Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

21592 miejsce

Jeszcze o mateczniku Mickiewicza

Współautorzy: Barbara Podgórska

Interesujące uwagi panów: Sebastiana Brudysa i Krzysztofa Masłowskiego, na temat opublikowanego materiału o puszczańskich wizjach Adama Mickiewicza, zdopingowały mnie do kontynuacji rozważań.

Artur Grottger: Widmo śmierci. Reprodukcja ze zbiorów autorów / Fot. Adam K. PodgórskiAdam Mickiewicz jako pierwszy wprowadził do języka polskiego słowo „matecznik”, stanowiące odtąd określenie najgłębszego i najbardziej niegościnnego dla człowieka zakątka puszczy, dostępnego wyłącznie zwierzętom; krainę ich szczęśliwości, gdzie rządzą się odwiecznymi i sprawiedliwymi prawami.

Słynna fraza z IV Księgi Pana Tadeusza, rozpoczynająca opis polowania na niedźwiedzia, nie na próżno brzmi właśnie tak:
Głupi niedźwiedziu! gdybyś w mateczniku siedział,
Nigdy by się o tobie Wojski nie dowiedział;
(…)
Teraz Wojski z obławą, już od matecznika
Postawiwszy szeregi, odwrót ci zamyka


Artur Grottger: Widmo śmierci. Reprodukcja ze zbiorów autorów / Fot. Adam K. Podgórski
Chciałbym jednak o mateczniku w nieco innym kontekście napisać. Słowo to, wywodzone bowiem od rdzenia odwiecznego w językach słowiańskich oznaczającego matkę, macierz, protoplastkę, dającą człowiekowi – także zwierzęciu – życie, pozwala dopatrywać się w mateczniku miejsca bytowania dusz ludzi zmarłych, przodków rodu, czyli dziadów przekształconych z biegiem czasu w pogańskie demony. Demon leśny ... przybiera postaci rozmaitych zwierząt, ale pokazuje się też i jako człowiek, np. na Śląsku jako „chłop, cały w bieli”. W żałobnym, białym kolorze zjawiają się ludziom również demony leśne Wielkorusów, oraz ich sąsiadów Finów, przy czym niektóre ludy fińskie np. Zyrjanie utrzymują, że demony leśne są duszami ich przodków. Wierzono tak zapewne i u nas wówczas, gdy zmarłych chowano jeszcze na skrajach pól lub po lasach. [Poniatowski, Kultura duchowa, przed 1939 r.]

Nie byłbym sobą, tropicielem rodzimych wątków demonologii ludowej w ogóle, a demonologii leśnej w szczególności, gdybym pominął relację o mateczniku sławnego Aleksandra Brűcknera
traktującego o zapomnianej pracy A. E. Bogdanowicza [Grodno, 1895], badacza dawnych przeżytków światopoglądowych Białorusinów. Znakomity etnolog zaświadcza: Bogdanowicz (...) pisze o duchu leśnym albo lesawiku, wysokim jak drzewo, silnym, że mieszka w mateczniku: środek puszczy, niedostępny dla zwykłego śmiertelnika, okrążony nieprzebytym lasem, zagrodzony masą leża (łom), a nadto otaczają go błota wciągające, nie zamarzające i wśród najtęższej zimy. Tam żyje on z swym ptactwem i zwierzem; tam idzie umierać wielki każdy zwierz, on tylko zna ścieżki tajne, którymi można się dostać do matecznika.

Kategoria demonów przyrodniczych, władających w lasach i borach, strzegących terytoriów puszczańskich przed ingerencją człowieka i panujących nad zwierzyną, powszechnie występuje w przekazach wierzeniowych ludu zamieszkującego regiony lesiste, okolice rozpowszechnionego kłusownictwa i zbieractwa leśnego. Demony leśne przybierały kształty ludzkie, zwierzęce, teratologiczne, postacie przemienne człowieczo - zwierzęce albo występowały bezpostaciowo.
Argumenty etnologów przemawiają za tym, by traktować leśne demony, w szczególności nadrzewne, jako dusze ludzi zmarłych, albo dusze ludzi jeszcze nie narodzonych. Stąd zarówno pojęcie drzewa rodzinnego, np. angielskie: family free, polskie: drzewo genealogiczne jak i częste ikonograficzne przedstawienie linii rodu w postaci konarów drzewa.

