Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

1005 miejsce

"Jestem ogierem, który zapładnia samice". Płatny seks zamiast in vitro? [WYWIAD]

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2013-09-12 05:07

Tomasz* ma 23 lata. Mieszka w Wielkiej Brytanii od 10 lat. Na co dzień jest pilnym studentem, jednym z najlepszych na roku, tak mówi o sobie, i pracuje w szpitalu. A po pracy spotyka się z kobietami, które mają problem z zajściem w ciążę.

Sonda

Co sądzisz o takiej pomocy parom?

źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Anna-Kosali-11-5.jpg / Fot. Anna Kosali/CC 3.0W marcu ubiegłego roku po raz pierwszy spotkał się z kobietą. Cel był jasny - zapłodnienie i dobry seks. Sam zaoferował "pomoc", bo, jak mówi, pomaga parom z problemami poczęcia. Od tamtej pory spotkał się już z 14 paniami, w tym z czterema Polkami. Tomasz* twierdzi, że wszystkie te kobiety dzięki niemu zaszły w ciążę, wszystkie są mu bardzo wdzięczne. Wdzięczni są również ich mężowie i partnerzy, którzy od początku wiedzieli i akceptowali jego pomoc. Tomasz* opowiedział mi, w jaki sposób namierza pary, którym chce pomóc, jak się z nimi kontaktuje, dlaczego tak naprawdę im pomaga. Opowiedział mi także o swoim stosunku emocjonalnym do dzieci, których jest ojcem.

Łukasz Brzezicki: Jak określisz to, czym się zajmujesz?
Tomasz*: Oferuję naturalne zapłodnienie dla kobiet samotnych lub par, które chcą dziecka, ale nie mogą go mieć, na przykład z powodu bezpłodności małżonka. Kobiety często obawiają się zabiegów in vitro, a adopcja czasami nie jest pożądana. Wydaje się, że każdy może pomóc w takiej sytuacji, aczkolwiek to nie jest takie proste, choćby ze względu na dostęp do informacji, kto ma problemy z poczęciem. Ja te informacje posiadam.

Masz takie poczucie, że pomagasz tym ludziom?
Zdecydowanie tak. Radość kobiet, które rodzą zdrowe dziecko, to bardzo pozytywne uczucie. Nie robię tego dla pieniędzy. Bardziej dla doznań i pomocy.

Ale zarabiasz na tym.
Tak. 500 £ za spotkanie, które dzielę na 2 sesje. Jedna dajmy na to dzisiaj, a następna pojutrze. Żeby mieć większą pewność zapłodnienia. W Polsce miałem dopiero dwa spotkania i panie płaciły po 500 zł.

Kiedy odbierasz pieniądze?
Zawsze są przygotowane zanim zaczynamy. Pani zazwyczaj czeka w szlafroku i ma je ze sobą. Ale pieniądze biorę dopiero po zakończeniu pierwszej sesji.

Jak znajdujesz klientki?
Pracuję w szpitalu. Mam dostęp do danych osób, które leczą się na bezpłodność. Kontaktuję się z parą lub panią i przedstawiam propozycję naturalnego poczęcia. Zazwyczaj kontaktuję się drogą elektroniczną, załączam swój numer telefonu. Tutaj prawie każdy ma adres email ze względu na dostęp do danych medycznych. Treść takiego maila jest różna, w zależności od przypadku pacjentki. Ja oferuje serwis. Następnie czekam na odpowiedź. Jeśli ją otrzymam proponuję klientce spotkanie w kawiarni lub w jej domu, aby omówić detale. Oczywiście, przedstawiam również referencje od poprzednich par i swoje CV z osiągnięciami. Czyli - studiuję tu i tu, pracuję tu i tu, udzielam się w wolontariacie, mówię płynnie w 3 językach, komunikatywnie w czwartym. Ze względu na dostęp do danych, wiem, z kim mogę się kontaktować.

