Na celowniku Miloševića była wtedy inteligencja albańska i jej wyeliminowanie. Zamykano szkoły i uczelnie, wyrzucano ludzie wykształconych z pracy, a w ich miejsce przywożono kadrę serbską z Bośni lub Chorwacji, która dostawała pracę, mieszkania, wielokrotnie wyższą pensję... Niektórych wręcz przesiedlono do Kosowa na siłę, bo chodziło o kolonizację. Jednak nikt nie chce mieszkać tam, gdzie go nie chcą... gdzie nie czuje się jak u siebie w domu. Uchodźcy z Bośni lub Chorwacji chcieli mieszkać w swoim kraju, na swoim terenie, a nie wśród obcych. Ja zmuszony życiem szukałem jakieś pracy zagranicą, jak większość Albańczyków.

Jednak nie od razu to była Polska? Co stało za pańskim wyborem właśnie naszego kraju?
– Dużo moich rodaków mieszkało i pracowało w Niemczech, w Szwajcarii i we Włoszech. Zdecydowałem się i ja tam szukać szczęścia. To, że trafiłem do Polski to można powiedzieć, że był przypadek... ale i nie przypadek. W planach miałem jechać do Niemiec. Jednak był problem z przekroczeniem granicy. Nielegalnie opuściłem mój kraj... i nie było możliwości przekroczenia granicy. Słyszałem, że można było się dostać do Niemiec przez Czechy. Niestety trafiłem na dni, w które zabrakło takich możliwości. Siedząc kilka dni w Czechach... podjąłem decyzję, by przyjechać do Polski. Znałem ten kraj wcześniej z historii i geografii oraz opowiadań. Myślałem, że jeśli mam się zatrzymać się w jakimś kraju byłego bloku wschodniego, to najlepiej w Polsce. To duży kraj, który ma swoją historię. Podjąłem decyzję... i przez Wrocław przyjechałem do Warszawy. Wcześniej, kiedy jechałem z Włoch do Austrii, miałem okazję poznać Polaków z Warszawy. Polska przywitała mnie bardzo gościnnie. Zdecydowałem się zostać na stałe jako uchodźca. Jednak pierwszą decyzję dostałem negatywną. To zapewne dlatego, że kiedy opowiadałem o sytuacji w Kosowie to nikt w to nie wierzył. Media w Polsce o tym nie pisały, a urzędnicy czytali tylko media serbskie. Te pisały o tym, co chciały. Tak wyszło. Mam kopie tego pierwszego wywiadu... Potem okazało się, że to, co powiedziałem w pełni zrealizowało się w 1999 roku, czyli nie oszukałem. Powiedziałem prawdę, ale wiele lat wcześniej nikt nie uwierzył, że taka sytuacja jest w Kosowie, że byłem prześladowany. To Serbowie pisali, że są prześladowani, bo muszą opuścić swój kraj... a to nie prawda. Młodzież wyjechała wcześniej, a w Kosowie zostało tylko starsze pokolenie, które miało pensję, emeryturę i zabezpieczenie. Młodzież nie miała perspektyw. Potem starsi dołączyli do młodych, by być razem.

Jednak napięcie rosło i zbliżał się wybuch konfliktu. Pan starał się w tym czasie znaleźć w Polsce swoje miejsce życia i pracy. Jakie było zetknięcie z Polską? Co było łatwe, a co sprawiało problem?
Dużo pomógł mi fakt, że znałem język rosyjski, którego uczyłem się w szkole. W moim środowisku mieszkali Serbowie, więc od urodzenia znałem też język serbo-chorwacki. Język ojczysty to albański. Znajomość języków słowiańskich pomogła mi i w Polsce bardzo szybko poczułem się jak u siebie. Nauczyłem się polskiego, bo zależało mi na tym. Jeśli wybrałem Polskę, kraj, gdzie będę mieszkał dalej w przyszłości to pierwszym moim zadaniem było szybko nauczyć się języka... i co? Potem zacząłem szukać pracy. Doskonaliłem język, bo oglądałem cały czas telewizję polską i polskie filmy. Jak już uznałem, że jako tako znam język, zacząłem szukać pracy. Moja pierwsza praca, jaką chciałem i mogłem wykonywać to był handel obwoźny, później nazwany akwizycją. W tamtych czasach był on nowością w Polsce. To była dobra dla mnie praca, bo wśród ludzi. Jeździłem po Warszawie i podwarszawskich miejscowościach.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.