Facebook Google+ Twitter

"Jestem legendą" - twór dla wszystkich, czyli dla nikogo

„Jestem legendą” jest najnowszym filmem Francisa Lawrence’a, wcześniejszego twórcy „Constantine”. O ile wcześniejsze dzieło reżysera osadzone jest w klimacie thrillera fantasy, to tym razem mamy do czynienia z sensacją z gatunku science-fiction.

Oficjalny plakat polskiego dystrybutora filmu - miniaturka. / Fot. Oficjalny plakat polskiego dystrybutora filmu.Sam pomysł jest bardzo obiecujący: ludzkość poszukiwała leku na raka, w wyniku badan i eksperymentów zmutowany genetycznie wirus, który miał pomagać, wymyka sie spod kontroli. Dochodzi do cywilizacyjnej katastrofy, zaraza zabija niemal wszystkich ludzi. W końcu pozostał już tylko jeden – ostatni przedstawiciel gatunku Robert Neville, grany przez Willa Smitha. Przez pierwszą połowę jest to więc film jednego aktora i... psa. Wierna suka, Samantha każdego dnia pomaga głównemu Neville'owi przetrwać samotność.

Osamotniony bohater nie traci jednak nadziei: codziennie nadaje komunikat, do ewentualnych ocalałych, buszuje po opuszczonych mieszkaniach w poszukiwaniu pożywienia, a nawet poluje na dzikie zwierzęta, które zdążyły już (akcja dzieje się 2012 r.) opanować Nowy York. Aby nie zagubić poczucia normalności wśród traw i lasów porastających niegdysiejsze ulice, urozmaica sobie dni „wypożyczając” codziennie film DWV, mówiąc do manekinów i kąpiąc psa.

Wszystko wydawałoby się samotniczą sielanką, swoistą "robinsonadą" gdyby nie bestie – ludzie skażeni wirusem, agresywni, chcący kąsać, mordować i zarażać. To miks wampirów z zombie – półprzytomne grupy, które niszczy światło słoneczne. I tutaj film zaczyna się psuć. Z intrygującej przygody ostatniego, który przetrwał, wrzuceni jesteśmy bez ostrzeżenia do parodii gry komputerowej.

Nagle widzimy już tylko zmieniające się obrazki okraszone dźwiękami świszczących kul, krzyków, jęków, wrzasków. I o ile powstają filmy na podstawie gier i potrafią nawet być sukcesami, o tyle w tym konkretnym wypadku połączenie poruszającego dramatu, z całą gamą przesadzonych efektów specjalnych wypada dość groteskowo. Will Smith płaczący za utraconą żoną i dzieckiem przestaje być wiarygodny, a niektóre sceny wydają się być scenami, które mają wzbudzić nasze emocje na siłę. Zupełnie jakby twórcy po kolejnej bitwie Smith vs. hołota mutantów, chcieli nam przypomnieć, że przecież mamy się wzruszyć.

W efekcie końcowym otrzymujemy twór dla wszystkich, czyli dla nikogo. Bo fani efektów specjalnych i najnowocześniejszych możliwości graficznych owszem, zachwycą się odtworzeniem miasta, ale emocjonalne momenty będą im przeszkadzać. Fani dramatów zaś dostaną piękny pomysł na świetny film przyćmiony przez hordy ludzików do wystrzelania. I tak każdy po seansie wyjdzie trochę rozczarowany, trochę pod wrażeniem… a wpływy rosną.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Powiem szczerze, że ze wszystkich Twoich artykułów, które dotąd przeczytałam na W24, ten jest najlepszy. Odnajdujesz się z łatwością w recenzji filmu :) Mam nadzieję, że to nie pierwsza i ostatnia. (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Basiu, dokładnie tak:))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czyli jednak NY musi być zatłoczony i głośny tak jak jest:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Basia, dlatego,że wymarły, to w zyciu na ten film nie pójdę:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Klaro powiem Ci szczerze, że film beznadziejny ale tak jak pisali poprzednicy wizualizacje wymarłego NY robią wrażenie - coś dla Ciebie, choć może nie bo przecież NY lubisz takim jakim jest:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

nie chadzam na takie filmy. constantine to gniot wszechczasów a co do konwencji, to już wolę filmy Disneya;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

"I tak każdy po seansie wyjdzie trochę rozczarowany, trochę pod wrażeniem… a wpływy rosną."
No racja niestety, pierwsze 45 minut robi wrażenie, zwłaszcza "wymarły" Nowy Jork. Później z każdą sceną robi się coraz niesmaczniej. A to zakończenie...
Pomijając, recenzja trochę zbyt ogólna dla mnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

W pełni się z Tobą zgadzam a filmu NIE POLECAM !!! za recenzję plus:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niezła recenzja, staranna, przemyślana i wyważona - plus.
Na marginesie: wczoraj przypadkiem byłem na tym "arcydziele" i nikomu nie polecam. O ile "Dzień Niepodległości" tegoż reżysera był bliski dna, to w przypadku "Jestem legendą" udało mu się dno osiągnąć.
Zgadzam się, że jedynie komputerowe wizje Nowego Jorku są sensowne, ale to zbyt mało, żeby uratować ten film. Nienajgorszy pomysł, perfekcyjnie "zarżnięty". :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.