Facebook Google+ Twitter

Jestem kobietą, studentką, Polką, marzycielką, bulimiczką...

Spotykamy się w zatłoczonej kawiarni. Przychodzi punktualnie, na jej twarzy widnieje szeroki uśmiech. Wysoka, szczupła, elegancko ubrana. Kto by pomyślał, że może mieć taki problem.

Bulimia to choroba objawiająca się zaburzeniami odżywiania. / Fot. smelii, licencja CCSiada przy stoliku, przez chwilę się waha. Zdradzają ją nerwowe ruchy rąk. W końcu spogląda mi w oczy i zgadza się odpowiedzieć na wszystkie pytania. Pod jednym warunkiem. Zmienię jej imię i nikt nie będzie wiedział, kim tak naprawdę jest. Zgadzam się, oczywiście.

Hanię, bo tak teraz będę ją nazywać, znalazłam na forum internetowym. Wydawała się rozsądna i doświadczona, z rozwagą radziła innym dziewczynom. Nie starała się ich odwieść, nie starała się ich dopingować. Po prostu z nimi rozmawiała. Zaintrygowała mnie i sama wdałam się z nią w dyskusję. Po jakimś czasie zaproponowałam wywiad. Początkowo niechętna, w końcu się zgodziła.

Kim jesteś?
Jestem kobietą, studentką, Polką, marzycielką, bulimiczką.

Widzę, że przyznanie się do tej przypadłości wiele cię kosztuje. Ale jesteś jej świadoma, to dużo.
To nie tak. Wiem, że to nie do końca dla mnie dobre, ale to nierozerwalna część mnie, która jest w moim życiu już bardzo długo.

Czyli jak długo?
7 lat.

7 lat? I nikt się nie zorientował?
Koleżanka raz spytała mnie wprost. Zaprzeczyłam. Wręcz oburzyłam się, jak może mnie oskarżać. I już więcej nie pytała. Im dłużej się w tym siedzi, tym sprytniejszy się człowiek staje. Wie jak się maskować i nie wzbudzać podejrzeń. Poza tym to jest bardzo złudne, bo przecież można mniej więcej normalnie przy wszystkich jeść. Siedzę przy stolę, rozmawiam się, śmieję, czasem proszę o dokładkę. Jeśli ktoś, czegoś nie podejrzewa, nie zwróci uwagi. A że później idę to toalety, to też nic niezwykłego. Nie widzi się tego, niektórzy pewnie myślą, że mam dobrą przemianę materii i już.

KS: Więc dlaczego teraz zdecydowałaś się opowiedzieć swoją historię?
Bo nikt nie wie. Chciałam, żeby ktoś w końcu wiedział. Moja historia nie różni się niczym, od historii innych dziewczyn. Czytałam mnóstwo zwierzeń na forach, często miałam wrażenie jakbym sama to napisała. Odchudzanie, kontrola, poczucie własnej wartości - to słowa klucze, przewijające się w każdej wypowiedzi. W każdym razie obiecałaś, że nikt się nie zorientuje, że ja to ja. Ale jeśli ktoś będzie wiedział, ja będę spokojniejsza.

W jaki sposób to, że zupełnie przypadkowy człowiek będzie wiedział o bulimii anonimowej osoby przyniesie ci spokój?
Nie będę już w tym sama.

Nie ma wokół nikogo, kto mógłby ci pomóc?
Jest, a raczej są ludzie, którzy pomogliby mi. Rodzice, przyjaciele. Ale oni nie mogą wiedzieć.

Dlaczego?
Bo nie chcę, żeby się mnie brzydzili.

Chcesz powiedzieć, że się sobą brzydzisz?
Boję się, że oni by mogli.

Czego szukałaś na forach internetowych?
Chyba możliwości porozmawiania z innymi osobami, które siedzą w temacie. Przez siedem lat to było moją tajemnicą. Poczułam, że może czas z kimś porozmawiać.

Jak to się zaczęło?
Zaczęło się od tego, że uważałam, że jestem gruba. Grubsza od wszystkich moich koleżanek. Chłopcy widzieli we mnie kumpelkę, ale nie dziewczynę. Zrzuciłam winę na moją wagę. Odchudzałam się stosując różne diety już od podstawówki. Chudłam, a potem znów tyłam. Potrafiłam się głodzić. Pewnego razu coś mi się nie udało, coś, na czym mi zależało, czułam się okropnie bezsilna, nie miałam kontroli nam moim życiem. Zrezygnowana poszłam do lodówki i bardzo się najadłam. Za bardzo.
Jednym z objawów bulimii, są napady obżarstwa. / Fot. Darknessunderthemoon, licencja CC
I co było dalej?
Chyba nie muszę mówić. Standard. Miałam wyrzuty sumienia, że oto moje wysiłki i głodówki poszły na marne. Sądziłam, że wszystko zniszczyłam. Czułam się fatalnie. Żałowałam. Postanowiłam, że muszę się tego jedzenia szybko pozbyć. Natychmiast. Poszłam do toalety. Nie było łatwo za pierwszym razem. Płakałam. Po wszystkim żałowałam jeszcze bardziej. To stało się tak szybko. Czułam wstręt - jak mogłam coś takiego zrobić? Głodzić się to jedno, wymiotować to drugie.