Od którego momentu kobieta z bazy danych, do której wysłałeś maila, staje się dla ciebie "klientką"?
W chwili, gdy odpowiada na wiadomość i prosi o spotkanie. To znaczy, że jest zdecydowana.

Jak często spotykasz się z klientkami?
Coraz częściej. Ostatnio 2 tygodnie temu, z poprzednią 2 miesiące temu. Kolejne spotkanie mam za 2 dni. Intensywność tych spotkań zależy od mojego wolnego czasu. W listopadzie mam kolejne, tym razem w Polsce. To jest już potwierdzone. Jeszcze jedna pani z Polski się zastanawia. To już dwie. Ale postaram się mieć więcej klientek na listopad.

Jak dotarłeś do Polek na wyspach?
Baza danych NHS** jest ogólnokrajowa. Są w niej zarejestrowani również Polacy ze względu na miejsce zamieszkania. W ten sposób natrafiłem na dwie Polki. Nie miały stałych partnerów, były samotne i planowały sztuczne zapłodnienie. Świadczenia socjalne, które otrzymają pomogą im w utrzymaniu dzieci. System pomocy socjalnej dla samotnych matek jest bardzo bogaty w Wielkiej Brytanii. Zamiast in vitro wybrały naturalne poczęcie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (51):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 15.09.2013 16:58

"Jestem ogierem, który zapładnia samice". Płatny seks zamiast in vitro? [WYWIAD]

Maria, mam wrażenie, że nie doczytałaś do końca lub nie czytałaś ze zrozumieniem. Zwracasz uwagę na jedno zadane pytanie, na które odpowiedź nie jest podsumowaniem całej rozmowy. Poza tym, pytanie wynika z odpowiedzi bohatera na pytanie pierwsze.

"Czy pozytywne emocje i doznania nie zakrywają komplikacji, których nie ma ochoty się dostrzegać, omawiać w publikatorach i badać?". A jednak. Nie doczytałaś do końca.

"W poprzednim artykule Łukasz zamknął dyskusję nad homeschoolingiem krótkim wnioskiem: specjaliści stwierdzają... Była to jedna pani terapeutka". Dyskusja charakteryzuje się tym, że kilka stron chce ze sobą rozmawiać. Poruszyłem temat. Nikt inny nie był zainteresowany dyskusją, łącznie z tobą.

A doprecyzowując - nie zamknąłem dyskusji wnioskiem "specjaliści stwierdzają", i nie była to jedna terapeutka. Poprosiłem o opinię przedstawicieli dwóch stron. Czytelnik powinien sobie sam wyrobić opinię. Zwłaszcza, że na końcu podałem link do raportu, przygotowanego przez Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców. Mówisz o "badaniach", "dyskusji". Napisz artykuł, podaj wyniki badań. Podyskutujemy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Opisany przez Łukasza proceder jest faktem i nie widzę powodu, żeby traktować je jako temat dla tabloidów. Bez problemu można znaleźć w Internecie ogłoszenia mężczyzn oferujących takie usługi, a skoro jest podaż, to musi istnieć popyt. Warto podjąć dyskusję, bo jedną ze stron jest tutaj dziecko, które nie ma prawa głosu...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wynotowałam z tego wywiadu parę zdań, min.: "Masz takie poczucie, że pomagasz tym ludziom? Zdecydowanie tak. Radość kobiet, które rodzą zdrowe dziecko, to bardzo pozytywne uczucie. Nie robię tego dla pieniędzy. Bardziej dla doznań i pomocy."

Subiektywne uczucia i prawo do szczęścia załatwiają wszystko. Nikomu nie wyrządzamy krzywdy. Czy aby na pewno? Czy pozytywne emocje i doznania nie zakrywają komplikacji, których nie ma ochoty się dostrzegać, omawiać w publikatorach i badać?

W poprzednim artykule Łukasz zamknął dyskusję nad homeschoolingiem krótkim wnioskiem: specjaliści stwierdzają... Była to jedna pani terapeutka. Szersze wyniki dostarczają odmiennych wniosków o domowym nauczaniu. Czy nie jest podobnie z alternatywnym dla małżeńskiego zapłodnieniem?

