Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

2083 miejsce

Jesteśmy stale obserwowani, czyli o inwigilacji słów kilka

Prywatność to najpowszechniejsze pojęcie abstrakcyjne XXI wieku. Poważnie.

Prywatność to najpowszechniejsze pojęcie abstrakcyjne XXI wieku. Poważnie, jak mi ktoś mówi, że dzisiaj można być anonimowym, to owszem, nie obrażam takiej osoby w twarz, ale w duchu mówię sobie ech, ty naiwny, głupi człowieczku, żyj sobie dalej w tej swojej słodkiej nieświadomości.
Bo każdy, kto nie żyje z głową w chmurach, wie, że wszelkie nasze poczynania są monitorowane. Dziennie jesteśmy obserwowani przez dziesiątki, setki, nie, co ja mówię – miliony wręcz! – oczu. Widać to nawet wtedy, kiedy przeciętny student idzie na zajęcia.
I nie, nie mam tu na myśli ludzi, których mijamy po drodze, na ulicach. Chociaż, naturalnie, to też są te obserwujące oczy. Tylko że spojrzenia, którymi obdarzają nas te obce osoby, są przelotne, mało kto lustruje przechodniów dokładnie z góry do dołu. Nie, ja mówię o czymś z pozoru niewinnym i niegroźnym, a co tak naprawdę odziera nas z prywatności. A przecież każdy z nas chciałby czasem kompletnie się wyłączyć, zrobić coś, co nie będzie przedmiotem zainteresowania wszystkich wokół. Tymczasem – to już jest praktycznie niewykonalne.
Dobrze, do brzegu. O czym mówię? O dzieciach wielkiego postępu, który się dokonał na przestrzeni lat, wieków. O komputerach, telefonach i tym podobnych zabawkach.
Telefony komórkowe mają prawie wszyscy, włącznie z dzieciakami. A dziś dzięki temu urządzeniu możesz się połączyć z Internetem, gdziekolwiek jesteś. Jeśli w drodze na uczelnię zaloguję się na swoje konto na Facebooku, wszyscy, których mam w znajomych na tym portalu, będą wiedzieli, gdzie jestem, jeśli tylko się do mnie odezwą – dzięki opcji pokazywania położenia osób piszących. Jakiś czas temu zauważyłam, że do sprawdzenia jest nawet to, czy człowiek pisze z telefonu, czy z komputera stacjonarnego. Sprawa wygląda jeszcze ciekawiej, kiedy napisze się post poza czatem, na tak zwanej tablicy. Wtedy wystarczy, że kolega polubi lub skomentuje ten wpis – jego aktywność pokaże się w aktualnościach osób, których z kolei on ma w znajomych. A tych wcale nie musimy znać, czyli dochodzi do tego, że o tym, co robimy, wiedzą ludzie, których niejednokrotnie nie widzieliśmy nawet na oczy i nie wiemy o ich istnieniu. Czy wspominałam już, że nawet bez Facebooka i połączenia z Internetem telefon można namierzyć?
Poza technologiami – kiedy jadę rano na uczelnię czy popołudniu z niej wracam, natykam się na fotoradary i tereny monitorowane. To już razi mniej, w końcu akurat w tym przypadku mówimy o chronieniu bezpieczeństwa pieszych i kierowców, ale jednak fakt jest faktem – to też jest forma obserwacji. Możesz nie robić nic złego, spokojnie przejeżdżać koło jakiegoś obiektu, lecz masz świadomość, że ktoś się tobie bacznie przygląda. I choć ty tylko próbujesz nie spóźnić się na ćwiczenia czy wykład, możesz się z tą świadomością czuć dziwnie. To trochę tak jak sytuacja z robieniem zakupów. Często słyszę od znajomych, że kiedy idą do jakiegoś sklepu – zazwyczaj odzieżowego – i coś oglądają, czują za sobą baczny wzrok ochroniarza, który chodzi za nimi krok w krok i traktuje ich jak potencjalnego złodzieja. A oni się tylko rozglądają po dostępnych produktach w poszukiwaniu czegoś dla siebie. Na drodze jest to samo – jeśli sam jesteś kierowcą, nie chcesz nikogo zabić, tylko po prostu gdzieś zdążyć, a jakaś maszyna monitoruje twoje ruchy jakby w oczekiwaniu na moment, kiedy zarejestruje, że robisz coś, co niekoniecznie jest w porządku. Fajnie? Nie bardzo, nie dla mnie. Mimo że nie jestem kierowcą. Wiem po prostu, że sama w takiej sytuacji nie czułabym się komfortowo.
Dziś naprawdę trudno jest zachować anonimowość i prywatność. Absolutnie nie jestem przeciwniczką postępów wszelakich, ba – mam nawet konto na portalach społecznościowych, z Facebookiem na czele. Mimo to zdaję sobie sprawę, że zanim zacznie się korzystać z takich udogodnień, warto się zorientować, czy są opcje, które pozwolą nam ukrywać pewne rzeczy. Pokazywanie położenia ma sens tylko w jednej sytuacji – kiedy dzieje się coś złego, kiedy komuś grozi niebezpieczeństwo. Wtedy owszem, biję brawo takim cackom, co potrafią pomóc zlokalizować zagrożonego i być może w porę go ochronić. Na co dzień jednak w takich opcjach nie widzę większego sensu i jeśli tylko mogę – wyłączam je.


Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.