I mimo tych negatywnych uczuć zrobiłaś to kolejny i kolejny raz.
Tak, bo nauczyłam się, że mogę zjeść cokolwiek i ujdzie mi to na sucho. I ta kontrola. W końcu miałam władzę nad własnym ciałem. Decydowałam, który posiłek zostanie w żołądku, a który nie. Wszystko zależało ode mnie. To było wspaniałe. Po jakimś czasie wymiotowanie stało się też lekiem na całe zło. Było mi źle, smutno, dostałam złą ocenę- wymiotowałam. Wraz z jedzenie wyrzucałam z siebie wszystkie żale. Pomagało.

KS: Potrzeba kontroli? To dla ciebie aż tak ważne?
H: Tak. Widzisz, mam takie poczucie, że wszystko dzieje się poza mną. Takie moje życie beze mnie. Wypełniałam grzecznie wszystkie role, robiłam czego się ode mnie oczekiwało, ale nie było w tym mnie. W dodatku poczucie mojej wartości… ono nie istnieje. Jestem pesymistką, wydaje mi się, że jestem… często czuję się jak bohater tragiczny, cokolwiek nie zrobię, dążę do katastrofy. Nieustanny konflikt. Wybieranie tzw. mniejszego zła. Nie umiem sobie z tym sama poradzić. Znalazłam sobie jakieś rozwiązanie.

A jak Twoje zdrowie? Odczuwasz jakieś skutki uboczne?
Oczywiście. Nie jem już tak swobodnie jak kiedyś. Moje gardło... Tak, odczuwam skutki uboczne, ale nie są aż tak dotkliwe ze względu na te cykle. Myślę, że daję wtedy organizmowi nieco czasu na regenerację.

Próbowałaś kiedyś z tym skończyć?
Szczerze mówiąc? Nie. Są te... nazwijmy to... cykle. One zapewniają mi stabilność i poczucie, że wszystko jest dobrze. Nie mam potrzeby tego przerywać. Chyba nawet boję się, bo wtedy wszystko mogłoby się zmienić. Nie wiem jak radziłabym sobie z pewnymi sprawami. No i wciąż wierzę, że gdybym naprawdę chciała, potrzebowała, mogłabym przestać.

Jest coś, co mogłoby sprawić, że spróbowałabyś przestać?
Czy jest jakiś powód? Nigdy się nie zastanawiałam. Pewnie jest, pewnie kiedyś przestanę. Ale w tej chwili nie potrafię go podać.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Ania
  • Ania
  • 27.03.2011 18:22

Ona sama najlepiej zdiagnozowała, ten brak poczucia panowania nad własnym życiem. Ta choroba dotyczy ludzi wrażliwych i inteligentnych, którzy nie doswiaczyli prawdziwej miłosci w domu, miłosci, która akceptuje, delikatnie acz zdecydowanie pomaga odkrywać własną drogę i rozwijać się, która zostawia poczucie bezpieczeństwa, wdzięcznosci i wolnosci. Rodzice chorych na bulimię mieli lub mają zbyt dużą kontrolę, ale nie zapewniają emocjonalnego poczucia bezpieczeństwa, poczucia własnej wartosci wynikającej z bycia człowiekiem, obrazem Boga, wartosci niezależnej od wiedzy, wyglądu, wykształcenia, tytułów a nawet zdolnosci. Stąd ten ciągły smutek, poczucie niepowodzenia życiowego, braki własnej tożsamosci. Żyje się jakby w cieniu tych co zamiast dać skrzydła, często pocięli je. Najlepszym lekarstwem na to zło jest Miłosc Boga, która leczy braki miłosci najbliszych. Dla ludzi wierzących w Boga jest to droga prostsza niż dla tych co nie wierzą. Na początek oprócz wiary w Boga, trzeba Bogu uwierzyć, że jestesmy chciani tu na ziemi, że kocha każdego z nas nieskończoną miłoscią i chce dla nas największego dobra a to co w naszym życiu, z róznych powodów nas spotkało, spotyka, przyjąć jako doswiadczenie, które nas wzbogaciło i jest dla nas wielką korzyscią życiową o ile pozwolimy się poprowadzić Bogu czyli będziemy wzrastać duchowo. Pozdrawiam życząc głębokiej radosci mimo róznych doswiadczeń życiowych

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pierwszorzędny artykuł. Wywiad: 5

Komentarz został ukrytyrozwiń

Potrzebny temat. Bardzo dobry wywiad. 5

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawy wywiad. Ta dziewczyna powinna pójść do lekarza. Może kiedyś to zrobi ?

Komentarz został ukrytyrozwiń
Wiktoria Dróżka
  • Wiktoria Dróżka
  • 07.12.2010 20:12

Polecam, ciekawe, dobre.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.