Czy ten artykuł pomaga nam dalej poszukiwać odpowiedzi? Czy dyskusja nie jest zamknięta i uznana za bezcelową w rozpoznaniu indywidualnego wyboru i pozytywnego uczucia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

/Kobiety podpisują dokumenty, ale nie dostają kopii. Rodzice nie chcą, aby ktokolwiek o tym wiedział. I w tym rzecz./

No właśnie. W tym rzecz. To daje możliwość szantażu rodziny w przyszłości.
Nie chcesz, żeby dziecko dowiedziało się, kto jest tatusiem - płać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Rafał Gdak

/I co widzę? Jazdę po autorze, bo co? Łamie tabu? Mówi o zjawiskach, które dzieją się naprawdę? Bo pokazuje rzeczywistość taką jaką jest. Nie udaje, że tego typu zjawiska nie występują./

Nie żartuj Rafale.
Do zakwalifikowania treści wywiadu jako "zjawiska, które dzieją się naprawdę" - droga daleka. Podobnie dziwi mnie przyjęcie przez Ciebie tego wywiadu jako "rzeczywistości takiej jaką jest".
Na jakiej podstawie? Dlatego, że ktoś to napisał ?
Przecież doskonale wiesz, że potrzeba dowodów.

Z drugiej strony zakwalifikowanie części lub całości do konfabulacji też wymaga dowodów.

Co pozostaje?
Racjonalna rejestracja faktu, jakim jest ta publikacja i... już :)
Ewentualnie refleksja w rodzaju: co by było gdyby to była/było ...

A od strony technicznej - całkiem niezły "wywiad".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rozumiem. Świadczy to na niekorzyść bohatera artykułu.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 12.09.2013 21:15

Rozmowa trwała kilka godzin. Do niektórych wątków po prostu nie dało się dotrzeć. Rozmówca nie chciał na ten temat rozmawiać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szkoda Łukaszu, że nie byłeś bardziej dociekliwy. Gościu Ci mówi, że oszukuje dziewczynę, nic jej nie mówi o całym procederze, ale dalej z nią jest, a Ty przechodzisz po prostu do następnego pytania. Zabrakło tego w kilku momentach.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 12.09.2013 18:54

Zamiast *ciekawość - *przyjemność

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 12.09.2013 18:52

Pani Barbaro, przede wszystkim jest to temat, jak każdy inny. A cel w publikacji każdy powinien znaleźć sobie sam. Dla jednych będzie to tania sensacja, dla innych pouczająca rozmowa. Szanuję obydwa stanowiska.

Natomiast: Tomasz nie jest moim kolegą, ani znajomym. Artykuł nie popularyzuje metody, opisuje ją. Jeśli się pani rozejrzy dookoła (mam tu na myśli internet) na pewno przekona się pani, że takich Tomaszów jest więcej. Mało tego, "ogier" nie musi szukać, bo "samice" same się ogłaszają, poszukują. I to na zwykłych forach. Czyli - zjawisko istnieje, baa, ma się bardzo dobrze. Za przyzwoleniem partnerów i mężów.

Dlaczego ten bohater, a nie inny? Bo nie traktuje tego jak biznesu tylko jak ciekawość, w ten sposób zaspokaja swój popęd. Co ciekawe, nie widzi w tym co robi nic złego. "Kobiety są zadowolone, są wdzięczne, mężowie również. Ja też jestem zadowolony. To wspólna korzyść". Anonimowość - pani Barbaro, zapytam przekornie, a jaką ma pani pewność, że czytając wywiad w gazecie lub innym serwisie, w którym nie ma wzmianki o anonimowości, czyta pani wywiad z Krysią, a nie z Zosią? W rozmowie z bohaterem zmieniłem tylko imię, reszta jest prawdziwa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Zobacz także:

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.