Facebook Google+ Twitter

Jesteśmy działem marketingu i PR starej dobrej poezji

Nieraz bardzo żałuję, że ktoś pisząc piosenkę, nie wybrał się do księgarni czy biblioteki i nie skorzystał z tekstu jakiegoś poety. Rozmowa z Anną Urbańczyk, organizatorem Festiwalu Instalacji Lirycznych w Gdańsku Sobieszewie.

Przed nami, od 15 do 17 sierpnia, kolejna edycja Festiwalu Instalacji Lirycznych. W zeszłym roku zaklinaliśmy poezję w brudnorockowe dźwięki, a co będzie się działo z poezją w tym roku?
- Przyznajemy, że w tym roku nie mieliśmy jakiegoś specjalnego klucza przy dobieraniu programu. Chcieliśmy pokazać turystom z Polski i zagranicy, którzy akurat tu przebywają rzeczy najnowsze, w miarę możliwości scenę trójmiejską, co nie aż tak oczywiste, bo dzielnica, w której odbywa się Festiwal to peryferie miasta i kurort jednocześnie. Jeśli jednak szukać klucza będą to cztery wielkie nazwiska literackie: Schulz, Rilke, Szymborska i Herbert. Nie wszyscy byli poetami: Schulz przecież pisał prozę, ale bardzo liryczną. Poza tym i pisał i malował, czyli pasowałby do wielu z naszych twórców, którzy przecież nie skupiają się tylko o wyłącznie na literaturze. Oprócz tych ikon jest właśnie wspomniana wcześniej, trójmiejska scena średniego pokolenia oraz kilkoro gości z Polski i jeden z zagranicy. Poza tym postawiliśmy na różnorodność, będą koncerty, spektakle, instalacje plastyczne, multimedia, haiku, wieczory poetyckie i teatralizowane show a la wieczorek poetycki, gdzie tekst jest tylko pretekstem. Będzie klasycznie, feministycznie, queerowo, i elektronicznie, ale wszystko w obrębach poezji, tekstu, liryki.

Poezja w połączeniu z muzyką, odejście od tradycyjnych sposobów na wypromowanie poezji (happeningi, performance) to ostatnio często stosowane przez wielu artystów metody. Nie ma pani odczucia, że ta alternatywność sposobu opowiedzenia poezji staje się już konwencją?
fragment spektaklu ,,Alchemik Halucynacji / Fot. materiały promocyjne Wyspy Skarbów- Nie sądzę, że jest konwencją, a nawet, jeśli, to bardzo dobrze. Zresztą, jeśli zobaczę happening jakiegoś poety na wieczorze w moim mieście, albo na YouTube, to nie znaczy, że nie kupię jego tomiku wierszy. A kiedy będę je czytać, to te dwie warstwy będą się nawzajem przenikać, co moim zdaniem będzie tylko na plus. Poza tym nie jest też tak, że sami poeci śpiewają czy tańczą do swoich tekstów. Herbert czy Schulz stworzyli coś, co zainspirowało innych, którzy użyli ich tekstów do swoich gatunków sztuki. I bardzo dobrze, że tak się stało, bo niewielu jest dobrych tekściarzy. Kiedy słyszę teksty w stylu „na rozstaju dróg stoi dobry bóg”, to bardzo żałuję, że ktoś pisząc piosenkę, nie wybrał się do księgarni czy biblioteki i nie skorzystał z tekstu jakiegoś poety. A wtedy to może byśmy takich i na Festiwal Instalacji Lirycznych zaprosili...

Skoro już mówimy o różnych formach przedstawiania poezji, warto poruszyć temat SLAMU. Zjawisko jest o tyle interesujące, że z jednej strony pozwala każdemu na bycie poetą, z drugiej jest hiphopowym wykrzyczeniem emocji, w którym kunszt poetycki czasem trudno odnaleźć...
- Bardzo lubię slam, choć w przypadku takich imprez, często zdarza się tak, że wiele tekstów nie jest głębokich, a tylko efektownych, jest też wiele miałkich, dlatego organizując i uczestnicząc w tego typu przedsięwzięciach trzeba być cierpliwym i selektywnym. Zawsze chcieliśmy zrobić slam na Festiwalu, ale nigdy nie wyszło. Nie zgłosił się do nas nikt z taką propozycją, a zapraszani przez nas poeci jakoś nie wchodzą ze sobą w interakcje. Choć kto wie, może w tym roku powstanie jakiś alternatywny punkt programu.

