Facebook Google+ Twitter

- Jestem za lustracją muzyków rockowych - mówi Krzysztof Skiba

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2007-04-07 06:42

Rozmowa z wokalistą i autorem tekstów grupy Big Cyc. - W IV RP czuję się dobrze. Nie dlatego, że popieram wszystko co robi władza, ale że mam z kogo się śmiać. Ciężko przebić Oleksego jakimś zabawnym tekstem. Tam jest wszystko kawa na ławę - mówi Skiba.

- Wyśmiewa się pan z polityków...

- Po prostu czujnie obserwuję rzeczywistość.

- Kogo łatwiej obśmiać, kto ma więcej wad? Politycy prawicy czy lewicy? A może wszyscy są tak samo ułomni?

- Nie można zrobić takiego rozgraniczenia. Wszyscy zostali równo obdarowani wadami.

- Ostatnio politycy jakby częściej sami wystawiają się na celne strzały satyryków.

- Najnowsze nagrania pana Gudzowatego w sposób niesamowicie okrutny, ale też zabawny odsłaniają kulisy polityki. Ta kurtyna już została podniesiona w czasie prac komisji śledczej badającej aferę Rywina. Usłyszeliśmy, jak tak zwana elita tego kraju ze sobą rozmawia. Targi, jakieś kupczenie, brak klasy, rozmowa prosta jak na bazarze. Dowiedzieliśmy się, że tym narodem, jego dobrami, kupczy się jak ziemniakami o 6 rano na targu. Taśmy Gudzowatego jeszcze bardziej dobitnie odsłaniają te praktyki. Jest taka bitwa o władzę, taka zazdrość o stołki, lukratywne posady, że tam już ideałów nie ma żadnych.

- Myśli pan, że jeszcze długo będziemy wyrozumiali dla ciągle rozczarowujących nas polityków?

- W tej chwili pękła ostatnia bariera wytrzymałości społeczeństwa. Młodzież pokazuje, że ma to głęboko w nosie, wyjeżdża masowo na zachód. Ta fala wciąż trwa. Robi się nieciekawie, bo nie wiadomo kto będzie pracował na nasze emerytury. Ja w każdym bądź razie mogę zadeklarować, że zostaję, że w IV RP czuję się dobrze. Nie dlatego, że popieram wszystko co robi władza, ale że mam z kogo się śmiać. Czujnie obserwuję naszą rzeczywistość, która przeszła już to wszystko, co pokazywane jest w kabaretach. Ciężko przebić Oleksego jakimś zabawnym tekstem. Tam jest wszystko kawa na ławę.

- Powstanie na ten temat piosenka?

- Muszę to przemyśleć, może to jest dobry pomysł.

- Czym różnią się dzisiejsi politycy od rządzących w latach, gdy zaczynał pan karierę sceniczną?

- Debiutowaliśmy z Big Cycem w 1988 roku, czyli schyłkowym komunizmie, nie tak groźnym jak ten ze stanu wojennego. Ówcześni politycy nawet nie udawali, że mają poczucie humoru.

- A dzisiaj już mają, czy tylko udają?

- Myślę, że politycy nauczyli się trochę amerykańskiego podejścia do żartów z nich. Być może, gdy zamykają się w czterech ścianach swojego domu, tulą głowę w poduszki i popłakują, ewentualnie z nerwów obgryzają paznokcie. Ale moda jest taka, żeby na zewnątrz udawać, że mnie to nie dotyczy, że jestem ponad to. Przyznaję, że wolę taką postawę.

- Mógłby pan wymienić piątkę pana ulubionych polityków?

- Jest grupa polityków, którzy są mistrzami lapsusów i zabawnych działań. Zawsze najbardziej widoczni są ci będący u władzy. Takim politykiem – z jednej strony zabawnym, ale z drugiej niebezpiecznym – jest Roman Giertych. Zabawna jest już ta pociągła twarz, przypominająca bohatera wszystkich filmów o Frankensteinie. On przede wszystkim jest rekordzistą w liczbie konferencji prasowych. Mam wrażenie, że jesteśmy w przededniu chwili, gdy co godzinę będzie ogłaszał swój kolejny, niesamowity projekt, nowy cudowny lek i pomysł na edukację. Giertych przejdzie do historii jako nieudolny i chyba najbardziej nielubiany minister edukacji w powojennej historii Polski. Chce być zapamiętany jako minister reformator, a chyba zapisze się w pamięci jako robiący nieustanny show w telewizji hucpiarz.

- Numer dwa na tej antyliście to...

- Andrzej Lepper. Słynne solarium, jego powiedzonka, szkolenia. To postać dosyć zabawna, ale również niebezpieczna.

- Komu przypadną pozostałe miejsca na podium?

