Facebook Google+ Twitter

Jesteśmy skazani na euro

  • Źródło: Dziennik Bałtycki
  • Data dodania: 2007-02-18 08:36

Rozmowa z prof. Anną Zielińską-Głębocką, kierownikiem Katedry Ekonomiki Integracji Europejskiej Uniwersytetu Gdańskiego

- W Niemczech doradzają Polakom: brońcie się przed euro rękami i nogami. Prezydent Kaczyński w wywiadzie dla włoskiej gazety „Corriere della sera” stwierdził, że naszemu wejściu do strefy euro towarzyszyć będzie gwałtowny wzrost cen. Bronić się?

- Zdecydowanie nie, bo i tak nic nie zwojujemy. W strefie euro wprawdzie podrożały usługi, jednak żywność, odzież i podstawowe produkty przemysłowe potaniały, więc ceny się niwelują. Niedawno przyjęto tzw. dyrektywę usługową, która będzie pozwalała świadczyć wszystkim usługi w różnych krajach. To otworzy rynek usług na konkurencję. Wtedy jeśli polski fryzjer będzie strzygł Niemców, to będzie to robił taniej niż miejscowi. Więc miejscowi będą musieli obniżyć ceny.


- Dlaczego warto mieć u siebie euro?

- Bo daje gwarancję stabilizacji cen na całym obszarze, gdzie zostało wprowadzone, a więc zapobiega inflacji. Stabilność cen jest zresztą głównym celem Europejskiego Systemu Banków Centralnych, do których należy też nasz NBP. Dzięki euro przedsiębiorcy mogą dokonywać transakcji po niższych kosztach, bo znika ryzyko wahań kursów, jest większa przejrzystość cen i lepsze efekty konkurencji oraz mocniejsza pozycja wobec inwestorów zagranicznych. Kraje, które weszły do eurosystemu rozwijają się szybciej i lepiej.


- Jednak Wielka Brytania, Dania i Szwecja nie przyjęły euro i świetnie dają sobie radę posiadając narodowe waluty.

- Te kraje mają liberalne gospodarki i lepiej sobie radzą systemowo. Wielka Brytania jest poza dyskusją, bo to kraj o bardzo elastycznym rynku pracy i zliberalizowanym handlu. Dania i Szwecja postawiły na technologie informacyjne i stały się w tej dziedzinie wiodącymi krajami w świecie. Są liderami w zakresie usług, mają bardzo mocno rozwinięty system edukacji, nadwyżkę w bilansie handlowym. Nie przeżywają takich trudności jak kraje, które mają gorszą konkurencyjność i utrzymują systemy socjalne.


- A co euro oznacza dla zwykłego śmiertelnika?

- Jeśli będzie chciał wyjechać do innego kraju, nie będzie musiał ponosić kosztów związanych z wymianą złotówek. Oznacza to łatwość podróżowania. Jeśli będzie chciał kupić wycieczkę w innym kraju, łatwiej mu będzie porównać ceny, które wszędzie podawane są w euro. Dla osób, które mają kontakty międzynarodowe oznacza to przejrzystość cen, łatwość kalkulowania, planowania budżetu domowego.


- A jak się nigdzie nie ma zamiaru ruszać...

- ... to wtedy i tak jest mu obojętne, czym płaci.


- W kilku krajach podczas referendum mieszkańcy powiedzieli euro: nie. Może i u nas należałoby się spytać społeczeństwa czy chce wspólnej waluty?

- Formalnie nie mamy prawa organizować referendum, bo i tak musimy euro przyjąć. Wszystkie kraje, które w 2004 roku i później przystąpiły do Unii Europejskiej muszą wejść do eurosytemu.


- Przecież Komisja Europejska nie może zabronić Polsce organizowania referendum?

