Facebook Google+ Twitter

"Jesteś Bogiem" - Hip-hopowi bez reszty oddany

Film zadziałał jak bomba z opóźnionym zapłonem. Podobno scenariusz był już gotowy wiele lat temu. Ładunek wybuchowy wisiał nam nad głowami, napięcie rosło z każdą nowinką o jego realizacji, aż dało wyczuć się trotyl w powietrzu.

 / Fot. mat. prasoweSzeroko zakreślona kampania, promująca film Leszka Dawida "Jesteś Bogiem" opłaciła się. Producenci się postarali. Obraz obejrzało ponad 300 tys. widzów już w pierwszy weekend. To trzeci wynik na przestrzeni 20 lat polskiej kinematografii. Film zadziałał jak bomba z opóźnionym zapłonem, podobno scenariusz był już gotowy wiele lat temu. Ładunek wybuchowy wisiał nam nad głowami, napięcie rosło z każdą nowinką o jego realizacji, aż dało wyczuć się trotyl w powietrzu. Licznik się wyzerował, a efekt jest powalający. Dawno w kinie nie było tak potrzebnego filmu.

Na premierze nie widziałem żadnego „zioma” w szerokich spodniach. Większość osób wyglądała „neutralnie”, po prostu przyszli na film, bo zobaczyli plakat. Komu więc jest on potrzebny? Tym, którzy chcą dać „lajka” na Facebooku i gonią za aktualnymi trendami? Usłyszałem bardzo dużo zarzutów tego typu. Ale, czy aby na pewno takie zjawisko jest negatywne? Bo mi się wydaje, że odpowiedź na wyżej postawione pytanie jest prosta i brzmi: tak, ta produkcja jest również dla nich.

Co bardziej zagorzali fani Paktofoniki i hip-hopu, w tym miejscu mogą się oburzyć. No bo, jak to? Jak można nic nie wiedzieć o Magiku, Fokusie i Rahimie i wybrać się na projekcję "Jesteś Bogiem"? Otóż zupełnie naturalnie. To dlatego, że film jest tak skonstruowany, że nie mówi wyłącznie o byciu ziomem, składającym rymy i „trzaskającym” bity na kompie. Jest świetną rozrywką, chociaż to dramat. Dokładnie – rozrywką w sensie odczuć emocjonalnych. Można się na nim pośmiać i wzruszyć. Przenieść się w czasie do lat z kasetami, magnetowidami, walkmanami, budkami telefonicznymi. Do świata, który my, młodzi ludzie, znamy z własnych, często już zamglonych wspomnień. Według mnie to jest największa zaleta tego filmu, właśnie to, że jest dla wszystkich. Piszę to ja, fan rock’n’rolla.

Nie znam nikogo, kto by nie słyszał o Paktofonice. To pierwszy dobry powód do powstania dzieła właśnie o nich. Drugi i bardzo ważny, jest taki, że historia chłopaków ze Śląska jest bardzo filmowa. Wręcz romantycznie dramatyczna. Młodzi, zdolni, zadziorni, zagubieni, zbuntowani chcą zmienić swoje życie. Nadzieję pokładają w muzyce hip-hopowej, który staje się odskocznią od beznadziejnej, szarej rzeczywistości. Do tego tragiczna śmierć jednego z „Wielkiej Trójcy”. Scenariusz gotowy. Czy całkowicie „z życia wzięty”? Przy tej kwestii również pojawiają się pewne utyskiwania, że historia Magika, Fokusa i Rahima nie jest ukazana 1:1. Rada na tego typu zarzuty jest tylko jedna. Nie zapomnijmy, że to film fabularny, a nie dokument. Pewne uproszczenia lub kompresje czasowe, przekształcenia pewnych wątków są potrzebne, po to, by historia była atrakcyjniejsza, bardziej zrozumiała. Uważam to za oczywisty atut, a nie minus, ponieważ zachęca to do samodzielnego poszukiwania i sprawdzenia „jak to było naprawdę”. Oczywiście fani Pfk zapewne to wiedzą, ale nie powinni „burzyć się” i „płonąć świętym ogniem” na rodzaj fabuły, który wymyślili twórcy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.