Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

167373 miejsce

Jesteś prawdziwy czy cię wymyśliłam?

Takie pytanie zadaje samej sobie jedna z bohaterek spektaklu. Sama jest zaś jedynie wytworem snu. Dlatego wprowadza tajemnicę, która towarzyszy inscenizacji aż do końca jej trwania. Na zakończenie jazzowa kapela kontynuuje przerwany na czas spektaklu koncert. W ten sposób krąg niezwykłych zdarzeń zatacza koło.

 / Fot. http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/56700.htmlSpektakl "Lulu na moście" w reżyserii Agnieszki Glińskiej rozpoczyna się sceną, w której główny bohater, jazzman Izzy Maurer (Marcin Dorociński), zostaje postrzelony. W rozmowie z uroczą panią doktor przekonuje, że to przypadek sprawił, iż wystrzelona kula trafiła w jego płuco, które w konsekwencji stracił. Ten nieszczęśliwy wypadek przekreśla karierę Izzy'ego jako muzyka. On jednak od początku spektaklu wydaje się być spokojny: "każdemu mogło się to zdarzyć", stwierdza.

Chwilę potem słyszymy coś zgoła innego z jego ust: „Płuca to oddech, oddech to muzyka, bez muzyki nie ma dla mnie życia”. Zapada w stan śmierci klinicznej. Zanim jednak przeniesie się na tamten świat, przeżyje jeszcze piękną, choć tragiczną miłość. Piękną, bo dzięki uczuciu do młodziutkiej Celii (Patrycja Soliman), odkryje jałowość dotychczasowego życia, a tragiczną, ponieważ wszystko, co od tej pory dziać się będzie na scenie jest tylko jego snem.

Izzy, snując się ulicami wielkiego miasta, napotyka na zwłoki mężczyzny. Spostrzega leżącą obok niego teczkę i impulsywnie zabiera ją, usłyszawszy przeraźliwe głosy napływające z oddali. W środku znajduje karteczkę z numerem telefonu i świecący kamień. Te dwie rzeczy mają odmienić życie, senne życie, Izzy’ego Maurera. Numer telefonu zaprowadzi go do Celii, początkującej aktorki. Kamień jest przedmiotem, dzięki któremu jazzmen i piękna aktorka zbliżą się do siebie. Brzmi to trochę jak z bajki o zaczarowanym przedmiocie zdolnym spełniać marzenia jego znalazcy. I tak jest w istocie - Izzy przeżywa wielką miłość, jakiej nie zaznał w rzeczywistości. Wreszcie czuje się naprawdę szczęśliwy.

Celia istnieje jedynie w głowie Maurera. To ona jednak, w śnie jazzmena, podaje w wątpliwość jego własne istnienie. Ten bowiem siada gdzieś na uboczu i przyjmuje postawę biernego obserwatora wydarzeń rozgrywających się na scenie. Rezygnacja z czynnego uczestniczenia w życiu innych postaci wynika po prostu z faktu, iż jest ponad nimi – obserwuje swój sen. Kto kogo zatem wymyślił? Nie wiadomo, ale można przypuszczać, iż do marzeń sennych muzyka zaczynają wkradać się przebłyski świadomości. Z nimi zaś niepokój i lęk.

Spektakl można obejrzeć w warszawskim Teatrze Dramatycznym. To sceniczna adaptacja filmowego scenariusza Paula Austera pod tym samym tytułem. Przypadki, gdzie konstrukcja teatru w teatrze została zastosowana na potrzeby spektaklu są znane. Szekspirowski Hamlet posługuje się trupą teatralną, by zdemaskować niecne zamiary stryja, w Wyzwoleniu Wyspiańskiego mamy zaś maski, które odsłaniają mechanizmy scenicznego „dziania się”.

W spektaklu Glińskiej mamy do czynienia z tworzeniem filmu w teatrze. To zabieg niewątpliwie nowatorski. Reżyserką "Puszki Pandory", bo taki tytuł ma powstający na scenie film, jest Christine Moore (Joanna Szczepkowska), kobieta znerwicowana, ale o wielkich ambicjach i skrystalizowanej wizji na film o „medium miłości” jakim jest Lulu. Lulu to główna bohaterka tego filmu. Porównanie jej do mitologicznej puszki Pandory ma wskazywać, iż jest ona usposobieniem zawartych w niej nieszczęść.

Lulu to młodziutka famme fatale, kobieta infantylna i demoniczna. Jest, jak to określa Christine, "projekcją mężczyzn", niezapisaną kartą, uwielbianą i nienawidzoną jednocześnie. Celia, która ma zagrać Lulu, porównuje ją do Britney Spears. Lulu to zaprzeczenie delikatnej Celii. Nie wiadomo również, czy Celia nie wzięła granej roli zbyt do siebie, co stało się przyczyną końca jej aktorskiej kariery. Przy tym kobieta traci swoją młodzieńczą delikatność i miłość Maurera.

"Lulu na moście" to historia całkowicie metaforyczna, w której mieszają się plany: rzeczywisty, snu i filmu. Taka konstrukcja spektaklu powoduje, iż przekaz staje się nieco enigmatyczny. Czasem dopiero pompatyczne wejście na scenę pani reżyser uświadamia, że dobiegła końca scena, która jest częścią filmu. W przebiegu gry scenicznej widz łatwo może odkryć, jak wielki udział w życiu człowieka ma gra iluzji, zaprzeczeń, masek. Nagle ważne staje się to, co kto inny wmawia mu o nim samym. Całość, choć utrzymana w konwencji groteskowej, prezentuje temat poważny. Życie, którego sens ustala się dopiero w obliczu śmierci klinicznej, może być spełnieniem innego powiedzenia: "lepiej późno niż wcale". Może zatem lepiej wcześniej...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 07.07.2008 12:45

Pominęłaś chyba najmocniejszy punkt spektaklu - epizodyczną, ale znakomitą rolę Dominiki Kluźniak.
Recenzja faktycznie jest przegadana, niepotrzebnie tak rozwlekle o wszystkim piszesz; za dużo jest też streszczania akcji, a za mało Twojej refleksji.
Co do samej sztuki, to ma momenty świetne i momenty beznadziejne. Głównym mankamentem jest to - przynajmniej ja mam takie wrażenie - że reżyserka chyba sama nie wiedziała o czym ma być ta sztuka. Nie ma tam niczego nadrzędnego; może miłość Lulu i Izzy'ego, ale to jest wątek słabo przeprowadzony i słabo przez Dorocińskiego zagrany.
Nie nudziłem się jednak, bo jest coś w tym spektaklu, co mnie pociągało. Chociażby tercet: Szczepkowska, Kluźniak, Soliman.
Trudno tylko - to był główny zarzut w jednej z recenzji, które czytałem - komuś, kto nie czytał książki ani nie widział filmu, do końca zrozumieć o co chodzi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

czytałam w Nesweeku niepochlebną recenzję o spektaklu
natomiast ta recenzja mi się nie podoba, jest przegadana, przeładowana i nudna.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.