- Nie może, bo referendum jest konstytucyjnym prawem każdego kraju. Może jednak do nas zaapelować, co zresztą uczyniła. Gdybyśmy zorganizowali referendum pogorszyłoby to wizerunek Polski. Gdyby Polacy opowiedzieli się na dodatek przeciwko euro, oznaczałoby to poważny konflikt w Unii Europejskiej. Mogłoby to się skończyć cofnięciem pomocy finansowej, jaką dostajemy z funduszu spójności, czyli tego co głównie wydajemy na budowę dróg, infrastrukturę, cele komunikacyjne. Nie można wprawdzie ograniczyć nam środków z funduszy strukturalnych, czyli np. z funduszu rozwoju regionalnego, albo z europejskiego funduszu społecznego, jednak funduszu spójności to instrument, który formalnie Unia Europejska może w takim przypadku wykorzystać.


- Ekonomista amerykański, laureat nagrody Nobla Milton Friedman dawał euro maksymalnie 15 lat życia. Co pani na to?

- Potem wycofał z tego stwierdzenia. Był taki okres, kiedy ekonomiści amerykańscy bardzo krytykowali wspólną walutę europejską. Jednak w tej chwili w USA mówi się z dużym uznaniem o sukcesie Europy. Bo eurosystem to sukces. Wprowadzenie wspólnej waluty to było ogromne przedsięwzięcie. Po pierwsze potrzebna była wola polityczna, po drugie akceptacja społeczeństwa, po trzecie kraje te nie zbankrutowały. Nawet jeśli w niektórych krajach struktura cen się zmieniła, to generalnie nie obserwuje się inflacji. Również i Niemcy po okresie lekkiej stagnacji stają na nogi.


- Jednak już pojawiały się w niektórych krajach głosy, że chcą powrócić do narodowej waluty?

- Nie ma zakazu wyjścia ze strefy euro, ale koszty takiej operacji byłby tak ogromne, że nikomu to by się nie opłacało.


- Czyli jesteśmy skazani na eurosystem?

- Nie mamy wyjścia, musimy euro przyjąć. Gdy w 1990 roku rodziła się idea unii walutowej, w traktacie z Maastricht można było zadeklarować, czy dany kraj chce wejść czy nie do eurosystemu. Taki zapis zrobiono dla Danii i Wielkiej Brytanii i tylko one mają prawo nie wejść do strefy euro. Wszystkie inne kraje wchodzą tam obligatoryjnie. Potwierdzono to w tzw. Agendzie 2000, a potem we wszystkich traktatach akcesyjnych. Polska w trakcie negocjacji o wejściu do UE nie mogła już sobie tego zastrzec.


- Mówi pani o Danii i Wielkiej Brytanii, ale Szwecja przecież też pozostała wierna koronie?

- W przypadku Szwecji, która jest starym krajem członkowskim, Unia Europejska zrobiła ukłon i zgodziła się na referendum. Szwedzi opowiedzieli się za koroną, ale to jedyny wyjątek. Natomiast nie ma co oczekiwać takiego ukłonu w naszą stronę.


- Gdyby od pani zależał termin wprowadzenia w Polsce euro to...

- ...to w 2008 roku weszłabym do europejskiego mechanizmu kursowego na dwa lata, a w 2010 roku mielibyśmy u nas euro. Mamy teraz okres dobrej koniunktury, a trzeci rok tak wysokiej wartości złotówki może wskazywać, że nasza gospodarka jest mocna.


- Co więc nas trzyma?

- Głównie brak woli politycznej, ale nie spełniamy również kryterium deficytu budżetowego.


- Czy bank centralny będzie opracowywał raport, jakie wprowadzenie euro przyniesie skutki gospodarce?

- Takie analizy już są robione. W NBP mamy bardzo dobry zespół badaczy, którzy przy pomocy wyrafinowanych metod ekonomicznych robią symulacje, jak by się zachowała gospodarka po przyjęciu euro i jak by reagowała, gdyby euro przyjęte nie było. Analizują jak wpłynie to na wzrost gospodarczy, zatrudnienie, jak nasza gospodarka będzie reagowała na tzw. szoki zewnętrzne, czyli na zmiany cen ropy naftowej, ewentualny kryzys energetyczny, czy nagły spadek naszego eksportu z powodu konkurencji chińskiej. Już teraz większość takich informacji jest podawana na stronie internetowej NBP.

