Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

38596 miejsce

Jestem stworzona do kabaretu!

– Generalnie babeczki nie lgną. Gdyby chciały, to byłoby ich pełno – czyli rozmowa z Joanną Kołaczkowską, aktorką kabaretów Hrabi (dziś) i Potem (w latach 80. i 90)

Joanna Kołaczkowska i Tomasz Majer w skeczu Chciałbym na początku wywiadu postawić tezę, że w polskim kabarecie panuje patriarchat.
- Zgadzam się. Jest to dla mnie bardzo zrozumiałe i godzę się na to dlatego, że mężczyźni mogą zagrać wszystko. Największy atut jest taki, że mogą zagrać tzw. role obojętne, czyli niezwiązane z płcią. Np. redaktor. Oczywiście może być redaktorka i taką osobę gram w skeczu „Kulisy programu” (program „Pojutrze” kabaretu Hrabi z 2006 roku – przyp. red.), w którym dwóch panów naparza się ścierkami. Jeżeli już babeczka gra, to kobietę całą swoją płcią, z całym apanażem.

Zawodowo nie jesteś feministką, a prywatnie?
- Osobiście troszkę tak. Chociaż nie zajmuje to mojego umysłu szaleńczo. Natomiast bardzo sympatyzuję z tym ruchem, szanuję wiele pań z tego kręgu.

Wsparciem dla ruchu feministycznego był skecz, który m.in. pokazaliście na festiwalu w Opolu, gdzie role kobiety i mężczyzny są odwrócone.
- Tak, skecz „Słaba płeć”.

Facet z podbitym okiem boi się przyjścia żony do domu, gotuje obiad, na Dzień Mężczyzny dostaje kwiatka, a na koniec żona mówi do niego „ty zdzirze”.
- Akurat ten skecz napisał mężczyzna, Darek Kamys. Nasze skecze w większości nie są związane z naszymi poglądami, a te, które są oparte na zbyt skrajnych poglądach, omijamy. W Hrabi dwie osoby są bardzo wierzące i działają w ruchu „W odnowie w Duchu Świętym”, dlatego nie podejmujemy tych wątków. Darek ma czasami kłopot ze skeczami, gdzie są poruszane „te” tematy. Trudno jest mu się oderwać i na luzie popatrzeć na całą sytuację. To też zależy od tego jak się to zrobi, czy skecz jest fajnie zagrany, czy są ciekawe pomysły, żarty. Jak się sprawę traktuje tylko i wyłącznie wulgarnie i mocno, i jeżeli chodzi tylko o to, aby kogoś obrazić, to wiadomo, że nikomu się to nie spodoba.

Czyli są tematy, które omijacie w kabarecie.
- Polityka od zawsze. Natomiast tematy religii, wiary są absolutnie nie do podjęcia. Wydaje mi się, że to nie jest potrzebne. Jeżeli ktoś to zrobi fajnie, to mogę się pośmiać, nie ma problemu. Jednak mam wrażenie, że nie da się tego zrobić ze smakiem, śmiesznie i bez obrażania.

Wróćmy do kobiet w kabarecie. Jak się im wiedzie?
- Na pewno dziewczyny są. Można powiedzieć nawet, że jest ich coraz więcej. Kiedyś tak nie było. W dawnych czasach kobieta wychodziła i śpiewała poważną piosenkę, tzw. aktorską. Był też kabaret Szum złożony z samych babeczek. Pojawiają się kobiety występujące solo, jest sporo charakterystycznych w aktualnie grających kabaretach...
 
Nie ma zjawiska wypierania kobiet przez mężczyzn?
- Nie, to nie o to chodzi. Generalnie babeczki nie lgną. Gdyby chciały, to byłoby ich pełno.

Dlaczego przylgnęłaś do kabaretu?
- Bo mnie zmusili! Wcale nie chciałam być w kabarecie. Kolega Adaś Nowak (lider zespołu Raz Dwa Trzy – przyp. red.) mnie namówił, kazał mi przyjść na próbę. Mówiłam, że nie chcę, że mnie to nie interesuje. W konsekwencji jakoś mnie tam przyciągnął i siedziałam z musu na scenie. Wszyscy się wtedy zachwycili, mówili „super”. Władek Sikora mówił „matko, ale talent!”. Byłam bardzo zdziwiona.

Czym?
- Zastanawiałam się „co on we mnie widzi?”. Wciągnęli mnie w kabaret i dzisiaj nie wyobrażam sobie innego życia. Już wiem, że jestem do tego stworzona. To był taki okres, że nie wiedziałam, co chcę w ogóle w życiu robić. To był przypadek. Wiesz, ile chodzi po świecie kobiet, które byłyby świetne w kabarecie?

Oj, sporo.
- Chociażby moja siostra. Byłaby świetna, ale jej nie ciągnie. Wiele kobiet myśli „ja na scenie? Nie, nie, nie”.

Był taki moment w Twoim życiu, że pomyślałaś „z kabaretu nie da się utrzymać”?
- Od początku się utrzymywaliśmy z tego.

Nigdy nie było trudno?
- Nigdy. Wtedy, kiedy być może było trudno, to byłam na studiach. Za moich czasów studiowało się dla samego studiowania. Oderwać się od szarego życia, aby nie iść do pracy, poszaleć troszkę, powygłupiać się, czyli "postudiować". Byli też tacy, co szli na studia, żeby się czegoś nauczyć, ale nie my. Myśmy spędzali czas na robieniu wiecznych imprez, kabaretu. Prawie nie chodziliśmy na zajęcia! I, gdy zdarzało się coś zarobić, to był szał, szaleństwo.

Jak jest dzisiaj?
- Nie narzekam. Można na tym zarobić.

Nie zajmujesz się niczym innym?
- Nie byłabym w stanie. Kabaret zajmuje dużo miejsca w głowie. Myślimy, planujemy, piszemy, robimy sami plakaty, tworzymy stronę internetową, prowadzimy warsztaty - tyle rzeczy towarzyszy twórczości kabaretowej, że nie ma czasu na inne sprawy. To jest pasja, która, na szczęście, łączy się z pracą.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Jakim cudem tak mało komentarzy ? niecodziennie mozna spotkac tu przeciez taki wywiad. wielki plus dla Ciebie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mimo, że wolę mój ukochany Kabaret Moralnego Niepokoju, a w nim Kasię Pakosińską, to Joasia Kołaczkowska w "Słabej płci" mnie rozbraja. Plus za ciekawy wywiad :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Dzięki za wywiad! Uwielbiam panią Joannę. :))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.