Zwyczaj przedstawiania rodowodów w postaci tzw. drzew genealogicznych ma więc swe korzenie w istnieniu rzeczywistych drzew, których los miał być związany z losem rodziny, a w jego gałęziach miały przebywać dusze nienarodzonych współrodowców [Cetwiński i Derwich, Herby, legendy, dawne mity, 1989]

Jednym z centralnych tematów mitologicznych pogańskich Słowian była wędrówka dusz w zaświaty i możliwość ich powrotu na ziemię. Wierzono, że dusze zmarłych powracając, mogą zarówno pomagać, jak i szkodzić żyjącym. Przeciwdziałano temu składając zmarłym ofiary raz w roku (znany obrzęd dziadów) lub kilka razy, wiosną (w Wielki Czwartek), jesienią (Zaduszki) lub zimą (Wigilia, Gody) oraz stosując rozmaite zabiegi magiczne.

Dusze zmarłych dostawały się do nawii i stamtąd niepokoiły żyjących, co pominkami, kilkakrotnie do roku sprawianymi, ich zazdrość uśmierzali... [Brückner, Słownik etymologiczny języka polskiego].

W niezliczonych przekazach wierzeniowych zawarte są wątki traktujące o duszach zmarłych odwiedzających bliskich i znajomych lub pokutujących po śmierci. Wiele zapisków etnograficznych pozwala na stwierdzenie, iż demony leśne wywodziły się spośród takich właśnie bytów. Leonard Pełka w pracy "Polska demonologia ludowa" stwierdza wprost: wśród ludów słowiańskich szeroko rozpowszechniony był zwyczaj składania demonom leśnym ofiar z jadła i napoju,jak również z części upolowanej zwierzyny.
Jak widać, rozmyślania nad istotą matecznika prowadzą do wcale interesujących wniosków.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Janusz Rózański
  • Janusz Rózański
  • 23.04.2012 18:49

Tekst Bogdanowicza nie jest wiarygodny. Wygląda na to, że jest to pismo apologetyczne względem opisu puszczy w "Panu Tadeuszu". Szerzej opisałem to w książce "Pan Tadeusz Refleksja nad tekstem". Również wyrażenie "matecznik" wydaje się wytworem poetyckiej wyobraźni Mickiewicza.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Prośże naciskać na Nasza Ukochaną Redakcję,żeby utworzyla nowy dzial pod tytulem; etonologia, etnografia, folklor, kultura ludowa czy jak tam sobie chce. 500 publikacji obiecuje w pół roku! Pyrsk!

Komentarz został ukrytyrozwiń

W odpowiedzi Panu Brudysowi! Pytasz Waszec kiedy nastepne 500 arytkułow! Gdyby chodzilo o watki demoniczne, to moglbym w miesaic. Ale obawiam sie, że Moja Ukochana Redakcja (mam nadzieję że ktos z Szefostwa to przeczyta) nie zniosla by juz tego. Na wyraźne zyczenie Czytelnikow gotow jest kontynuować temat demonow lesnych. Uhhhhhuuuuu!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gratuluję Waszmości! Kiedy następne 500?
Chylę czoła przed iście demoniczną wiedzą! Demoniczną w sensie wiedzy o istotach onych, które na granicy świata realnego bytują. Artykuł pyszny, godzien autora Encyklopedii demonów!

Przy okazji, może wiesz Waść, co to Dyjana? Przywoływana jest ona w te słowa pod sam koniec Księgi XI:

Wstążki warkoczów Zosia rzuciła na barki,
A na czoło włożyła zwyczajem żniwiarki
Sierp krzywy, świeżem żęciem traw oszlifowany,
Jasny jak nów miesięczny nad czołem Dyjany

Komentarz został ukrytyrozwiń

Matecznik w kniei pojmuję jako pierwociny, źródło, prawiek. To coś mające niemal ducha. Przyznam się, że nie myślałem o nim w kontekście demonologii. Lecz widzę, że niesłusznie. Bo czyż bór, a szczególnie jego esencja i pierwociny może być oderwane od demonów. Pewnie tam też najchętniej się skrywają dla spokoju i wytchnienia ...

Komentarz został ukrytyrozwiń

No, pół tysiaka plus galerie, nie w kaszkę dmuchał. Przyłączam się do życzeń Isi, gratuluję.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Adamie ! Pachnie mi to następną twoją książką, bo tak się zbratałeś z tym tematem, że coś z tego się pewnie urodzi...???
Gratulacje z okazji 500 artykułu i kolejnych 500 życzę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.