Beata Jajkowska

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Re.: - W Niemczech doradzają Polakom: brońcie się przed euro rękami i nogami. Prezydent Kaczyński w wywiadzie dla włoskiej gazety „Corriere della sera” stwierdził, że naszemu wejściu do strefy euro towarzyszyć będzie gwałtowny wzrost cen. Bronić się?
Odp. Oczywiście, że tak – np. na przykładzie Niemiec- kiedy przeszli na Euro to przeliczono im zarobki po obowiązującym kursie z marek na euro a ceny pozostały w parytecie 1 marka = 1 euro i moi znajomi z Niemiec zaczęli lamentować na drożyznę.
Re.: - Czyli jesteśmy skazani na eurosystem?
- Nie mamy wyjścia, musimy euro przyjąć. Gdy w 1990 roku rodziła się idea unii walutowej, w traktacie z Maastricht można było zadeklarować, czy dany kraj chce wejść czy nie do eurosystemu. Taki zapis zrobiono dla Danii i Wielkiej Brytanii i tylko one mają prawo nie wejść do strefy euro. Wszystkie inne kraje wchodzą tam obligatoryjnie. Potwierdzono to w tzw. Agendzie 2000, a potem we wszystkich traktatach akcesyjnych. Polska w trakcie negocjacji o wejściu do UE nie mogła już sobie tego zastrzec.
Odp. Oczywiście jest to wierutne kłamstwo – nie ma takiego musu. Komu tak to bardzo zależy aby „wepchnąć” Polskę w „dziurawy worek” euro i obciążyć ją dodatkowymi kosztami – konkretnie przeciętnego zjadacza chleba. Korporacje „brylujące” w Polsce mające te wspólne „korzenie” Zachodnie będą się miały świetnie ich kosztem.
Re.: - A co euro oznacza dla zwykłego śmiertelnika?
- Jeśli będzie chciał wyjechać do innego kraju, nie będzie musiał ponosić kosztów związanych z wymianą złotówek. Oznacza to łatwość podróżowania. Jeśli będzie chciał kupić wycieczkę w innym kraju, łatwiej mu będzie porównać ceny, które wszędzie podawane są w euro. Dla osób, które mają kontakty międzynarodowe oznacza to przejrzystość cen, łatwość kalkulowania, planowania budżetu domowego.
Odp. Jest to praktycznie jedyna ewentualna korzyść dla przeciętnego obywatela
A w ogóle to polecam podnieść poziom swojej wiedzy ekonomiczno – społecznej przez zainteresowanie się świetnymi naukowymi publikacjami na -
http://www.monitorekonomiczny.pl/s18/Komunikaty_og%C5%82oszenia/o10/Analiza_i_program_naprawczy.html

Komentarz został ukrytyrozwiń

*Jesteśmy skazani na euro* - tytuł sugeruje negatywny stosunek do sprawy? Im szybciej, tym lepiej (jeśli wejdziemy do strefy E).

Komentarz został ukrytyrozwiń

*otworzy rynek usług na konkurencję. Wtedy jeśli polski fryzjer będzie strzygł Niemców, to będzie to robił taniej niż miejscowi. Więc miejscowi będą musieli obniżyć ceny.* - jeśli w Polsce Litwin będzie strzygł za pół ceny co Polak, to przegonią Litwina, bo to nie ma nic wspólnego z uczciwą konkurencją. Każdy obcokrajowiec z biedniejszego kraju może zejść z ceną i wykończyć tubylca z droższego kraju, ale nie z powodu przyjaznej konkurencji - po prostu u siebie w ojczyźnie może wiele rzeczy nabyc taniej a ponadto ma "w genach" mniejsze potrzeby. Wczoraj na W24 przeczytałem, że w Afryce (w biednym kraju) nauczyciel zarabia 100 zł rocznie. To on, gdyby mu zapłacić dzisiejsze pensje nauczycielskie w Polsce i tu zatrudniając, byłby największym fanem naszego systemu płacowego!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.