- Kolejną śmieszącą mnie, ale udającą bardzo poważną w mediach osobą, jest minister Wassermann. Weźmy choćby cyrk ze słynną wanną Wassermanna. Śmieszy mnie, że polityk w ogóle się w takie rzeczy bawi. To pierwszy znany mi powojenny polityk, który zajmując tak wysokie stanowisko państwowe, podał do sądu bodaj 70-letnią kobietę, za to, że go obraża.
Do tej wspaniałej trójcy dołożyłbym jeszcze braci Kaczyńskich. Bez bliźniaków ten wspaniały ranking nie może się obyć. A bracia jacy są, każdy widzi.

- Oberwało się panu kiedyś za żarty z władzy?

- Pamiętam taki przypadek z ul. Piotrkowskiej w Łodzi. Studenci zaprosili Big Cyca na plenerowy koncert przed kultowym klubem 77. To był 1989 rok, powiedziano mi: Skiba, nie ma cenzury, możecie wszystko mówić. Zażartowałem z Milicji Obywatelskiej. W czasie koncertu powiedziałem, że mamy informację z ostatniej chwili, iż z łódzkiej tuczarni uciekło stado świń, które kierując się instynktem podążają w kierunku Lutomierskiej (siedziba bezpieki). Ten żart uznano nie tylko za niecenzuralny, ale również za dyskwalifikujący całą imprezę. W trakcie koncertu aresztowano akustyka, kazano mu wyłączyć dźwięk. Mnie zatrzymano na 48 godzin. W drodze na komisariat, milicjanci zafundowali mi bezpłatny masaż pleców przy pomocy długich białych przedmiotów gumowych.

- Czy po koncercie w katowickim Spodku, gdy w obecności premiera Jerzego Buzka ściągnął pan spodnie i powiedział, że polityka jego rządu jest blada jaka pana pupa, miał pan jakieś nieprzyjemności?

- Na szczęście wtedy nie byłem zatrzymany. W sumie kilka razy miałem różne nieprzyjemności, naciski żebyśmy nie wystąpili. Pamiętam, że nawet za komuny rektor uniwersytetu nie wtrącał się w program juwenaliów. W wolnej Polsce taki paradoksalny numer się zdarzył. Właśnie po numerze z premierem Buzkiem odwołano kilka koncertów Big Cyca. Mamy za to blokadę innego rodzaju. Po raz pierwszy w 19-letniej historii Big Cyca odmówiono nam emisji utworu we wszystkich programach telewizji publicznej. Na szczęście żyjemy w czasach internetu. Teledysk do piosenki o braciach Kaczyńskich „Atakują klony” w serwisie YouTube obejrzano 2,5 mln razy. Widziało go chyba więcej osób niż gdyby leciał w Teleekspresie.

- Mimo że mamy wolność słowa i nikt nie siedzi za niepoprawne politycznie żarty, to wciąż zdarzają się przypadki rodem z farsy. Choćby osądzenie pijanego bezdomnego, który znieważył prezydenta kraju.

- Myślę, że jest to rodzaj nadgorliwości urzędników. To problem ludzi, który nigdy nie byli wolni, zawsze się komuś wysługiwali. Czy władza jest zielona, niebieska czy pomarańczowa, to oni zawsze będą służyli aktualnie panującym. Niestety ludzi bez kręgosłupa, bez poglądów, bez charakteru jest najwięcej. To przykre, że świadomie korzystających z wolności jest mniej. Większość chce mieć dobry serial w telewizji, nic ich nie obchodzi polityka i mogą kłaniać się każdemu panu. To jest mentalność niewolnicza. Choć Polacy słyną z krnąbrności, to nie sprawdzamy się, gdy wszystko jest w porządku. Potrzeba katastrof i dramatów narodowych, żeby wszyscy poczuli się braćmi, protestowali i pomagali sobie.

- Aktualny temat to lustracja. Najpierw byli politycy i prawnicy, potem naukowcy i dziennikarze. Nie boi się pan, że za rok ktoś dojdzie do wniosku, że skoro na koncertach Skiby słucha kilka tysięcy ludzi, to trzeba go zlustrować? Poza tym zaczynał pan karierę w PRL-u, więc jest pan podejrzany.

- Jestem za lustracją muzyków rockowych. Wiadomo, że to nieodpowiedzialny element. Śpiewają, zajmują stanowiska, komentują wydarzenia politycznie nie mając do tego żadnych uprawnień. Jak najbardziej – T. Love, Kult, a nawet Edyta Górniak, wszyscy bez wyjątku powinni być zlustrowani.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Ja nie wiem czy przypadkiem jakiś gorliwiec nie poda Skiby do sądu za obrazę Giertycha. Bo przecierz "hucpiarz" to brzmi co najmniej obraźliwie. Hehehe

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wywiady z tym człowiekiem zawsze przypadają mi do gustu.
(+) za zadawanie właściwych pytań

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.