Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

180554 miejsce

Jeszcze jedna ofiara katastrofy w Halembie

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2006-12-14 08:45

Marianna Rymarzewska jest 24 ofiarą listopadowej tragedii w rudzkiej kopalni. Zmarła trzy dni temu. Dzisiaj trumna z jej ciałem spocznie na cmentarzu w Starej Bykowinie obok męża Tadeusza. On został pochowany tydzień temu.

Marianna miała 49 lat. Była o 2 lata młodsza od męża. Od pewnego czasu walczyła z nowotworem. Jej stan bardzo pogorszył się, gdy dowiedziała się o wypadku na Halembie. Gliwiccy onkolodzy nie pozwolili jej wyjść ze szpitala nawet na pogrzeb Tadeusza. Straciła nadzieję i sens życia. Poddała się. Rak wygrał. Odeszła trzy dni temu. Osierociła dwie córki: Kasię i Bernadettę. - Nie zostawimy tych dziewczyn samych. Dopóki będą studiować, nie wyjdą za mąż, będziemy je wspierać. Przyznaliśmy im stypendia i zapomogę. W sobotę mieliśmy spotkać się na opłatku. To straszna tragedia. Ale pomożemy - mówi Kazimierz Służewski, prezes Fundacji Rodzin Górniczych.

Tadeusz przez lata pracował w kopalni "Polska-Wirek". Był sztygarem. Szanowano go, ufano mu. Kiedy przeszedł na emeryturę, nie miał jednak czasu, aby zająć się ogródkiem. Córki szły na studia, a żona zachorowała. Trzeba było pieniędzy: na naukę i na leki. Dorabiał więc w MARDzie.

Jego córka Kasia kilka dni po wypadku w Halembie opowiadała dziennikarzom, że ojciec był niezwykle serdeczny, wesoły. Nikomu nie odmawiał pomocy. - Nigdy nie krzyczał. Nie potrafił się gniewać. Szybko zapominał złe rzeczy - mówiła. Opiekował się swoją matką. Mieszkała w Chorzowie. Robił jej zakupy, nosił węgiel. Po prostu o nią dbał. Kochał pracę w ogródku. Sam naprawiał samochód. Uwielbiał zwierzęta. Miał dwa jamniki. Latem pływał kajakiem lub pontonem. Fascynowało go morze. Miał kolekcję egzotycznych muszli. Choć życie doświadczyło go ciężką chorobą żony Marianny - nie poddawał się. Uśmiech nie schodził z jego twarzy. Tadeusz zawsze był rozpromieniony. Koledzy z pracy lubili go, bo miał dar opowiadania dowcipów. Potrafił rozśmieszyć największego ponuraka.

Kasia i Bernadetta przeżyły podwójną tragedię. Najpierw pochowały ukochanego ojca, tydzień później matkę. Zostały zupełnie same. Kasia ma 25 lat. Studiuje na czwartym roku katowickiej Akademii Wychowania Fizycznego. Jednocześnie pracuje. Bernadetta jest o 2 lata młodsza. Studiuje na Uniwersytecie Śląskim.

Będziemy im pomagać. Zawsze mogą do nas przyjść. To nieprawdopodobna tragedia. Jednak muszą się pozbierać - mówi Kazimierz Służewski. Przypomina historię Ani Olesińskiej. Jej tata stracił życie w wypadku na Budryku. Niedługo potem okazało się, że dziewczynka zachorowała. Diagnoza brzmiała: nowotwór. - Ta historia zakończyła się szczęśliwie. Ania wyzdrowiała. Pomogliśmy także jej bratu, który po śmierci ojca i na wieść o chorobie siostry przeszedł poważne załamanie nerwowe - opowiada prezes fundacji.

Katastrofa w Halembie

21 listopada na głębokości 1030 metrów pod ziemią w kopalni Halemba w Rudzie Śląskiej doszło do wybuchu metanu. W strefie wybuchu znajdowało się wtedy 23 górników - zatrudnionych na kopalni i pracowników zewnętrznej spółki wykonującej roboty górnicze. Nikt nie przeżył.

Pomoc rodzinom ofiar zapowiedział prezydent RP, premier i wojewoda. Do pomocy przyłączyły się również organizacje pozarządowe i związki zawodowe. Minister pracy przekazała rodzinom górników specjalny zasiłek. Największa pomoc do tej pory przekazana została przez Caritas Polska.

Zachowajcie ostrożność

Zaczęły pojawiać się firmy, oferujące pomoc rodzinom ofiar z kopalni Halemba. W zamian za procent od wywalczonych kwot, chcą reprezentować interesy uprawnionych do odszkodowań. Związki zawodowe i Kompania Węglowa apelują o ostrożność. - Zanim ktoś powierzy ochronę swoich interesów firmie, powinien sprawdzić jej wiarygodność. Niestety w takich sytuacjach, jak tragedia w Halembie, mogą oprócz uczciwych firm, pojawić się także osoby chcące zarobić na nieszczęściu - ostrzega Zbigniew Zatorski, szef ZZG w Polsce z Halemby. Rzecznik Kompani Węglowej Zbigniew Madej ostrzega. - Radzę zachować ostrożność w kontaktach z oferującymi pomoc w walce o odszkodowania. Każdy ma prawo wystąpić do sądu z roszczeniem, ale trzeba to zrobić rozważnie.

Z pomocy firm prawniczych, których wynagrodzeniem ma być prowizja od odszkodowania wywalczonego w sądzie korzystali m.in. poszkodowani w styczniowej katastrofie w MTK.
SMS

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.