Kolejnym interesującym gatunkiem jest haiku. Tu, w odróżnieniu od SLAMU, maksimum treści należy zamknąć w minimum słów. Co pani zdaniem skłania poetów i miłośników poezji do sięgania właśnie po takie środki wyrazu?
- Może lubią matematykę... Ale tak naprawdę haiku to efektowna łamigłówka. Coś, co nie zostawia za sobą Teatr Amareya / Fot. materiały promocyjne Wyspy Skarbówwyraźnego śladu, a smugę. Dlatego wydaje mi się, że nie tak wiele osób sięga po tę formę wyrazu. W tym roku zaprezentujemy bardzo niewiele haiku. Na chlebie swoje wiersze przykleją: wierny nam od początku organizacji Festiwalu Piotr Szczepański oraz Dorota Pyra, gdańska poetka. Haiku to bardzo dobra forma, bo krótka, poemat na chlebie by się nie zmieścił (uśmiech). A poważnie, to dla nas jeden z ważniejszych punktów festiwalu, że w naszej dzielnicy będzie można kupić chleb z „wklejką” z wierszem. Przecież on trafi do setek domów i tysiące osób będzie się zastanawiało, albo wkurzało nad obecnością tego wiersza. A może go po prostu pożrą, to też symboliczne. A inny haikowy punkt programu - „Haiku na trzy ciała” teatru Amareya to teatr butoh inspirowany haiku. Ale więcej nie będę zdradzać.

Alchemik halucynacji” spektakl sopockiego Teatru Okazjonalnego, który będzie można zobaczyć podczas tegorocznego festiwalu to przykład poezji Zbigniewa Herberta opowiedzianej tańcem. Warto zastanowić się, czy w tym momencie mamy do czynienia z próbą udramatyzowania poezji, czy też próbą wyrażenia za pomocą ruchu przeżycia poetyckiego?
- Właśnie... Ale o to należałoby zapytać już Joannę Czajkowską-Krawczyk i Jacka Krawczyka z Teatru Okazjonalnego. My tylko wiemy, że to piękny ruchowo i plastycznie spektakl i że sopocki zespół objechał z nim dosłownie pół świata, czyli ruch sprawia, że ludzie mówiący w różnych językach, rozumieją tę wytańczoną poezję.

W tym roku będzie można obejrzeć wystawę zdjęć,,Jarmark cudów”, o dokładanie takim samym tytule jak wiersz Wisławy Szymborskiej. Na ile, zatem poezja inspiruje fotografię, a fotografia poezję, bo, przecież powtarzając za Rolandem Barthesem, zdjęcia przybywają do nas nieproszone ze świata i widać je wszędzie?
Zdjęcie z wystawy ,,Jarmark Cudów" / Fot. mat. promocyjne Wyspy Skarbów- Z tego, co mi wiadomo, to gdańska fotografka Iwona Delegiewicz, która jest pomysłodawczynią tej wystawy, czytając wers z wiersza Szymborskiej, pomyślała, że zrobiła kiedyś niezależnie zdjęcie doskonale ilustrujące właśnie ten wers. A później już, gdy odnalazła wiersz, postanowiła sfotografować każdy z jego wersów. Myślę, że mariaż fotografii i poezji wcale nie jest taki częsty. Obie formy są na pewno bardzo ulotne. Fotografia to rysunek światłem, często dzieło przypadku, a poezja – literacki zapis ulotności chwili czy emocji.

Nie zastanawiała się pani nad tym, co stało się z naszą wyobraźnią, skoro do przeżywania poezji nie wystarcza nam już sam kontakt z tekstem?
- Myślę, że wyobraźnia ma się całkiem nieźle. Twórcy zaproszeni na Festiwal Instalacji Lirycznych muszą mieć dobrą wyobraźnię, żeby móc łączyć tyle różnych gatunków. Poza tym ideą naszego Festiwalu jest to, że wychodzimy z poezją „do ludzi”, na ulice, a w naszym przypadku – do lasu, na plażę. Mamy nadzieję, że po takich planowanych czy nie – spotkaniach, osoby zaczną sięgać po poezję z własnej nieprzymuszonej woli.

A zatem jakie znaczenie ma dla poezji Festiwal Instalacji Lirycznych?
- Jesteśmy działem marketingu i PR starej dobrej poezji. Mamy nadzieję, że ona tego chce, bo przecież przetrwała w dobrym zdrowiu tyle lat.

* Anna Urbańczyk, dziennikarka, kierownik MDK Wyspa Skarbów w Gdańsku Sobieszewie

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

+;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.